piątek, 20 lipca 2012

Mroczny sekret cz. 4

Wskazówka zegara przesuwała się wyjątkowo wolno. Pana Williamsa nie było, więc mieliśmy zastępstwo z jakąś młodą panią. Myślałam, że Amy co najwyżej się spóźni ale nie pokazała się w ogóle na lekcji. A przecież widziałam ją na parkingu. W każdym bądź razie dzięki temu mogłam usiąść na jej miejscu, z dala od Jamesa. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie ale kiedy spoglądałam do tyłu wszyscy mieli zawieszone głowy na zeszytami.
Westchnęłam znużona i odwróciłam się do tablicy. Ta kobieta ciągnęła swój monolog, nieporuszona tym, że kompletnie nikt jej nie słucha. Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek, postanowiłam poszukać Amy. Zadzwoniłam do niej i po dwóch sygnałach usłyszałam jej głos .
-Hej Rachel!
-Hej. Jesteś w szkole ? Bo widziałam cię na parkingu przed hiszpańskim.
-A no tak. Postanowiliśmy zerwać się z pierwszej lekcji.
-Postanowiliśmy ? Jesteś z kimś ?
-Jesteśmy na stołówce. – rozłączyła się nic więcej nie mówiąc.
Zeszłam na dół i kiedy zbliżałam się do stolika w który siedziała, ujrzałam chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Amy miała długie, kręcone, rude włosy i zielone oczy przez co było naprawdę piękna. Aż dziwne, że widok jej z płcią przeciwną był tak rzadki. Mimo że kiedy poznałyśmy się w gimnazjum była osobą towarzyska i zabawną, a swoim optymizmem zarażała wszystkich to do chłopaków zawsze była dość sceptycznie nastawiona. Nie sądziłam, że w liceum to się zmieni.
-Rachel ! – Amy pomachała ręką w geście żebym się dosiadła. W stołówce nie było nikogo innego oprócz nich i kucharki, która cały czas wychodziła na papierosa. Kiedy usiadłam obok niej, miałam okazje przyjrzeć się jej znajomemu.
-Jestem Drake - przedstawił się. Jego kruczoczarne włosy idealnie podkreślały kości policzkowe i szare oczy. Ale kiedy pomyślałam czy widziałam kogoś bardziej przystojniejszego , przed moim oczami pojawił się James. To było dziwne. Bardzo dziwne.
- Chodzisz do naszej szkoły, bo jakoś chyba nie spotkałam cię wcześniej ? – spytałam, próbując wyrzucić wizerunek Jamesa z głowy. Ale to nie było takie łatwe, tym bardziej, kiedy było on wampirem
-Niedawno się przeprowadziłem. Ale najprawdopodobniej będę tylko do końca pierwszego semestru.
-Mam nadzieje, że nie będziesz musiał wyjeżdżać – powiedziała Amy. Całkowicie w niego zapatrzona i rozmarzona wydała mi się zupełnie obca.
-Przynieś wam colę ? – zapytał.
-Jasne.
Kiedy znalazł się przy automacie w bezpiecznej odległość, Amy odwróciła się do mnie i zaczerpnęła głęboki oddech, przygotowując się do zdania relacji.
- Boże! On jest tak seksowny, że nie mogę się skupić na tym co mówię. Pewnie paplałam jak idiotka przez cały czas – zachichotała i zerknęła na niego z ukosa. -Jak myślisz, czy to czasem nie jest sen ? – zrobiła smutną minę, jakby rzeczywiście wszystko miało okazać się jednym, wielki złudzeniem .
-Wydaje się być całkiem w porządku – powiedziałam.
Amy wyprostowała się jak na szpilkach, kiedy Drake wrócił z piciem. Otworzyłam swoją puszkę i napiłam się. Tego właśnie potrzebowałam. Normalnej rozmowy w której nikt nie chce mnie zabić, ani nie rozpoznaje grupy krwi.
- Mój znajomy chyba niedawno przeniósł się do waszej szkoły –Drake zaczął po chwili.
-Tak? Pewnie James – Amy oparła głowę na splecionych dłoniach i wciąż szaleńczo wpatrywała się w niego.
Nie. Nie. Nie. Błagam powiedz, że to nie on.
-Tak. Znamy się od dziecka.
Zaskoczona jego odpowiedzią, zaczęłam krztusić się piciem.
-Rachel, wszystko dobrze ? – Amy poklepała mnie po plecach.
-Nic mi nie jest. – wytarłam wierzchnią dłoni usta i odstawiłam puszkę na stół. Spojrzałam na Drake i w jego wyrazie twarzy coś się zmieniło. Przyglądał mi się on z ostrożnością.
-Dobrze znacie się z Jamsem ? – spytał, wciąż patrząc na mnie.
-Nie – ucięłam szybko. - muszę iść – dodałam akurat kiedy zadzwonił dzwonek.
-My się trochę spóźnimy. - poinformowała mnie Amy, która w dalszym ciągu była w niesamowitym nastroju.
Pobiegłam schodami na górę pod salę. Nie byłam pewna czy powinnam zostawiać Amy samą z Drake’m. Jeżeli przyjaźnił się on z Jamesem mogło by to oznaczać, że również jest wampirem.
Nauczyciela jeszcze nie było, więc wszyscy czekali pod salą. James niedbale opierał się o ścianę przeglądając jakieś papiery. Najbliżej niego stała oczywiście Miriam ze swoją świtą. Świetnie. Podeszłam do niego.
-Możemy porozmawiać ?
-Czego chcesz ? – warknął. Boże, on jest psychiczny.
-Choć – wskazałam okno na końcu korytarza. Przeszliśmy tam, kiedy najprawdopodobniej nikt nas nie usłysz. Oparł się o parapet i patrzył się na mnie jak na idiotkę.
- Czy Drake też jest taki jak ty ?
Nauczyciel już wpuszczał uczniów do klasy.
-Nie powinnaś się tym interesować – James momentalnie spoważniał.
-Czyli jest ? – niepewnie stwierdziłam po chwili.
Zacisnął wargi, które utworzył prostą linię. Nie opowiadał co mogło oznaczać, że owszem, Drake jest wampirem.
- On siedzi teraz z Amy w stołówce. Co jak jej coś zrobi ?! – nerwowo odgarnęłam swoje ciemne włosy za ucho aby pojedyncze kosmyki nie wpadały mi w oczy. James przyglądał mi się i nic nie mówił. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
-To ja po niego zadzwoniłem. Zrobisz sobie dzisiaj wolne – po chwili złapał mnie za ramię i poprowadził wzdłuż schodów.
-Dokąd idziemy ? – próbowałam mu się wyszarpać ale różnie dobrze mogłabym walić w kamień.
-Zobaczysz.
Szliśmy do… stołówki ? Tak. Bez słowa zmierzaliśmy tam. On idąc pewny krokiem, ja potykając się o własne nogi.
-Możesz mnie tak nie ciągnąć, co ? ! – burknęłam na niego.
-Trzeba było nie wtykać nos w nie swoje sprawy – odpowiedział ze spokojem. Gdyby nie to, że właśnie znaleźliśmy się w stołówce wygarnęłabym mu nieco.
-No proszę – przywitał nas Drake z uśmiechem. .
-Musimy pogadać – powiedział twardo Jeams.
Amy spojrzała zaniepokojona na jego rękę, którą wciąż zaciskał na moim ramieniu.
-Rachel, wszystko ok ? – szepnęła trochę zdezorientowała.
-Tak – odpowiedział za mnie James. – Mogłabyś zostawić nas samych ? – spytał się jej, patrząc prosto w oczy. Amy zamrugała.
-Jasne – wstała od stolika i wymijając mnie bez słowa ruszyła w stronę schodów. To było do niej zupełnie niepodobne.
-O co chodzi Cavarialli ?– spytał Drake.
-Mam z nią problem – odparł jakby z pogardą, wskazując na mnie.
Tego już było za wiele.
-Ze mną ?! –zakpiłam – to może zapomniałeś jak chciałeś mnie zabić na Cheryllstreet?! – prawie krzyknęłam z wściekłości. Oboje rozejrzeli się czy nikt nie podsłuchuje, ale oprócz kilku automatów i zamkniętej jeszcze kuchni nie było tu nikogo. Drake potarł czoło i spojrzał na James karcąco.
-Wiesz, że jak już zamierzasz to robić, to trzeba usunąć wspomnienia? – w jego głosie wyraźnie było słychać dezaprobatę. Był on opanowany i w pewien sposób dawał wrażenie osoby bardzo odpowiedzialnej.
-Naprawdę ? Że też nie przyszło mi do głowy– rzucił sarkastycznie James jakby było to najgłupsze pytanie na świcie.
-Chciałeś mi usunąć wspomnienia ? - nie mogłam stać i milczeć, kiedy rozmawiali o mnie.
- Jak widzisz nie podziałało – kontynuował ignorując moje pytanie.
- Wiesz, że to niemożliwe ? – Drake przyglądał mi się teraz z niepokojem, ciągle mówiąc do Jamesa.
- Wiem.
- Znasz prawo. Podejrzewam, że góra dwa tygodnie i przybędą. – odparł Drake.
Jakie prawo ? Nie miałam zielonego pojęcia o czym oni rozmawiają, ale nie brzmiało to dobrze. Widziałam jak James staję się coraz bardziej spięty i tylko kiwnął głowę na potwierdzenie.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi ? – powiedziałam nieco głośniej aby w końcu zauważyli, że jednak tu jestem.
- Zadzwoń do mnie jakby zaczęli działać. Którekolwiek. – zwróciły się do Draka, który ostatni raz spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł. Miałam ochotę pójść za nim, wrócić na lekcje i o wszystkim zapomnieć. Teoretycznie było to możliwe ale w praktyce zostałam sama z wampirem, który był nieziemsko przystojny i mógł mnie zabić. Moja pewność siebie spadała z każdą chwila, kiedy uświadamiałam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę i w głębi serca coś podpowiadało mi, że to dopiero początek.
Kiedy James oznajmił, że odwiezie mnie do domu nie dając mi dojść do słowa, zgodziłam się. Co prawda miałam lekcje, a ciocia wracała dopiero za tydzień więc nie powinnam wagarować ale to było co innego. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie słowem. Miał mi wszystko wyjaśnić w domu, na spokojnie.
Podjeżdżając pod parking miałam obawy, że zapraszanie do domu Jamesa nie jest dobrym pomysłem. Tyle razy mówiono w wiadomościach o morderstwach, uprowadzeniach i kradzieżach. Co jeśli to wszystko sprawka wampirów ?
Idąc w stronę werandy, spojrzałam z ukosa na Jamesa. Dalej wydawał się cały spięty i poirytowany. Powoli zza chmur wychodziło słońce, którego promyki zatrzymywały się na jego twarzy. W świetle wyglądał jeszcze lepiej, o ile było to możliwe. Każdy milimetr jego oliwkowej skóry był idealny, pod każdym względem. Czy czasem pod tą maską nie kryła się bestia ?
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Wyjęłam z kieszeni klucz i przekręciłam zamek, słysząc znajome trzaśnięci poczułam się trochę lepiej. Jeams otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i od razu się zatrzymałam.
-Nie potrzebujesz czasem zaproszenia, czy coś? – spytała, pamiętając słowiańskie legendy.
- Nie. Wszędzie jestem mile widziany. - zrobił pewny krok przez próg i posłał mi pełen sarkazmu uśmiech. Przeszedł do salonu i opadł na kanapę. Zdjął kurtkę którą położył tuż obok siebie.
Usiadłam naprzeciwko niego w fotelu. Pomyślałam, że dobrze było by zaproponować coś do jedzenia, ale okoliczności tego nie wymagały. To nie było spotkanie towarzyskie z kolegą ze szkoły. Sądzę, że łatwiej byłoby mi dzielić przestrzeń z cuchnącym bezdomnym niż z nim.
- Miałeś mi wszystko wyjaśnić – popędziłam go, kiedy siedział tak wpatrzony ślepo w przestrzeń i nic nie mówił .
- Słuchaj, to że dowiedziałaś się prawdy nie jest dobre. Rada wampirów nie dopuszcza ludzi do tej wiedzy. – podniósł na mnie wzrok i zacisnął swoje czerwone wargi.
-Ale nie rozumiem o co tyle zamieszania. Przecież po prostu nie musze nikomu mówić o tobie i w ogóle o wampirach. To proste.
-Nieprawda. – uciął. – A nawet jak tak, rada by na to nie pozwoli.
-Ale ja nic nie wiem o twoim świecie. – zupełnie nic. Poczułam jakby kamień spadł mi z serca. Nic złego nie zrobiłam.
- Będą chcieli wyjaśnień jak to możliwe, że jesteś odporna na naszą perswazje – odezwał się szorstko.
- Dlaczego mówisz to w taki sposób jakbym sama wpędziła się w kłopoty ?
Zaskoczony, jakby ktoś go spoliczkował spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Gdybyś nie chciał wyssać ze mnie krwi tamtego wieczoru, nic takiego nie miało by miejsca. To ty masz problem, nie ja. - objęłam się ramionami bo atmosfera znacznie się oziębiła.
- Masz racje, powinienem cię zabić. – jego głos był oschły i strasznie cichy, taki beznamiętny.
- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś ? – w moim brzuchu pękła niewidzialna kula, zalewająca falą ciepła resztę mojego ciała. Czułam, że stąpałam po cienkim lodzie, który mógł runąć w każdej chwili.
James wzruszył ramionami. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Jak to możliwe, że pod tym wyglądem anioła naprawdę mógł kryć się pełen premedytacji morderca ?
- Czyli powinnam ci jeszcze dziękować, że próbujesz ratować mnie z czegoś, w co sam mnie wplątałeś? –rzuciłam retorycznie.
- Uznaj to za dobry gest prosto z serca. – uśmiechnął się arogancko.
- Ty nie masz serca – warknęłam przez zęby, a jego usta wykrzywiły się w mało sympatyczny grymas. Wstałam z fotelu i odeszłam do kuchni. Potrzebowałam dużą dawkę kofeiny żeby chociaż w połowie pobudzić się do logicznego myślenia. Na wszelki wypadek wstawiając wodę, wyciągnęłam nóż z szafki i położyłam niedaleko chlebaka. Tak, na wszelki wypadek.
Po kilka sekundach James przyszedł do kuchni. Rozglądał się po obrazach na ścianach, jakby je oceniał albo chciał ukraś. Nawet bym się nie zdziwiła jakby okazał się jeszcze kleptomanem.
- Gdzie reszta domowników ? – spytał, opierając się o blat i skrzyżował ręce na piersi.
-Ciotka jest w pracy.
-A rodzice ?
Woda już się zagotowała, i szybko zalałam kawę. Nie proponowałam jej Jamesowi, nie zasługiwał nawet na kranówkę.
- Nie żyją – odpowiedział pytająco. Pokiwałam głową. To nie tak, że drażnił mnie ten temat. Po prostu nic o nich nie wiedziałam więc wolałam unikać takich sytuacji. Dosypałam dwie łyżeczki cukru i upiłam spory łyk.
- Rada może się zjawić w ciągu dwóch tygodni – zaczął.
-Czekaj, a skąd oni wiedzą, że dowiedziałam się o tobie ?
- Jeden z członków rady ma wizje. Widzi sytuacje, kiedy nasz gatunek zostaje ujawniony.
-To dość fajne – zauważyłam.
-Dla ciebie ? – uniósł jedną brew – nie sądzę. Kiedy znajdują takie człowieka po prostu używają na nim perswazji i wmawiają, że nigdy o nas nie wiedział. A z tobą … - nie dokończył. Świdrował mnie wzrokiem jakby szukał odpowiedzi.
-Co ze mną ?!
- Zabiją cię. Jesteś tylko człowiekiem, który jest dla wampirów tylko pożywieniem.
-Zamknij się! – niemal krzyknęłam i uniosłam ręce przed siebie próbując nie dopuści do siebie tych słów. Moje serce zaczęło znacznie przyśpieszać, a adrenalina skoczyła w górę.
- Próbuje ci pomóc – powiedział szorstko.
-Jak ?! Po co mi to mówisz, skoro to i tak niczego nie zmieni?! Jaka to dla ciebie różnica dzień czy tydzień ?!- mój głos drżał panicznie, a oczy powoli zachodziły mi łzami. Zrobiłam krok w tył, próbując znów oddychać.
- Mogę jakoś przekonać Artemmę by tego nie robiła. – oznajmił robiąc krok w przód.
- Nie wątpię – zakpiłam.
-Mogą cię… przemienić.
Nie to chciałam usłyszeć. Nie tego się spodziewałam.
Przetarłam oczy, rozmazując makijaż i opadłam na krzesło, kiedy nogi się pode mną ugięły. To było jak kubeł ziemnej wody o poranku.
Nagle zadzwonił telefon. Raz. Drugi.
- Rano przyjedzie po ciebie Drake z Amy. Ona nic nie wiem i tak ma zostać – powiedział James oschle. Wytarłam rękawem mokre oczy ale kiedy uniosłam głowę żeby na niego spojrzeć już go nie było. Podbiegłam do okna i ujrzałam odjeżdżający samochód. Telefon przestał dzwonić. Wszystko ucichło, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Wizerunek wampira, który wykreowała telewizja tak bardzo odbiegał od tego wszystkiego. A może aż za bardzo były do siebie podobne. W Jamesie nie było nic dobrego. Jego wspaniały wygląd miał tuszować jego charakter. Bo naprawdę był samolubny, arogancki i chamski.
Bez sumienia.
Bez serca.

4 komentarze:

  1. super masz te opowiadania i mam proźbę bo ja uwielbiam je czytać i czy mogła byś pisać je szybciej bo są wspaniałe

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje ;p I tak, postaram się szybciej dodawać następne części ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbyt dużo wspólnego ma ta historia z pamiętnikami wampirów i ze zmierzchem. A i jeszcze jedno - jeżeli chcesz używać obcojęzycznych imion to pamiętaj :
    Drake'a a nie Draka,
    James'a a nie Jeams'a
    Rachel a nie Reachel.
    Pozdrawia anonim :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróciłam po dwóch tygodniach nad morzem i wchodzę na Twojego bloga, sprawdzam czy jest coś nowego i bum! Fajnie, że szybka akcja. W wampiryzm wkręcasz Amy? Fajnie. Ciekawie się robi, coraz ciekawiej. Co zrobią z Rachel? Czym jest ta cała rada? Nie mogę się doczekać, pisz pisz!

    OdpowiedzUsuń