Rozdział 1.
-Rachel ! Pośpiesz się ! – krzyknęła z dołu Amy. Odgłos otwierani lodówki oznaczał , że spokojnie mogę trochę zwolnić. Włożyłam na siebie standardowo czarne leginsy i długą czarną bluzkę z ikoną londyńskiej uliczki. Przeczesałam swoje długie, ciemnobrązowe włosy i byłam gotowa. Wcześniej zdążyłam też podmalować oczy czarną kredką. Chwyciłam swoja torbę i zbiegłam po schodach, obejmując po dwa stopnie. Usiadłam przy stole naprzeciwko przyjaciółki.
-Słuchaj, może przełożymy to kino na kiedy indziej, co ? – spytałam, nie kryjąc niechęci do tego pomysłu. Amy konsumując kolejny kawałek ciasta, pokiwała tylko głową marszcząc groźnie brwi.
-Idziemy, idziemy - zakomunikowała entuzjastycznie, kiedy połknęła ostatni kęs. Dzisiaj o 20.00 miała być premiera jakiegoś filmu, w którym grał jej ulubiony aktor. Szczerze wolałabym zostać w domu i pouczyć się do jutrzejszego testu z matematyki. Nasza kochana pani Gradson dopiero dzisiaj nam o tym powiedziała.
-Pamiętasz, że jutro jest test ?
- Oczywiście, ale to ja powinnam się nim martwić, a nie ty. Rachel, uwierz. U ciebie jedna trójka nie narobi wiele szkód, a jedynie dowiedzie, że jesteś normalna – zaśmiała się. Może miała trochę racji. Miałam bardzo dobre oceny, a na takim teście na pewno nie będzie czegoś, czego bym nie wiedziała. Wzięłam ze stołu pieniądze zostawione przez ciocię Katy. Obok leżała karteczka ,, Wrócę późno. Nie czekaj z kolacją. Kocham cię ‘’ .
-To idziemy już ? Autobus nam ucieknie – Amy z niecierpliwością stała już w progu opierając się o drzwi.
-Tak, chodźmy – sięgnęłam po swoją torbę i ruszyłam do wyjścia.
Wszyscy wychodzili z kina, głośno komentując film. Zapach popcornu wciąż wypełniał budynek.
-A to zakończenie... wspaniałe ! Tak wygląda prawdziwa miłość – Amy teatralnie ułożyła ręce na sercu i przymknęła powieki. Kiwnęłam głową na znak, że wciąż ją słucham. Na dworze było już zupełnie ciemno. Trzy godziny zmarnowane. Szłyśmy teraz wolno w stronę przystanku. Po Amy i tak miała przyjechać mama, gdyż mieszkała ona poza miastem w małym, wiejskim domku.
-O, już jest –wskazała dwie plamy jasnego światła zbliżające się do nas. Samochód zatrzymał się przy krawężniku.
-Odwieź cię ? – spytała Amy otwierając drzwi. Jej mama uśmiechnęła się do mnie na powitanie.
-Dzięki ale wrócę autobusem.
-Na pewno ?
-Tak. Leć już.
-To do jutra – cmoknęła mnie w policzek i wsiadła do samochodu. Pomachałam jej kiedy odjeżdżała, aż w końcu znikła mi z oczu. Wyciągnęłam z torby komórkę. Zaświeciłam sobie nią na rozkład jazdy. Wiedziałam, że na autobus nie mam co liczyć, a spacer dobrze mi zrobi przed snem. Przez ostanie dni prawie nie spałam. Co noc mam koszmar z których prawie nic nie pamiętam. Potem budzę się rano cała spocona, wystraszona i ledwo łapię oddech jakbym przebiegła maraton.
Cały czas szłam główna ulicą przy firmowych sklepach z odzieżą. Wszystkie już dawno były zamknięte i tylko na wystawach widniały manekiny w kolorowych strojach. Co jakiś czas przejeżdżał tędy jakiś samochód. Powinnam jednak pojechać z Amy. Było zdecydowanie za późno i za ciemno na rekreacyjny spacer. Spojrzałam jeszcze raz na komórkę. Żadnych nieodebranych połączeń od cioci. Pewnie wróci po 01.00. Pracowała w radiu i dzisiaj miała na drugą zmianę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu. Jeśli pójdę w prawą stronę skrócę sobie drogę do domu. Tak, to dość dobry pomysł. Stare kamienice możliwe, że były opuszczone albo mieszkali w nich naprawdę biedni ludzie. Z ścian odchodziła farba, tynk, kawałki cegieł się wykruszały. Na niektórych piętrach brakowało okien, a przy ulicy świeciła co piąta latarnia. Wszystko było zapuszczone i brudne. Nagle w oddali zobaczyłam jakąś postać opierając się o zaparkowany samochód naprzeciwko kantoru. Przyśpieszyłam nieco kroku, aby jak zbliżę się do nieznajomego szybko go minąć. Byłam coraz bliżej. O samochód niedbale opierał się jakiś nastolatek.
-Gdzie ci się tak śpieszy? – spytał nieznajomy tarasując mi przejście. Chodnik i tak był dość wąski, tym bardziej kiedy czarny Jeep zaparkowany był praktycznie na jego połowie.
- Do domu. Przepraszam… – chciałam go wyminąć ale on znów przesunął się w tą samą stronę co ja. Było zbyt ciemno, a on miał ciągle lekko pochyloną głowę tak , że jego blond, zmierzwione włosy zasłaniały mu oczy. Niedobrze. Rozejrzałam się dookoła ale nie było tu żywej duszy. Nawet psa ze złamaną nogą. A jeżeli to jakiś ćpun psychopata? Odwróciłam się na pięcie. Nie zrobiłam jeszcze kroku, kiedy zostałam brutalnie pociągnięta za ramie w tył. Krzyknęłam. Zalazłam się w przejściu miedzy blokami. Pod plecami czułam wbijającą się w moją skórę nierówną ścianę. Blondyn trzymał mnie za ramiona.
-Puszczaj mnie ! – zaczęłam się szarpać , ale on nawet nie drgnął. Mój żołądek kurczył się coraz bardziej. W końcu nieznajomy spojrzał mi w oczy. Światło latarni tutaj nie sięgało, a mimo do dostrzegłam, że jego oczy były koloru zimnego błękitu. Zaczął przyglądać mi się jakbym była jakimś towarem. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Puszczaj mnie, słyszysz ! Pomocy!!!
-Spokojnie. Możesz krzyczeć ile chcesz, ale nikt tutaj nie przyjdzie – wyszczerzył zęby w jadowity uśmiech. Zaczęłam panikować. Miał racje. Nikt nie przyjdzie. W tej okolicy pewnie przyzwyczaili się do dziwnych odgłosów w nocy. Dlaczego byłam taka głupia, że wybrałam tą drogę ? Chłopak przysunął się bliżej mnie. Boże, on mógł być nico starszy ode mnie. Zarobiło mi się niedobrze, kiedy jego dłoń znalazł się przy mojej szyi, a następnie zsuwała się coraz niżej. Tak bardzo chciałam znaleźć się już domu. W jakimś bezpiecznym miejscu. Przysunął się jeszcze bliżej, zamarłam. Jego usta zbliżały się do mojej szyi , jedną ręką ciągle trzymał mnie za ramię, a drugą dotykał moich pleców. Tak bardzo się bałam. Zamknęłam oczy, powstrzymując łzy. Może to tylko zły sen, i zaraz się obudzę…
- James! Zostaw ją, nie mamy czasu ! – dobiegł mnie głos jakiegoś mężczyzny. Mój oprawca odsunął się nieco od mnie. Spojrzał na mężczyznę czekającego przy samochodzie. Po chwili skierował wzrok na mnie. W jego oczach płonęły iskry, jak u jakiegoś zwierzęcia polującego na swoją ofiarę. Zaśmiał się głośno ukazując białe zęby i .. kły ! Znów krzyknęłam. Rzuciłam się do ucieczki, ale on tylko pchnął mnie znowu na ścianę. Syknęłam z bólu. Złapał mnie za podbródek, zmuszając mnie żebym uniosła głowę.
-Zapomnisz o ty co tutaj się stało. Zapomnisz, że mnie spotkałaś - jego źrenice rozszerzyły się, pochłaniając tęczówki. Mówił wolno, niskim głosem. Naglę odsuną się o krok i .. znikł.
Po chwili usłyszałam gwałtowny warkot silnika. Samochodu też już nie było.
Przez chwile stałam w bezruchu. Wzięłam kilka głębokich wdechów aby się uspokoić. Wiatr zatrząsnął kartonami leżącymi przy śmietniku. Wybiegłam stamtąd na ulicę. Zaczęłam biegnąć w stronę swojego domu. Poziom adrenaliny miałam zapewne tak wysoki , że nie czułam zmęczenia. Co jakiś czas potykałam się o nierówny chodnik ale nawet na moment się nie zatrzymywałam. Po dziesięciu minutach znalazłam się na moim osiedlu. Na końcu drogi stał mój dom. Tu przynajmniej wszystkie latarnie działały jak trzeba. Stanęłam na werandzie szukając kluczy. Po chwili uradował mnie charakterystyczny odgłos odblokowania zamka. Rzuciłam swoją torbę przy schodach. Cioci jeszcze nie było, więc na wszelki wypadek sprawdziłam również czy wszystkie okna są pozamykane. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju opadłam na łóżko. Serce waliło mi jak oszalałe. W myślach znów stanął mi obraz tego psychopaty. Jego zęby, kły… Nie, to nie możliwe. Wyglądał jak wampir. Nie, musiało mi się przywidzieć. W łazience ściągnęłam ubrania i wrzuciłam do kosza na brudną bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Przyłapałam się na tym, że wciąż się trzęsę. Dalej byłam przerażona. Zamknęłam oczy i znów ujrzałam jego twarz i te kły. Boże, moja wyobraźnia zaczyna płatać mi figle. Zarzuciłam na siebie ręcznik i zostawiając na podłodze mokre ślady wróciłam do pokoju gdzie przebrałam się w piżamę. Może powinna zadzwonić do cioci ? Ale przecież nic mi nie jest. Nie będę niepotrzebnie jej martwić. Położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą. Wtuliłam głowę w poduszkę próbując o tym wszystkim zapomnieć. Jutro będzie nowy dzień. Po prostu następnym razem nie będę wracać nieciekawymi uliczkami. Powtarzałam sobie , że wszystko jest w porządku aż w końcu usnęłam.
świetne opowiadanie ;D Czekam na dalszą część
OdpowiedzUsuńCudowne opowiadanie, ale minął tydzień, a ja nie mog doczekać się kolejnej części;D. Stąd moje pytanie - czy dodasz 2 część jeszcze dziś?
OdpowiedzUsuńW niedziele wieczorem powinna juz być ;D Wiem ze miał być maks tydzień, ale to tylko teraz takie opóźnienie ;D
OdpowiedzUsuńsuper :D
OdpowiedzUsuńTo jest świetne
OdpowiedzUsuńPolecam też swojego bloga:
error-tokoniec.blogspot.com