piątek, 20 lipca 2012

Mroczny sekret cz. 4

Wskazówka zegara przesuwała się wyjątkowo wolno. Pana Williamsa nie było, więc mieliśmy zastępstwo z jakąś młodą panią. Myślałam, że Amy co najwyżej się spóźni ale nie pokazała się w ogóle na lekcji. A przecież widziałam ją na parkingu. W każdym bądź razie dzięki temu mogłam usiąść na jej miejscu, z dala od Jamesa. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie ale kiedy spoglądałam do tyłu wszyscy mieli zawieszone głowy na zeszytami.
Westchnęłam znużona i odwróciłam się do tablicy. Ta kobieta ciągnęła swój monolog, nieporuszona tym, że kompletnie nikt jej nie słucha. Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek, postanowiłam poszukać Amy. Zadzwoniłam do niej i po dwóch sygnałach usłyszałam jej głos .
-Hej Rachel!
-Hej. Jesteś w szkole ? Bo widziałam cię na parkingu przed hiszpańskim.
-A no tak. Postanowiliśmy zerwać się z pierwszej lekcji.
-Postanowiliśmy ? Jesteś z kimś ?
-Jesteśmy na stołówce. – rozłączyła się nic więcej nie mówiąc.
Zeszłam na dół i kiedy zbliżałam się do stolika w który siedziała, ujrzałam chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Amy miała długie, kręcone, rude włosy i zielone oczy przez co było naprawdę piękna. Aż dziwne, że widok jej z płcią przeciwną był tak rzadki. Mimo że kiedy poznałyśmy się w gimnazjum była osobą towarzyska i zabawną, a swoim optymizmem zarażała wszystkich to do chłopaków zawsze była dość sceptycznie nastawiona. Nie sądziłam, że w liceum to się zmieni.
-Rachel ! – Amy pomachała ręką w geście żebym się dosiadła. W stołówce nie było nikogo innego oprócz nich i kucharki, która cały czas wychodziła na papierosa. Kiedy usiadłam obok niej, miałam okazje przyjrzeć się jej znajomemu.
-Jestem Drake - przedstawił się. Jego kruczoczarne włosy idealnie podkreślały kości policzkowe i szare oczy. Ale kiedy pomyślałam czy widziałam kogoś bardziej przystojniejszego , przed moim oczami pojawił się James. To było dziwne. Bardzo dziwne.
- Chodzisz do naszej szkoły, bo jakoś chyba nie spotkałam cię wcześniej ? – spytałam, próbując wyrzucić wizerunek Jamesa z głowy. Ale to nie było takie łatwe, tym bardziej, kiedy było on wampirem
-Niedawno się przeprowadziłem. Ale najprawdopodobniej będę tylko do końca pierwszego semestru.
-Mam nadzieje, że nie będziesz musiał wyjeżdżać – powiedziała Amy. Całkowicie w niego zapatrzona i rozmarzona wydała mi się zupełnie obca.
-Przynieś wam colę ? – zapytał.
-Jasne.
Kiedy znalazł się przy automacie w bezpiecznej odległość, Amy odwróciła się do mnie i zaczerpnęła głęboki oddech, przygotowując się do zdania relacji.
- Boże! On jest tak seksowny, że nie mogę się skupić na tym co mówię. Pewnie paplałam jak idiotka przez cały czas – zachichotała i zerknęła na niego z ukosa. -Jak myślisz, czy to czasem nie jest sen ? – zrobiła smutną minę, jakby rzeczywiście wszystko miało okazać się jednym, wielki złudzeniem .
-Wydaje się być całkiem w porządku – powiedziałam.
Amy wyprostowała się jak na szpilkach, kiedy Drake wrócił z piciem. Otworzyłam swoją puszkę i napiłam się. Tego właśnie potrzebowałam. Normalnej rozmowy w której nikt nie chce mnie zabić, ani nie rozpoznaje grupy krwi.
- Mój znajomy chyba niedawno przeniósł się do waszej szkoły –Drake zaczął po chwili.
-Tak? Pewnie James – Amy oparła głowę na splecionych dłoniach i wciąż szaleńczo wpatrywała się w niego.
Nie. Nie. Nie. Błagam powiedz, że to nie on.
-Tak. Znamy się od dziecka.
Zaskoczona jego odpowiedzią, zaczęłam krztusić się piciem.
-Rachel, wszystko dobrze ? – Amy poklepała mnie po plecach.
-Nic mi nie jest. – wytarłam wierzchnią dłoni usta i odstawiłam puszkę na stół. Spojrzałam na Drake i w jego wyrazie twarzy coś się zmieniło. Przyglądał mi się on z ostrożnością.
-Dobrze znacie się z Jamsem ? – spytał, wciąż patrząc na mnie.
-Nie – ucięłam szybko. - muszę iść – dodałam akurat kiedy zadzwonił dzwonek.
-My się trochę spóźnimy. - poinformowała mnie Amy, która w dalszym ciągu była w niesamowitym nastroju.
Pobiegłam schodami na górę pod salę. Nie byłam pewna czy powinnam zostawiać Amy samą z Drake’m. Jeżeli przyjaźnił się on z Jamesem mogło by to oznaczać, że również jest wampirem.
Nauczyciela jeszcze nie było, więc wszyscy czekali pod salą. James niedbale opierał się o ścianę przeglądając jakieś papiery. Najbliżej niego stała oczywiście Miriam ze swoją świtą. Świetnie. Podeszłam do niego.
-Możemy porozmawiać ?
-Czego chcesz ? – warknął. Boże, on jest psychiczny.
-Choć – wskazałam okno na końcu korytarza. Przeszliśmy tam, kiedy najprawdopodobniej nikt nas nie usłysz. Oparł się o parapet i patrzył się na mnie jak na idiotkę.
- Czy Drake też jest taki jak ty ?
Nauczyciel już wpuszczał uczniów do klasy.
-Nie powinnaś się tym interesować – James momentalnie spoważniał.
-Czyli jest ? – niepewnie stwierdziłam po chwili.
Zacisnął wargi, które utworzył prostą linię. Nie opowiadał co mogło oznaczać, że owszem, Drake jest wampirem.
- On siedzi teraz z Amy w stołówce. Co jak jej coś zrobi ?! – nerwowo odgarnęłam swoje ciemne włosy za ucho aby pojedyncze kosmyki nie wpadały mi w oczy. James przyglądał mi się i nic nie mówił. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
-To ja po niego zadzwoniłem. Zrobisz sobie dzisiaj wolne – po chwili złapał mnie za ramię i poprowadził wzdłuż schodów.
-Dokąd idziemy ? – próbowałam mu się wyszarpać ale różnie dobrze mogłabym walić w kamień.
-Zobaczysz.
Szliśmy do… stołówki ? Tak. Bez słowa zmierzaliśmy tam. On idąc pewny krokiem, ja potykając się o własne nogi.
-Możesz mnie tak nie ciągnąć, co ? ! – burknęłam na niego.
-Trzeba było nie wtykać nos w nie swoje sprawy – odpowiedział ze spokojem. Gdyby nie to, że właśnie znaleźliśmy się w stołówce wygarnęłabym mu nieco.
-No proszę – przywitał nas Drake z uśmiechem. .
-Musimy pogadać – powiedział twardo Jeams.
Amy spojrzała zaniepokojona na jego rękę, którą wciąż zaciskał na moim ramieniu.
-Rachel, wszystko ok ? – szepnęła trochę zdezorientowała.
-Tak – odpowiedział za mnie James. – Mogłabyś zostawić nas samych ? – spytał się jej, patrząc prosto w oczy. Amy zamrugała.
-Jasne – wstała od stolika i wymijając mnie bez słowa ruszyła w stronę schodów. To było do niej zupełnie niepodobne.
-O co chodzi Cavarialli ?– spytał Drake.
-Mam z nią problem – odparł jakby z pogardą, wskazując na mnie.
Tego już było za wiele.
-Ze mną ?! –zakpiłam – to może zapomniałeś jak chciałeś mnie zabić na Cheryllstreet?! – prawie krzyknęłam z wściekłości. Oboje rozejrzeli się czy nikt nie podsłuchuje, ale oprócz kilku automatów i zamkniętej jeszcze kuchni nie było tu nikogo. Drake potarł czoło i spojrzał na James karcąco.
-Wiesz, że jak już zamierzasz to robić, to trzeba usunąć wspomnienia? – w jego głosie wyraźnie było słychać dezaprobatę. Był on opanowany i w pewien sposób dawał wrażenie osoby bardzo odpowiedzialnej.
-Naprawdę ? Że też nie przyszło mi do głowy– rzucił sarkastycznie James jakby było to najgłupsze pytanie na świcie.
-Chciałeś mi usunąć wspomnienia ? - nie mogłam stać i milczeć, kiedy rozmawiali o mnie.
- Jak widzisz nie podziałało – kontynuował ignorując moje pytanie.
- Wiesz, że to niemożliwe ? – Drake przyglądał mi się teraz z niepokojem, ciągle mówiąc do Jamesa.
- Wiem.
- Znasz prawo. Podejrzewam, że góra dwa tygodnie i przybędą. – odparł Drake.
Jakie prawo ? Nie miałam zielonego pojęcia o czym oni rozmawiają, ale nie brzmiało to dobrze. Widziałam jak James staję się coraz bardziej spięty i tylko kiwnął głowę na potwierdzenie.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi ? – powiedziałam nieco głośniej aby w końcu zauważyli, że jednak tu jestem.
- Zadzwoń do mnie jakby zaczęli działać. Którekolwiek. – zwróciły się do Draka, który ostatni raz spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł. Miałam ochotę pójść za nim, wrócić na lekcje i o wszystkim zapomnieć. Teoretycznie było to możliwe ale w praktyce zostałam sama z wampirem, który był nieziemsko przystojny i mógł mnie zabić. Moja pewność siebie spadała z każdą chwila, kiedy uświadamiałam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę i w głębi serca coś podpowiadało mi, że to dopiero początek.
Kiedy James oznajmił, że odwiezie mnie do domu nie dając mi dojść do słowa, zgodziłam się. Co prawda miałam lekcje, a ciocia wracała dopiero za tydzień więc nie powinnam wagarować ale to było co innego. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie słowem. Miał mi wszystko wyjaśnić w domu, na spokojnie.
Podjeżdżając pod parking miałam obawy, że zapraszanie do domu Jamesa nie jest dobrym pomysłem. Tyle razy mówiono w wiadomościach o morderstwach, uprowadzeniach i kradzieżach. Co jeśli to wszystko sprawka wampirów ?
Idąc w stronę werandy, spojrzałam z ukosa na Jamesa. Dalej wydawał się cały spięty i poirytowany. Powoli zza chmur wychodziło słońce, którego promyki zatrzymywały się na jego twarzy. W świetle wyglądał jeszcze lepiej, o ile było to możliwe. Każdy milimetr jego oliwkowej skóry był idealny, pod każdym względem. Czy czasem pod tą maską nie kryła się bestia ?
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Wyjęłam z kieszeni klucz i przekręciłam zamek, słysząc znajome trzaśnięci poczułam się trochę lepiej. Jeams otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i od razu się zatrzymałam.
-Nie potrzebujesz czasem zaproszenia, czy coś? – spytała, pamiętając słowiańskie legendy.
- Nie. Wszędzie jestem mile widziany. - zrobił pewny krok przez próg i posłał mi pełen sarkazmu uśmiech. Przeszedł do salonu i opadł na kanapę. Zdjął kurtkę którą położył tuż obok siebie.
Usiadłam naprzeciwko niego w fotelu. Pomyślałam, że dobrze było by zaproponować coś do jedzenia, ale okoliczności tego nie wymagały. To nie było spotkanie towarzyskie z kolegą ze szkoły. Sądzę, że łatwiej byłoby mi dzielić przestrzeń z cuchnącym bezdomnym niż z nim.
- Miałeś mi wszystko wyjaśnić – popędziłam go, kiedy siedział tak wpatrzony ślepo w przestrzeń i nic nie mówił .
- Słuchaj, to że dowiedziałaś się prawdy nie jest dobre. Rada wampirów nie dopuszcza ludzi do tej wiedzy. – podniósł na mnie wzrok i zacisnął swoje czerwone wargi.
-Ale nie rozumiem o co tyle zamieszania. Przecież po prostu nie musze nikomu mówić o tobie i w ogóle o wampirach. To proste.
-Nieprawda. – uciął. – A nawet jak tak, rada by na to nie pozwoli.
-Ale ja nic nie wiem o twoim świecie. – zupełnie nic. Poczułam jakby kamień spadł mi z serca. Nic złego nie zrobiłam.
- Będą chcieli wyjaśnień jak to możliwe, że jesteś odporna na naszą perswazje – odezwał się szorstko.
- Dlaczego mówisz to w taki sposób jakbym sama wpędziła się w kłopoty ?
Zaskoczony, jakby ktoś go spoliczkował spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Gdybyś nie chciał wyssać ze mnie krwi tamtego wieczoru, nic takiego nie miało by miejsca. To ty masz problem, nie ja. - objęłam się ramionami bo atmosfera znacznie się oziębiła.
- Masz racje, powinienem cię zabić. – jego głos był oschły i strasznie cichy, taki beznamiętny.
- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś ? – w moim brzuchu pękła niewidzialna kula, zalewająca falą ciepła resztę mojego ciała. Czułam, że stąpałam po cienkim lodzie, który mógł runąć w każdej chwili.
James wzruszył ramionami. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Jak to możliwe, że pod tym wyglądem anioła naprawdę mógł kryć się pełen premedytacji morderca ?
- Czyli powinnam ci jeszcze dziękować, że próbujesz ratować mnie z czegoś, w co sam mnie wplątałeś? –rzuciłam retorycznie.
- Uznaj to za dobry gest prosto z serca. – uśmiechnął się arogancko.
- Ty nie masz serca – warknęłam przez zęby, a jego usta wykrzywiły się w mało sympatyczny grymas. Wstałam z fotelu i odeszłam do kuchni. Potrzebowałam dużą dawkę kofeiny żeby chociaż w połowie pobudzić się do logicznego myślenia. Na wszelki wypadek wstawiając wodę, wyciągnęłam nóż z szafki i położyłam niedaleko chlebaka. Tak, na wszelki wypadek.
Po kilka sekundach James przyszedł do kuchni. Rozglądał się po obrazach na ścianach, jakby je oceniał albo chciał ukraś. Nawet bym się nie zdziwiła jakby okazał się jeszcze kleptomanem.
- Gdzie reszta domowników ? – spytał, opierając się o blat i skrzyżował ręce na piersi.
-Ciotka jest w pracy.
-A rodzice ?
Woda już się zagotowała, i szybko zalałam kawę. Nie proponowałam jej Jamesowi, nie zasługiwał nawet na kranówkę.
- Nie żyją – odpowiedział pytająco. Pokiwałam głową. To nie tak, że drażnił mnie ten temat. Po prostu nic o nich nie wiedziałam więc wolałam unikać takich sytuacji. Dosypałam dwie łyżeczki cukru i upiłam spory łyk.
- Rada może się zjawić w ciągu dwóch tygodni – zaczął.
-Czekaj, a skąd oni wiedzą, że dowiedziałam się o tobie ?
- Jeden z członków rady ma wizje. Widzi sytuacje, kiedy nasz gatunek zostaje ujawniony.
-To dość fajne – zauważyłam.
-Dla ciebie ? – uniósł jedną brew – nie sądzę. Kiedy znajdują takie człowieka po prostu używają na nim perswazji i wmawiają, że nigdy o nas nie wiedział. A z tobą … - nie dokończył. Świdrował mnie wzrokiem jakby szukał odpowiedzi.
-Co ze mną ?!
- Zabiją cię. Jesteś tylko człowiekiem, który jest dla wampirów tylko pożywieniem.
-Zamknij się! – niemal krzyknęłam i uniosłam ręce przed siebie próbując nie dopuści do siebie tych słów. Moje serce zaczęło znacznie przyśpieszać, a adrenalina skoczyła w górę.
- Próbuje ci pomóc – powiedział szorstko.
-Jak ?! Po co mi to mówisz, skoro to i tak niczego nie zmieni?! Jaka to dla ciebie różnica dzień czy tydzień ?!- mój głos drżał panicznie, a oczy powoli zachodziły mi łzami. Zrobiłam krok w tył, próbując znów oddychać.
- Mogę jakoś przekonać Artemmę by tego nie robiła. – oznajmił robiąc krok w przód.
- Nie wątpię – zakpiłam.
-Mogą cię… przemienić.
Nie to chciałam usłyszeć. Nie tego się spodziewałam.
Przetarłam oczy, rozmazując makijaż i opadłam na krzesło, kiedy nogi się pode mną ugięły. To było jak kubeł ziemnej wody o poranku.
Nagle zadzwonił telefon. Raz. Drugi.
- Rano przyjedzie po ciebie Drake z Amy. Ona nic nie wiem i tak ma zostać – powiedział James oschle. Wytarłam rękawem mokre oczy ale kiedy uniosłam głowę żeby na niego spojrzeć już go nie było. Podbiegłam do okna i ujrzałam odjeżdżający samochód. Telefon przestał dzwonić. Wszystko ucichło, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Wizerunek wampira, który wykreowała telewizja tak bardzo odbiegał od tego wszystkiego. A może aż za bardzo były do siebie podobne. W Jamesie nie było nic dobrego. Jego wspaniały wygląd miał tuszować jego charakter. Bo naprawdę był samolubny, arogancki i chamski.
Bez sumienia.
Bez serca.

sobota, 7 lipca 2012

Mroczny sekret cz. 3


Nawet nie spostrzegłam, kiedy w pokoju zrobiło się ciemno i tylko monitor był jedynym źródłem światła. Zbliżała się 22.00, a ja wciąż tkwiłam na łóżku z laptopem szukając jakichkolwiek informacji potwierdzających, że nie zwariowałam. Ale przecież wiem co widziałam, co słyszałam. On nim jest. Jest wampirem. Z drugiej strony to jest po prosty niemożliwe. Takie rzeczy nie istnieją, ale to jedyne wytłumaczenie, które wydaje się dość logiczne. Odgłos silnika dochodzący z podjazdu oznaczał, że ciocia już wróciła. Zeszłam na dół na tyle szybko, na ile pozwalała na mi moja kostka. Usiadłam przy stole w kuchni.
-Rachel?! Wróciłam – ciocia Katy zawołała od progu. Ostrożnie położyła swoją torebkę na komodzie w przedpokoju.
-Widzę –powiedziałam beznamiętnie.
-Oh, myślałam, że jesteś u siebie. Jak ci minął dzień w szkole ? – spytała odwieszając mokry płaszcz, zostawiając na podłodze krople wody. Spojrzałam w okno. Rzeczywiście, ciągle padało.
-Normalnie –skłamałam -dzwoniłam do ciebie.
-Wiesz, że w pracy mam wyłączony telefon ale to chyba nie było nic ważnego ? – zaszła od drugiej strony stołu i zaczęła nalewać wody do czajnika.
-Spoko - machnęłam ręką -Miriam na wf-ie podstawiła mi haka, a moja kostka najwyraźniej nie dała sobie z nią rady.
-O mój boże. Nic ci się nie stało ? – spytała z przesadną opiekuńczością. Podciągnęłam lekko nogawkę.
-Zwykłe stłuczenie, niestety mogę chodzić.
Ciocia Katy zaśmiała się, wyciągając dwa kubki.
-Czyżbyś nie chciała iść jutro do szkoły ? – spojrzała na mnie spod brwi żartobliwie. Miałam bardzo dobre oceny przez co ona miała do mnie dość duże zaufanie. Gdybym ją poprosiła na pewno wypisałaby mi zwolnienie. Wzruszyłam ramionami. Czajnik zagwizdał dając znak, że woda była już zagotowana.
-Chcesz herbatę ?
-Jasne. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – postanowiłam zaryzykować. Podała mi gorący kubek i sama zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
-No, słucham cię – uśmiechnęłam się do mnie.
-Wierzysz w rzeczy, które nie istnieją ? – spytałam niepewnie. Przez chwile popatrzyła na mnie dość dziwnym wzrokiem.
- Masz na myśli wróżki ?
-No nie do końca. Wiesz, wróżki, wilkołaki, duchy… wampiry.
Buchnęła głośnym śmiechem, który na początku wydawała się trochę histeryczny.
-Rachel, to bajki. Zajmij się lepiej czymś pożytecznym niż oglądaniem głupich filmów.
-Ja nie oglądam taki.. masz rację, po prostu Amy znowu ma na to fazę - skłamałam. Wzięłam swój kubek i wstałam.
-Idę do siebie. Jutro znowu mam na ósmą. Dobranoc.
-Dobranoc, a właśnie prawie bym zapomniała. Mamy w pracy szkolenie i będę musiała wyjechać na tydzień .
-To świetnie- odpowiedziałam entuzjastycznie.
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł…-pokręciła przecząco głową.
-Jasne, że dobry. Przecież mam już szesnaście lat i nic mi się nie stanie przez tydzień.
-Wiem, że dasz sobie radę ale mam wyrzuty sumienia, że praktycznie ciągle cię zostawiam samą – upiła łyk herbaty i wbiła we mnie zatroskane spojrzenie. To nie była jej wina, że musiała tyle pracować. Ja nalegałam abyśmy zostały w domu po moich rodzicach, który był dość duży, więc i rachunki były spore.
-Naprawdę powinnaś pojechać – uśmiechnęłam się zachęcająco. Przez chwilę milczała, aż w końcu odłożyła kubek i klasnęła w dłonie.
-W takim razie muszę zacząć się pakować, bo wyjeżdżam już jutro. Ale jesteś pewna, że to dobry pomysł ?
- Świetny.
Wzięłam szybki prysznic i zanim poszłam spać wydrukowałam kilka stron o legendach związanych z wampirami i inne ciekawostki. Nie zdążyłabym wszystkiego przeczytać dzisiaj, więc postanowiłam wziąć część tej makulatury jutro ze sobą do szkoły. Im bardziej o tym wszystkim myślałam, wyjazd cioci nie był najlepszy. Ale co miałabym jej powiedzieć ? Słuchaj, taki jeden koleś no on chyba jest wampirem i napadł mnie ostatnio na ulicy . Jasne. Nawet ja bym w to nie uwierzyła, gdybym nie widziała tego na własne oczy.
Kiedy obudziłam się rano, było zbyt cicho. Spojrzałam na komórkę. Tylko nie to. Było już po siódmej. Przetarłam ręka oczy. Dalej było po siódmej. Ciocia zapewne wyszła wcześnie rano i nie chciała mnie budzić.
Kiedy byłam już gotowa, wepchnęłam do torby wydrukowane informacje i wyszłam z domu. Autobus już dawano mi uciekł więc nie pozostawało mi nic innego jak po prostu pójść pieszo. Pierwszy miałam hiszpański i tym razem jeżeli się spóźnię pan Williams umieści mnie na pewno na swojej czarnej liście. Opuszczając swoje osiedle Village, pełne mnóstwa jednorodzinnych domków pośród których panowała bezpieczna atmosfera, zbliżałam się do skrzyżowania, gdzie mniej więcej zaczynało się jakieś życie. Oczywiście musiałam skrócić sobie drogę jak tylko było to możliwe. Ale pomysł pójścia przez Cheryllstreet nie wydał się już taki zły za dnia. Co prawda słońce uporczywie kryło się za ciężkimi chmurami, ale było jasno. Ludzie powoli zapełniali opustoszałe alejki, śpiesząc się do pracy. To dodawało mi na tyle odwagi, że jednak zdecydowałam się iść na skróty.
Cheryllstreet w dziennym świetle była jeszcze brzydsza niż wieczorem. Odrapane budynki i poniszczone daszki wychodzące znad sklepów coraz bardziej raziły w oczy. Na balkonie jakaś starsza pani wieszała pranie, a piętro niżej mężczyzna w podeszłym wieku palił papierosa. Czyli jednak ktoś tu mieszkał. Sklep spożywczy był otwarty tak jak na każdej zwykłej ulicy.
Nieoczekiwanie coś zagrzmiało. Uniosłam głowę i wpatrywałam się zachmurzone niebo, aż poczułam na twarzy zimne krople. Przyśpieszyłam, ale zanim przeszłam 20 metrów rozpadało się na dobre. Rozejrzałam się do o koła. Po drugiej stronie ulicy można było skryć się pod daszkiem wychodzącym znad sklepu z odzieżą. Wyciągnęłam komórkę aby sprawdzić czy jest sens śpieszenia się na lekcję. Za 10 minut będzie dzwonek. Wciskając komórkę do torby weszłam na ulicę. Nagle zza rogu wyłonił się jakiś samochód. Gwałtowny pisk opon zaatakował moje uszy, a ostre światła na chwilę oślepiło. Przerażenie mnie sparaliżowało, ale musiałam jak najszybciej stamtąd uciec. Samochód był coraz bliżej i w ostatnim momencie zrobiłam unik w bok. Przede mną wyrósł wysoki krawężnik i nie zdążyłam złapać równowagi kiedy leciałam wprost na skraj chodnika.
-Cholera! Czy ty oszalałaś ?!- czyjś wzburzony głos dobiegł z auta. Serce biło mi jak szalone i wciąż tkwiłam na ziemi. Desze zaczął lać, więc wstałam najszybciej jak potrafiłam aby na ubraniach nie zostały żadne ślady mojej niezdarności. Drzwiczki od samochodu trzasnęły. Odwróciłam się i mnie zatkało. Czarny, prawdopodobnie jeszcze nowy Jeep należał do Jamesa. Jego ciemne ubrania współgrały ze kolorem auta.
- Rozumiem, że tak trudno przejść przez pasy, co? – burknął na mnie. Deszcz spływał po jego skórzanej kurtce i włosach dodając mu jeszcze więcej uroku.
-Rozumiem, że tak trudno stosować się do ograniczenia prędkości? –odgryzłam się. Zbliżył się do mnie o krok, a jego błękitne oczy znacznie pociemniały. Tak jak w alejce wieczorem.
Nagle jego wzrok zwrócił na prawo. Moja torba leżała na ulicy, a z niej wysypało się część rzeczy. Między innymi moje wydrukowane informacje o wampirach. Podszedł tam i podniósł kartki
-Co to ma do cholery być ? – spytał, rozglądając się dookoła. Dziwnym sposobem na ulicy nie było nikogo. Oczywiście nie licząc staruszków na balkonie. Wzięłam swoją torbę i zarzuciłam przez ramię. –Mogę? To moje. – sięgnęłam po notatki, ale wyminął mnie i wrzucił je do samochodu przez opuszczone okno.
-Wsiadaj. Też jadę do szkoły i chyba musimy coś sobie wyjaśnić. – w jego ustach brzmiało to jak rozkaz.
Musiałabym chyba oszaleć, żeby się na to zgodzić. Ale nie wiem czy wizja zmoknięcia na deszczu i spóźnienia się do szkoły, czy podróż z psychopatą była bardziej przerażająca.
-To jak ? – spytał otwierając drzwi.
-Ale jedziemy prostu do szkoły ? – upewniłam się.
-Oczywiście - odparł z ironicznym uśmieszkiem.
Pewnie będę tego żałować. Na pewno.
Usiadłam z przodu koło James. Za nim jeszcze zdążyłam zamknąć za sobą drzwi on od razu ruszył. Wnętrze samochodu upewniło mnie, że musiał być nowy i drogi.
-Co to ma być ? – pomachał moim notatkami, a następnie wrzucił je do schowka koło deski rozdzielczej.
-Jedyne logiczne wyjaśnienie tego co widziałam. – czekałam aż mnie wyśmieje. Ale to się nie stało.
-Nikt i tak ci nie uwierzy - powiedział spokojnie zatrzymując się na czerwonym świetle.
-To znaczy, że to prawda? Jesteś…
-…wampirem.
Część mnie miała ochotę uciec stąd jak najdalej, ale ta druga część pragnęła poznać to niebezpieczeństwo. Poznać wampira.
Dojechaliśmy do kolejnego skrzyżowania. Kiedy staliśmy w miejscu, cisza stawała się coraz bardziej nie do zignorowania. W głowię kłębiło mi się tysiące pytanie na które potrzebowałam odpowiedzi.
-Jak to możliwe, że nikt o tobie nie wie ?- spytałam.
-Byli tacy co wiedzieli - zaczął, znów włączając się do ruchu na drodze.
-Byli?! Nie mów mi, że ich zabiłeś?! - pisnęłam przez zaciśnięte ze zdenerwowania gardło. Ścisnęłam mocniej swoją torbę, w której na dnie wsadziłam gaz pieprzowy.
-Nie zabiłem – oznajmił, a mi znacznie ulżyło mi. -No proszę cię, oczywiście, że ich zabiłem – westchnął z rozbawieniem, odrywając na chwile ręce od kierownicy. Gdyby nie to, że znacznie przekraczał prędkość, chyba bym wyskoczyła.
-Ale mnie nie zabiłeś– szepnęłam i spojrzałam na niego niepewnie.
-Kto powiedział, że tego nie zrobię ? – uśmiechnął się arogancko. Poczułam jak mój żołądek powoli się zaciska.
Wjeżdżaliśmy już na parking szkoły. W końcu. Lekcje jeszcze się nie zaczęły , bo większość uczniów tłoczyło się pod bramą paląc papierosy. Dostrzegłam po drugiej stronie parkingu Amy, którą dopiero przywiozła mama.
Kiedy James zaparkował, zorientowałam się, że większość uczniów patrzy na jego Jeep’a . Już mogę sobie wyobrazić plotki krążące po szkole kiedy zobaczą nas razem.
- Wysiadasz AB Rh minus ? – spytał mnie, wciągając nosem powietrze, jakby wąchał jakieś perfumy. Jeżeli chciał mnie nastraszyć tym, że rozpoznał moją grupę krwi to mu się udało.
-Dupek z ciebie. – wysiadłam trzaskając drzwiami i szybko poszłam do szkoły, próbując ignorować cudze szepty krążące dookoła. Nawet nie widząc jego kłów można było się zorientować, że coś jest z Jamesem nie tak. Był zbyt pewny siebie, arogancki, bezczelny i za przystojny na zwykłego człowieka.