sobota, 7 lipca 2012
Mroczny sekret cz. 3
Nawet nie spostrzegłam, kiedy w pokoju zrobiło się ciemno i tylko monitor był jedynym źródłem światła. Zbliżała się 22.00, a ja wciąż tkwiłam na łóżku z laptopem szukając jakichkolwiek informacji potwierdzających, że nie zwariowałam. Ale przecież wiem co widziałam, co słyszałam. On nim jest. Jest wampirem. Z drugiej strony to jest po prosty niemożliwe. Takie rzeczy nie istnieją, ale to jedyne wytłumaczenie, które wydaje się dość logiczne. Odgłos silnika dochodzący z podjazdu oznaczał, że ciocia już wróciła. Zeszłam na dół na tyle szybko, na ile pozwalała na mi moja kostka. Usiadłam przy stole w kuchni.
-Rachel?! Wróciłam – ciocia Katy zawołała od progu. Ostrożnie położyła swoją torebkę na komodzie w przedpokoju.
-Widzę –powiedziałam beznamiętnie.
-Oh, myślałam, że jesteś u siebie. Jak ci minął dzień w szkole ? – spytała odwieszając mokry płaszcz, zostawiając na podłodze krople wody. Spojrzałam w okno. Rzeczywiście, ciągle padało.
-Normalnie –skłamałam -dzwoniłam do ciebie.
-Wiesz, że w pracy mam wyłączony telefon ale to chyba nie było nic ważnego ? – zaszła od drugiej strony stołu i zaczęła nalewać wody do czajnika.
-Spoko - machnęłam ręką -Miriam na wf-ie podstawiła mi haka, a moja kostka najwyraźniej nie dała sobie z nią rady.
-O mój boże. Nic ci się nie stało ? – spytała z przesadną opiekuńczością. Podciągnęłam lekko nogawkę.
-Zwykłe stłuczenie, niestety mogę chodzić.
Ciocia Katy zaśmiała się, wyciągając dwa kubki.
-Czyżbyś nie chciała iść jutro do szkoły ? – spojrzała na mnie spod brwi żartobliwie. Miałam bardzo dobre oceny przez co ona miała do mnie dość duże zaufanie. Gdybym ją poprosiła na pewno wypisałaby mi zwolnienie. Wzruszyłam ramionami. Czajnik zagwizdał dając znak, że woda była już zagotowana.
-Chcesz herbatę ?
-Jasne. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – postanowiłam zaryzykować. Podała mi gorący kubek i sama zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
-No, słucham cię – uśmiechnęłam się do mnie.
-Wierzysz w rzeczy, które nie istnieją ? – spytałam niepewnie. Przez chwile popatrzyła na mnie dość dziwnym wzrokiem.
- Masz na myśli wróżki ?
-No nie do końca. Wiesz, wróżki, wilkołaki, duchy… wampiry.
Buchnęła głośnym śmiechem, który na początku wydawała się trochę histeryczny.
-Rachel, to bajki. Zajmij się lepiej czymś pożytecznym niż oglądaniem głupich filmów.
-Ja nie oglądam taki.. masz rację, po prostu Amy znowu ma na to fazę - skłamałam. Wzięłam swój kubek i wstałam.
-Idę do siebie. Jutro znowu mam na ósmą. Dobranoc.
-Dobranoc, a właśnie prawie bym zapomniała. Mamy w pracy szkolenie i będę musiała wyjechać na tydzień .
-To świetnie- odpowiedziałam entuzjastycznie.
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł…-pokręciła przecząco głową.
-Jasne, że dobry. Przecież mam już szesnaście lat i nic mi się nie stanie przez tydzień.
-Wiem, że dasz sobie radę ale mam wyrzuty sumienia, że praktycznie ciągle cię zostawiam samą – upiła łyk herbaty i wbiła we mnie zatroskane spojrzenie. To nie była jej wina, że musiała tyle pracować. Ja nalegałam abyśmy zostały w domu po moich rodzicach, który był dość duży, więc i rachunki były spore.
-Naprawdę powinnaś pojechać – uśmiechnęłam się zachęcająco. Przez chwilę milczała, aż w końcu odłożyła kubek i klasnęła w dłonie.
-W takim razie muszę zacząć się pakować, bo wyjeżdżam już jutro. Ale jesteś pewna, że to dobry pomysł ?
- Świetny.
Wzięłam szybki prysznic i zanim poszłam spać wydrukowałam kilka stron o legendach związanych z wampirami i inne ciekawostki. Nie zdążyłabym wszystkiego przeczytać dzisiaj, więc postanowiłam wziąć część tej makulatury jutro ze sobą do szkoły. Im bardziej o tym wszystkim myślałam, wyjazd cioci nie był najlepszy. Ale co miałabym jej powiedzieć ? Słuchaj, taki jeden koleś no on chyba jest wampirem i napadł mnie ostatnio na ulicy . Jasne. Nawet ja bym w to nie uwierzyła, gdybym nie widziała tego na własne oczy.
Kiedy obudziłam się rano, było zbyt cicho. Spojrzałam na komórkę. Tylko nie to. Było już po siódmej. Przetarłam ręka oczy. Dalej było po siódmej. Ciocia zapewne wyszła wcześnie rano i nie chciała mnie budzić.
Kiedy byłam już gotowa, wepchnęłam do torby wydrukowane informacje i wyszłam z domu. Autobus już dawano mi uciekł więc nie pozostawało mi nic innego jak po prostu pójść pieszo. Pierwszy miałam hiszpański i tym razem jeżeli się spóźnię pan Williams umieści mnie na pewno na swojej czarnej liście. Opuszczając swoje osiedle Village, pełne mnóstwa jednorodzinnych domków pośród których panowała bezpieczna atmosfera, zbliżałam się do skrzyżowania, gdzie mniej więcej zaczynało się jakieś życie. Oczywiście musiałam skrócić sobie drogę jak tylko było to możliwe. Ale pomysł pójścia przez Cheryllstreet nie wydał się już taki zły za dnia. Co prawda słońce uporczywie kryło się za ciężkimi chmurami, ale było jasno. Ludzie powoli zapełniali opustoszałe alejki, śpiesząc się do pracy. To dodawało mi na tyle odwagi, że jednak zdecydowałam się iść na skróty.
Cheryllstreet w dziennym świetle była jeszcze brzydsza niż wieczorem. Odrapane budynki i poniszczone daszki wychodzące znad sklepów coraz bardziej raziły w oczy. Na balkonie jakaś starsza pani wieszała pranie, a piętro niżej mężczyzna w podeszłym wieku palił papierosa. Czyli jednak ktoś tu mieszkał. Sklep spożywczy był otwarty tak jak na każdej zwykłej ulicy.
Nieoczekiwanie coś zagrzmiało. Uniosłam głowę i wpatrywałam się zachmurzone niebo, aż poczułam na twarzy zimne krople. Przyśpieszyłam, ale zanim przeszłam 20 metrów rozpadało się na dobre. Rozejrzałam się do o koła. Po drugiej stronie ulicy można było skryć się pod daszkiem wychodzącym znad sklepu z odzieżą. Wyciągnęłam komórkę aby sprawdzić czy jest sens śpieszenia się na lekcję. Za 10 minut będzie dzwonek. Wciskając komórkę do torby weszłam na ulicę. Nagle zza rogu wyłonił się jakiś samochód. Gwałtowny pisk opon zaatakował moje uszy, a ostre światła na chwilę oślepiło. Przerażenie mnie sparaliżowało, ale musiałam jak najszybciej stamtąd uciec. Samochód był coraz bliżej i w ostatnim momencie zrobiłam unik w bok. Przede mną wyrósł wysoki krawężnik i nie zdążyłam złapać równowagi kiedy leciałam wprost na skraj chodnika.
-Cholera! Czy ty oszalałaś ?!- czyjś wzburzony głos dobiegł z auta. Serce biło mi jak szalone i wciąż tkwiłam na ziemi. Desze zaczął lać, więc wstałam najszybciej jak potrafiłam aby na ubraniach nie zostały żadne ślady mojej niezdarności. Drzwiczki od samochodu trzasnęły. Odwróciłam się i mnie zatkało. Czarny, prawdopodobnie jeszcze nowy Jeep należał do Jamesa. Jego ciemne ubrania współgrały ze kolorem auta.
- Rozumiem, że tak trudno przejść przez pasy, co? – burknął na mnie. Deszcz spływał po jego skórzanej kurtce i włosach dodając mu jeszcze więcej uroku.
-Rozumiem, że tak trudno stosować się do ograniczenia prędkości? –odgryzłam się. Zbliżył się do mnie o krok, a jego błękitne oczy znacznie pociemniały. Tak jak w alejce wieczorem.
Nagle jego wzrok zwrócił na prawo. Moja torba leżała na ulicy, a z niej wysypało się część rzeczy. Między innymi moje wydrukowane informacje o wampirach. Podszedł tam i podniósł kartki
-Co to ma do cholery być ? – spytał, rozglądając się dookoła. Dziwnym sposobem na ulicy nie było nikogo. Oczywiście nie licząc staruszków na balkonie. Wzięłam swoją torbę i zarzuciłam przez ramię. –Mogę? To moje. – sięgnęłam po notatki, ale wyminął mnie i wrzucił je do samochodu przez opuszczone okno.
-Wsiadaj. Też jadę do szkoły i chyba musimy coś sobie wyjaśnić. – w jego ustach brzmiało to jak rozkaz.
Musiałabym chyba oszaleć, żeby się na to zgodzić. Ale nie wiem czy wizja zmoknięcia na deszczu i spóźnienia się do szkoły, czy podróż z psychopatą była bardziej przerażająca.
-To jak ? – spytał otwierając drzwi.
-Ale jedziemy prostu do szkoły ? – upewniłam się.
-Oczywiście - odparł z ironicznym uśmieszkiem.
Pewnie będę tego żałować. Na pewno.
Usiadłam z przodu koło James. Za nim jeszcze zdążyłam zamknąć za sobą drzwi on od razu ruszył. Wnętrze samochodu upewniło mnie, że musiał być nowy i drogi.
-Co to ma być ? – pomachał moim notatkami, a następnie wrzucił je do schowka koło deski rozdzielczej.
-Jedyne logiczne wyjaśnienie tego co widziałam. – czekałam aż mnie wyśmieje. Ale to się nie stało.
-Nikt i tak ci nie uwierzy - powiedział spokojnie zatrzymując się na czerwonym świetle.
-To znaczy, że to prawda? Jesteś…
-…wampirem.
Część mnie miała ochotę uciec stąd jak najdalej, ale ta druga część pragnęła poznać to niebezpieczeństwo. Poznać wampira.
Dojechaliśmy do kolejnego skrzyżowania. Kiedy staliśmy w miejscu, cisza stawała się coraz bardziej nie do zignorowania. W głowię kłębiło mi się tysiące pytanie na które potrzebowałam odpowiedzi.
-Jak to możliwe, że nikt o tobie nie wie ?- spytałam.
-Byli tacy co wiedzieli - zaczął, znów włączając się do ruchu na drodze.
-Byli?! Nie mów mi, że ich zabiłeś?! - pisnęłam przez zaciśnięte ze zdenerwowania gardło. Ścisnęłam mocniej swoją torbę, w której na dnie wsadziłam gaz pieprzowy.
-Nie zabiłem – oznajmił, a mi znacznie ulżyło mi. -No proszę cię, oczywiście, że ich zabiłem – westchnął z rozbawieniem, odrywając na chwile ręce od kierownicy. Gdyby nie to, że znacznie przekraczał prędkość, chyba bym wyskoczyła.
-Ale mnie nie zabiłeś– szepnęłam i spojrzałam na niego niepewnie.
-Kto powiedział, że tego nie zrobię ? – uśmiechnął się arogancko. Poczułam jak mój żołądek powoli się zaciska.
Wjeżdżaliśmy już na parking szkoły. W końcu. Lekcje jeszcze się nie zaczęły , bo większość uczniów tłoczyło się pod bramą paląc papierosy. Dostrzegłam po drugiej stronie parkingu Amy, którą dopiero przywiozła mama.
Kiedy James zaparkował, zorientowałam się, że większość uczniów patrzy na jego Jeep’a . Już mogę sobie wyobrazić plotki krążące po szkole kiedy zobaczą nas razem.
- Wysiadasz AB Rh minus ? – spytał mnie, wciągając nosem powietrze, jakby wąchał jakieś perfumy. Jeżeli chciał mnie nastraszyć tym, że rozpoznał moją grupę krwi to mu się udało.
-Dupek z ciebie. – wysiadłam trzaskając drzwiami i szybko poszłam do szkoły, próbując ignorować cudze szepty krążące dookoła. Nawet nie widząc jego kłów można było się zorientować, że coś jest z Jamesem nie tak. Był zbyt pewny siebie, arogancki, bezczelny i za przystojny na zwykłego człowieka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Coraz bardziej mi się podoba :). Och, jak ja bym chciała, żeby cały czas nikogo nie było u mnie w domu i chociaż raz na jakis czas ktoś wyjeżdżał na delegacje, szkolenia etc. Reachel to ma fajnie. Jeams... :)) To; Wysiadasz, AB Rh minus?, mnie powaliło. Jeszcze leżę i zbieram się z klawiatury. Już go wielbię ^^. To, że Reachel wsiadła do tego auta było trochę lekkomyślne, zwłaszcza że Jeams jest wampirem.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną notkę. Pisz, pisz szybko!
Jeams wymiata!!!;) Najbardziej podoba mi się post I i III, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Jeśli chodzi o cz.2 była dla mnie zbyt przewidywalna, ale masz talent. Pisz dalej;**
OdpowiedzUsuń