środa, 29 sierpnia 2012

Mroczny sekret cz. 6


Wyciągnęłam z szafki nad kuchenką opakowanie popcornu i wsadziłam do mikrofalówki, ustawiając na trzy minuty. Mama Amy była w pracy, a dzięki samochodowi Drake’a pojechaliśmy do niej, obejrzeć jakieś filmy z jej kolekcji DvD, a potem udać się na imprezę. Jak na ironie losu wybrała Draculę. Zdawało się, że jej nowemu chłopako-wampirze to w ogóle nie przeszkadzało. Pewnie padła by z podniecenia gdyby się dowiedziała, że krwiopijca siedzi koło niej. Albo by po prostu padła. Cóż, na razie pewnie obściskiwali się na górze, korzystając z okazji, że poszłam uzupełnić przekąski. James oczywiście nie pojechał z nami. Powiedział, że musi coś załatwić i jakby co Drake jest pod ręką. Naprawdę interesowało mnie jakie to ważne sprawy musi on załatwiać. Brałam po uwagę dosłownie wszystko.
Obejrzeliśmy Draculę, a potem dwa inne filmy. Jeden gorszy od drugiego, ale praktycznie oba przespałam na łóżku Amy z miską popcornu. Ona za to siedziała wtulona w objęcia Drake’a na puszystym, turkusowym dywanie. Pewnie też nie wiedzą o czym był film. Pomału zbliżała się już dziewiętnasta.
-Dobra, muszę się zbierać – niechętnie zwaliłam się z łóżka, rozsypując resztki chipsów i popcornu.
- Czemu? Już ? – Amy spytała rozkojarzona. Przewróciłam oczami.
- Muszę jeszcze wpaść do domu się przebrać skoro mam gdzieś iść. Drake, zadzwonisz mi po taksówkę ?
-Jasne – wszedł z pokoju wyciągając po drodze komórkę. Amy też powoli zbierała swoje zwiotczałe ciało z podłogi. Podeszła do szafy z której zaczęła wyciągać kolorowe sukienki. Naprawdę miała tego sporo.
-Nie mam pojęcia co ubrać – westchnęła, wyrzucając kolejną stertę ubrań na łóżko.
-Może to ? – uniosłam w dłoniach zieloną, z koronką na plecach sukienkę. Zieleń idealnie współgrała z ognistymi lokami Amy.
-To? Nieee… – pokręciła głową z odrazą. To było dla niej takie typowe. Uwielbiała dopierać swoją garderobę ale sprawiała wrażenia jakby była to dla niej istna męczarnia. Na starość na pewno zostaną jej liczne zmarszczki na czole, bo zawsze marszczyła brwi kiedy coś jej nie pasowało.
-Zaraz będzie taksówka – Drake wszedł do pokoju i usiadł na skraju łóżka pośród porozrzucanych ubrań.
-Dzięki, to ja już będę lecie. Do zobaczenia na imprezie.- Wzięłam swoją torbę z podłogi i wyszłam. Im dłużej przebywałam z Amy i Drake’m tym bardziej jej go zazdrościłam. Był on chyba jak na razie najmilszą i optymistyczną osobą jaką znam. Oczywiście prócz Amy. Nie, nie mogę być zazdrosna o chłopaka przyjaciółki. Chyba już naprawdę działo się coś ze mną niedobrego.
Kiedy tylko drzwi domu Amy się za mną zamknęły, ujrzałam to czego się spodziewała.
- Świetnie, przynajmniej zaoszczędzę na taksówce – powiedziałam, kiedy wsiadłam do samochodu nie kryjąc swojego zdenerwowania.
-Nikt nie mówił, że jestem tani – odpowiedział James arogancko.
-To jak już mnie zabiją twoi znajomi, będziesz mógł spokojnie przehandlować moje narządy.
-Wiesz , że tak też robimy – spojrzał na mnie i lekko pokiwał głową z kamiennym wyrazem twarzy jakby właśnie rozważał taką możliwość. Ale kiedy swoje spojrzenie znów skierował na drogę, a kąciki ust zaczęły nieznacznie się unosić, dałam mu porządnego kuksańca w ramie.
-Nienawidzę cię – warknęłam przez zaciśnięte zęby, ale kiedy wybuchł śmiechem nie mogłam się powstrzymać aby do niego nie dołączyć.
-Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś takiego ? – spytał. Trochę się zawahałam, aż w końcu zdobyłam się na odpowiedź.
-A jak myślisz? Przecież chciałeś mnie zabić, nie pamiętasz ? – pytanie retoryczne było wystarczające. Już ani jemu ani mi nie było do śmiechu. Gdyby nie to, że miałam o nim takie a nie inne zdanie można byłoby stwierdzić, że wygląda na zranionego.
Zbliżaliśmy się już do końca uliczki i zza rogu wyłaniał się dach mojego domu. Na dworze powoli robiło się ciemno, ale w końcu wrzesień się pomału kończył. Jak będę miała szczęście może dożyję gwiazdki!
-Poczekam na ciebie – powiedział James parkując na podjeździe. Dopiero teraz spostrzegłam, że miał on na sobie czarną, elegancka koszulę rozpiętą pod szyją na dwa guziczki. I te blond włosy, czyżby były idealnie ułożone?
-Nie musisz – rzuciłam chłodno i wysiadłam z samochodu. James wysiadł za mną i zatarasował mi drogę.
- Słuchaj, wiem że ta cała sytuacja może być dla ciebie trochę dziwna, i że nasze okoliczności poznania nie były najlepsze za co ciebie przepraszam, ale możesz mi teraz zaufać.
Stał przede mną jakby ode mnie zależało całe jego życie. Jego włosy rozwiewał mroźny wiatr, a oczy niczym u bezdomnego psa przepełnione były nadzieją i smutkiem.
- Musiałabym być naprawdę głupia żeby zaufać komuś takiemu jak ty.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu, zostawiając go rozczarowanego przy samochodzie. Nie czułam się z tym dobrze ale chyba tylko osoba lekkomyślna zaufała by takiemu draniowi. A on zdecydowanie był za bardzo pewny siebie. Myślał, że jak dobrze wygląda i od czasu do czasu uśmiechnie się zniewalająco to ma w garści cały świat? I może to działa, ale pech chciał, że trafił na niewłaściwą osobę.
Musnęłam ciemnoczerwoną pomadką moje usta aby nadać im odrobinę koloru. Na oczy nałożyłam trochę ciemnych cieni, kredką podkreśliłam obie powieki i oczywiście wytuszowałam rzęsy. Byłam już prawie gotowa. Założyłam swoje czarne szpilki, w których jeszcze ani razu nie byłam i podeszłam do swojego wielkiego lustra w pokoju. Miałam na sobie swoją ulubioną czarną sukienkę bez ramiączek, kończącą się przed kolanem. Nie miała ona żadnych fikuśnych wzorków czy koronek jak większość kreacji Amy, ale była po prostu idealna. Na początku nie wiedziałam też co zrobić z włosami, ale teraz uznałam, że luźno opadające na ramiona były w sam raz. Sięgnęłam tylko po swoją torebkę i narzuciłam na siebie czarne bolerko.
Trzymając się poręczy, ostrożnie zeszłam po schodach. Zanim wyszłam z domu, wzięłam głęboki wdech i obiecałam sobie, że będę się dobrze bawić. Przynajmniej chociaż w ten wieczór uda mi się zapomnieć o całej tej chorej sytuacji.
Spodziewałam się, że będę musiała dzwonić po taksówkę, ale najwyraźniej James nie poczuł się urażony i teraz czekał na mnie, niedbale opierając się o samochód ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
- Wyglądasz… pięknie – powiedział otwierając mi drzwi. Nic nie odpowiedziałam tylko spojrzałam, czy czasem na jego twarzy nie błąka się gdzieś ironiczna nuta.
Jechaliśmy jak zwykle w milczeniu. Kilka samochodów również jechało cały czas za nami, pewnie do Jessici. Jej imprezy urodzinowe zawsze przechodziły do historii. Była jedyną osobą w szkole, której rodzice pozwalali urządzać tak huczne przyjęcia z fenomenalną ilością alkoholu. Nic dziwnego skoro jej rodzice weekendy spędzali w swojej firmie, a ona obracała się w starszym towarzystwie. To cud, że jeszcze nie zaszła w ciąże. James zaparkował po drugiej stronie ulicy, ale i tu było słychać głośną muzykę dochodzącą z ogromnego domu. Mimo, iż było dopiero pięć po ósmej, gości było już całkiem sporo. We wszystkich oknach paliły się światła, a przed domem grupka osób paliła papierosy.
Zaraz przy wejściu przywitała nas solenizantka.
-Cieszę się, że przyszłaś – podekscytowana dała mi całusa w policzek, ale szybko jej zainteresowanie zwróciło się na Jamesa i również rzuciła mu się na szyję.
- Wszystkiego najlepszego – ledwo wykrztusił, bo mało go nie zadusiła.
-To miłej zabawy – szepnęłam, klepiąc go po plecach i ruszyłam w głąb domu.
W salonie Jessici można by pomieści mój salon pięć razy. Z głośników koło wielkiej plazmy dobiegała muzyka, w której rytm tańczyli goście. Było ich naprawdę sporo. W kuchni, na środkowym blacie piętrzyły się plastikowe kubeczki a w koło puszki z piwem i butelki wódki. Dostrzegłam kilka osób ze szkoły, ale reszty kompletnie nie znałam. W zielnej sukience zaczęła przeciskać się przez tłum Amy.
-Nie sądziłam, że Jessica ma aż tylu znajomych – powiedziała, rozglądając się ciekawsko.
-Gdzie James ? – spytał Drake, który do nasz podszedł. Objął Amy w tali i podał jej kubeczek wypełniony pączem.
-Nie wiem – wzruszyłam obojętnie ramionami. – Zamierzam się dzisiaj dobrze bawić, bez tego dupka. – oświadczyłam pewnie z szerokim uśmiechem i wyjęłam z rąk Amy kubeczek, z którego upiłam spory łyk.
-Nie wierzę ?! Rachel, ty zmierzasz się dobrze bawić. A co z twoją zasadą trzeźwości i bycia odpowiedzialną osobą ? – Amy zmrużyła oczy rozbawiona.
- Dobra, dobra. Dzisiaj mogę sobie pozwolić na piwo albo dwa.
Tak, dzisiaj mogłam sobie na to pozwolić. Nawet zdążyłam ułożyć krótką listę, która usprawiedliwi moje sumienie.
Kiedy Amy z Drake’m odeszli tańczyć, a wszyscy wznieśli już toast za solenizantkę ja dolałam sobie jakiegoś ponczu i również przyłączyłam się do innych.
Po czterech godzinach moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłam przy stoliku w kuchni i sięgnęłam po puszkę piwa. W głowie już mi szumiało, bo praktycznie co chwilę coś popijałam. Nic dziwnego, że alkoholicy są szczęśliwi w swoim świecie. Czułam się o niebo lepiej. Wszystko tak jakby przygasło. Wstałam i zamierzałam powoli zmierzać do wyjścia ale najwyraźniej przeceniłam swoje możliwości. Nogi w szpilkach mi się zachwiały i wpadłam wprost na Drake’a.
- Jednak rzeczywiście się dobrze bawisz – powiedział i uśmiechnął się słodko. Nic dziwnego, że Amy nie widział poza nim świata. Podtrzymywał mnie teraz delikatnie i nagle poczułam ukłucie zazdrości, a potem wściekłość. To było niesprawiedliwe, że Amy trafiła na niego. Przecież ona miała wszystko, a nie robiła nic. Taka była prawda. Dla niej wszystko jest zabawą. Nie przejmuje się ocenami, i gdyby nie ja, już dawno powtarzałaby klasę.
Popatrzyłam w jego ciemne oczy. Nie były takie błękitne jak Jamesa… cholera! Jakim sposobem ja teraz myślę o tym idiocie ?!
Niespodziewanie przybliżyłam swoją twarz do jego i go pocałowałam. To było dla mnie czyste szaleństwo.
-Co ty robisz ? ! – Drake jak poparzony prądem odsunął się od mnie. Spojrzał gdzieś w bok, i jego źrenice zaczęły pochłaniać z przerażeniem tęczówki. Kiedy podążyłam za jego wzrokiem, ujrzałam Amy. Miała lekko otwarte usta, jakby chciała coś powiedzieć, a na jej twarzy malowało się takie samo zaskoczenie jak u Drake’a, tyle że ona był już bliska płaczu.
- Amy, czekaj!- Drake zawołał za nią, kiedy ta biegła już do wyjścia. Również ruszył za nią.
Świetnie. Po prostu świetnie. Opadłam z powrotem na krzesło. Ludzi wcale nie ubywało, a wręcz przeciwnie, robiło się coraz tłoczniej. Ktoś w salonie włączył karaoke i teraz Sebastian próbował swoich sił. Był to chyba, obecny chłopak Jessici.
- Jesteś Rachel, tak ? – jakiś chłopak usiadł koło mnie i uśmiechnął się przyjaźnie. Miał krótkie, brązowe włosy i czarną koszulkę z Asking Alexandrii, za co od razu zdobył u mnie wielkiego plusa.
-A ty jesteś… ?
-Erik. Może przyłączymy się do nich ? Jestem pewien, że świetnie śpiewasz – powiedział, wskazując na salon w którym była cześć gości. Pozostała części była rozproszona po domu w małych, elitarnych grupkach.
-Wątpię, że ujdę w tych butach choćby pół metra –wyciągnęłam spod stołka jedna nogę, ukazując swoje szpilki. –Ale chętnie mogę porozmawiać. – zarzuciłam zalotnie włosami i podparłam podbródek na ręce wpatrując się w nowo poznanego kolegę. Nawet nie był taki zły.
-Nie wiedziałem, że Jessica ma taką ładną koleżankę.
Jak głupia, zaśmiałam się na ten żałosny komplement, ale co gorsza, widać moje zachowanie mu pasowało. Zaczęliśmy rozmawiać o naszych ulubionych zespołach i robiło się coraz swobodniej. Co prawda docierało do mnie co drugie słowo, a co trzecie wywoływało u mnie niekontrolowany napad śmiechu to było dość sympatycznie. Może powinnam sobie w końcu kogoś takie znaleźć ?
- Chcesz coś do picia ? – spytał, kiedy jedna z przyjaciółek solenizantki zaczęła powoli ogarniać kuchnię z pozostawionych przez gości śmieci.
-Jasne – skinęłam głową, a on wstał i poszedł do drugiego blatu gdzie były pełne butelki. Obróciłam się na krześle w stronę salonu. Znowu leciała jakaś muzyka ale tylko może trzy pary stały na nogach i jakiś jeden, samotny frajer. Na dużym zegarku na ścianie było już po pierwszej. Powinnam zbierać się do domu.
Nagle, niespodziewanie skąd pojawił się James. Szedł w moją stronę. Dziwne, bo nie widziałam go praktyczne przez cały ten czas odkąd Jessica mało go nie zadusiła.
- Nie powinnaś już czasem wracać ? – spytał sztywno patrząc na mnie z góry. Poza tym, że jego koszula miała rozpięte dwa górne guziczki i miał zmierzwione włosy, wyglądał normalnie. A spodziewałam się, że będzie tu gwiazdą wieczoru. No może i był u Jessici w sypialni.
- Wyluzuj, nie jesteś moją niańką – zaczęłam się śmiać. To on chciał iść na tą imprezę, a poza tym nie rozumiałam o co mu chodzi. Jak na razie, ja się dobrze bawiłam.
- Jeżeli zjawią się z rady to wątpię, że zrobisz na nich dobre wrażenie.
- Przecież dobrze wyglądam – oburzyłam się.
- Jesteś pijana. Kto to jest ? – zmarszczył brwi i skinął głową w stronę Erika, który właśnie stał za mną z dwoma kubeczkami.
-Nikt. Możesz już iść, wrócę potem taksówką – powiedziałam do Jamesa, kiedy Erik podał mi kubeczek. Oboje patrzyli na siebie jakby zaraz mieli rzuci się sobie do gardeł. Oczywiście, że James by wygrał. W końcu cały czas patrzy i traktuje wszystkich jakby był nie wiadomo kim.
- To na czym skończyliśmy ? – odwróciłam się w stronę Erika, próbując ignorować wampira. Uniosłam swój kubeczek żeby się napić ale ktoś wyją mi go z rąk.
- Koleś, o co ci chodzi?! – Erika podszedł wkurzony w jego stronę, kiedy ten upił łyk mojego picia. Po chwili na jego ustach pojawił się triumfalny uśmieszek.
-Ej to moje picie! – burknęłam na niego.
-Właśnie widzę. Ten narkoman coś ci wrzucił do niego – spojrzał pogardliwie na Erika. Rzeczywiście przypominał trochę narkomana. Miał takie dziwne cienie pod oczami.
- Co ?!- spojrzałam na Erika z niedowierzaniem. Wzruszył ramionami, po czym nadzwyczajnie odszedł.
Przez chwilę nic nie mówiłam.
-No, no rzeczywiście zapowiadało się ciekawie.- James skomentował to ironicznie.
Wzięłam swoją torebkę, którą zostawiłam pod krzesłem i wstałam. Znowu, kiedy tylko zrobiłam dwa kroki poczułam, że podłoga dziwnie faluje i straciłam równowagę.
- Chyba dzisiaj rzeczywiście trochę przesadziłaś - poczułam na ramionach ciepłe dłonie Jamesa, dzięki którymi nie runęłam na ziemię. Stał naprzeciwko, świdrując mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Ja zazwyczaj nie piję, w ogóle – wybełkotałam.
- Widać – zaśmiał się. – Z opowieści Drake’a tak właśnie wnioskowałem, że masz słabą głowę.
- Co ?! Powiedział ci ?!
Teraz na pewno Amy mnie znienawidzi. Jak ja mogłam to zrobić?
Nie zrobiłabym tego znowu. Bo teraz, poczułam coś dziwnego, i kiedy znowu spojrzałam na Jamesa wiedziałam, że to jego chciałam pocałować. Ale nie zrobiłam tego.
-Chodźmy. – wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Moje wyobrażenia o pocałunku właśnie runęły w przepaść, z której nigdy nie powrócą, bo jutro, kiedy alkohol zniknie z mojej krwi, moja odwaga i pewność siebie również znikną.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Mroczny sekret cz.5

-Rachel! Długo jeszcze ?! – Amy znów zawołała z samochodu. Jej wysoki głosik mimo, że był bardzo delikatny przedarł się przez grube szyby w okna aż do mojego pokoju. Próbowałam jakoś ją spławiać ale nic z tego. Tak jak powiedział James. Drake przyjechał razem z moją przyjaciółką. I gdyby nie ona, za nic na świecie nie zgodziłabym się na tę podwózkę. Chociaż, Drake nie wydawał się jakby pochłonęła go niewidzialna sieć tworząca się wokół Jamesa i zmieniła go w dupka. Amy wyczuwała dupków od razu. Fakt, że śliniła się na jego widok mógł oznaczać, że to naprawdę porządny gość albo po prostu jest pod wpływem perswazji. Dlatego mimo iż nie przespałam całej nocy, a moja twarz była blada, oczy podkrążone co w połączeniu z lekkim makijażem dawało efekt świeżego zombie, musiałam z nimi pojechać.
Przed garażem stał elegancki i nieco prestiżowy, srebrny mercedes, z przyciemnionymi szybami. Przez opuszczone okno z przodu wyglądała rozpromieniona buzia Amy, otulona jej rudymi lokami. Zamknęłam drzwi na klucz i wolnym krokiem szłam w stronę auta.
-No jesteś śpiochu – przywitała się Amy, kiedy rzuciłam swoją torbę na tylnie siedzenie i usiadłam tuż za nią. Zaczęliśmy wyjeżdżać z podjazdu.
- Co powiesz abyśmy nie szli dzisiaj do szkoły ? – moja przyjaciółka odwróciła się na siedzeniu, opierając podbródek na oparciu. Nagle uniosła znacznie brwi i jej uśmiech znikł. - Nic ci nie jest? Wyglądasz strasznie.
- Dzięki – odparłam beznamiętnie. – Nie mogłam się wyspać, ciocia zadzwoniła i uprzedziła mnie, że jej wyjazd może potrwać trochę dłużej .
- Co ja bym dała żeby moi rodzice zostawili mi wolną chatę na kilka dni – rozmarzona, przymknęła powieki i odwróciła się z powrotem do przodu.
Wczoraj cały dzień przesiedziałam w domu, w którym czułam się w pewien sposób bezpiecznie. Ciocia Katy zadzwoniła wieczorem, oznajmiając, że jeszcze kilka dni tam zostanie. Co prawda dziesięć razy pytała się czy wszystko jest OK i za każdym razem kłamałam, że tak. Bo jeżeli to wszystko jest prawdą, nie mogłabym narazić jej na niebezpieczeństwo. I tak było jej wystarczająco ciężka tylko dlatego, że sąd nakazał jej opiekę nade mną. I nie mogłam też tego zrobić Amy. Nie znając prawdy żyje się łatwiej. O wiele łatwiej.
Spojrzałam w lusterko w którym pochwyciłam spojrzenie Drake’a.
- Wszystko ok ? – spytał. W jego głosie było słychać troskę. Pokręciłam przeczącą głowę, wiedząc, że Amy mnie nie widzi.
- Tak – odpowiedziałam. Drake uśmiechnął się słabo. W jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Nic dziwnego, że spodobał się mojej przyjaciółce.
- To dokąd jedziemy ?
Zamierzaliśmy w zupełnie w przeciwnym kierunku niż znajdowała się szkoła. Mijając coraz więcej butików i innych markowych sklepów byłam prawie pewna, że pomysł należał do Amy.
-Oczywiście, że do Centrum Handlowego – powiedziała uradowana.
- Aha.
Normalnie pewnie nalegałabym aby wrócić do szkoły. Ale ,,normalnie’’ nie było dobry określeniem wokół tego wszystkiego. Tym bardziej, że i tak nie mogłabym się na niczym innym skupić niż na tej całej sprawie z wampirami. Było mi już wszystko jedno jak spędzę ten dzień, skoro miała mnie zabić jakaś rada czy coś tam. Chyba, że…
-W końcu – skwitowała Amy – poczekacie na mnie, ja tylko pójdę do toalety i za sekundę wracam.
-Jasne – odezwał się Drake.
Amy wysiadła z samochodu i pobiegła w stronę toalety. Byliśmy na parkingu podziemnym. Również wysiadłam, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i uniknąć Drake’a, ale on zrobił to samo.
-Wolałabym żebyś nie spotykał się z Amy – zaczęłam pewnie. Jego szare oczy podchodził pod niebieski przy jego bladoniebieskiej koszuli z rozpiętymi dwoma guzikami u góry.
-Masz rację. Ale naprawdę ją polubiłem…
- Ta…
- Wiem, że pewnie masz do mnie jakieś uprzedzenia ale to, że przyjaźnie się z Jamesem nie znaczy, że jestem taki jak on.
Otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale Drake wydawał się taki szczery i autentyczny, że aż sama byłam zaskoczona swoją reakcją.
- Powiedz mi tylko, że nic jej się nie stanie ? – zażądałam. Nie miałam siły dzisiaj o cokolwiek się sprzeczać.
- Obiecuje, tylko ciekawi mnie czemu jesteś taka spokojna po tym czego się dowiedziałaś ? Byłem przygotowany, że zarzucisz mnie masą pytań czy coś. – potarł ręką podbródek, jakby był nauczycielem czekającym na uzasadnienie mojej nieobecności.
- Starałam się znaleźć odpowiedzi w necie. Ale już sama nie wiedziałam co jest prawdą a co nie. Teraz to mi już jest obojętne czy śpicie w trumnach, zabijacie dziewce, pijecie krew lub czy można zabić was drewnianym kołkiem. Nie zmrużyłam oczu w nocy i najchętniej poszłabym spać… - zaczerpnęłam powietrza i oparłam się o samochód. Pod powiekami wciąż czułam piasek.
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć – przetarł ręką czoło - przepraszam tu chyba nic nie zmieni. - w jego głośnie było słychać wyraźne współczucie. Miałam coś powiedzieć, kiedy nagle Amy wyszła z toalety.
-Naprawdę mogliby raz na jakiś czas dołożyć ręczników papierowych – mokre dłonie wycierała o swoje jeansy. – Ok, już są suche. To co, idziemy do kawiarni najpierw? Jest na drugim piętrze.
Na samą myśli o gorącym, pełnym kofeiny expresso, poczułam się strasznie głodna. Nawet nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy od wyjazdu cioci coś jadłam. Najwyraźniej byłam, jestem wciąż za bardzo przerażona, a stres spokojnie sycił mój żołądek.
W kawiarni, tak jak się spodziewałam tylko jeden stolik był zajęty przez jakiś uczniów, a inni klienci tylko na chwilę wpadali prosząc o coś na wynos. Zajęliśmy stolik w samym rogu obok okna. Amy usiadła pod ścianą, a Drake obok niej. Ja natomiast usiadłam naprzeciwko nich.
-To co sobie państwo życzy ?- kelnerka nachyliła się nad nami z notesikiem. Miała może czterdzieści lat, a jej włosy były wciąż jasno rudne, jak na początku kiedy zaczynała tu pracę. Czyli jakieś siedem lat temu.
-Dla mnie dwie waniliowe babeczki i dużą, gorącą czekoladę – rzuciła bez namysłu Amy. Tak, była ona jedną z osób dla których kawa wywoływała odruch wymiotny. U mnie odruch wymiotny wywoływały wspomnienia z ostatnich dni. Szczególnie takiej jednej osoby…
- Dla mnie to samo – powiedział Drake, uśmiechając się do Amy. Ale to słodkie, aż mdli…
- Ja poproszę moce espresso i croisanta z czekoladą.
Kelnerka wszystko zanotowała i odeszła od baru. Wsunęłam się głębiej w krzesło, naciągnęłam na dłonie bluzę, próbując je ogrzać. Patrzyłam przed siebie nieco spod brwi, a włosy niesfornie opadały mi na ramiona. Przez chwilę próbowałam słuchać o czym rozmawia Amy z Drake’m ale ich tematem był film, którego tytułu nie mogłam nigdy zapamiętać.
- Rachel ! – Amy potrząsnęłam mną za ramie. Nie, chyba nie mogłam przysnąć. - Naprawdę wyglądasz strasznie. Nie jesteś czasem chora czy coś ?
Spojrzałam na Drake, który lekko kręcił głową co miało znaczyć, żeby nie wspominała o tym co naprawdę jest przyczyną mojego samopoczucia.
- Wiesz – wysiliłam się na słaby uśmiech i nonszalancko machnęłam ręką - …to przez hiszpański. Pan Williams nie lubi mnie, a ja nie chce mieć trójki na półrocze. Wczoraj wieczorem pisałam już trzeci referat bo tamte od razu skreślił z góry. I ta praca w parach – westchnęłam. – musiałam robić ją z Jamesem ale on kompletnie nie ogarnia hiszpańskiego więc dostałam jedynek ! To niesprawiedliwe. – skończyłam i ostatnie słowa wymówiłam nieco głośniej. To była całkiem logiczna teoria, pomijając fakt, że James był prawdopodobnie sto razy lepszy z hiszpańskiego od samego nauczyciela. Do tej pory bardzo przejmowałam się ocenami ale to już się chyba zmieniło. Cóż, przynajmniej Amy wyglądała na przekonaną.
Kelnerka przyniosła nasze zamówienie i odeszła cicho jak mysz, zwinnie wymijając inne stoliki. Zapach ciepłego rogalika i kawy był wprost odurzający. W końcu opinia najlepszej kawiarni w mieście do tego zobowiązywała. Ściany w kolorze mlecznej czekolady i drewniane stoliki przytulnie wypełniały to miejsce, sprawiając że mogłabym tu siedzieć cały dzień.
Zdmuchnęła piankę, trochę chłodząc espresso i powoli zaczęłam delektować się smakiem.
- Chyba będziesz miała szansę poprawić tą pracę na hiszpański - moja przyjaciółka gestykulując brwiami wskazała na wejście, kiedy zabrzęczał dzwoneczek. Przepraszające spojrzenie Drake, mogło oznaczać tylko jedno. Przełknęłam szybko gorącą kawę, parząc sobie język.
-To może my pójdziemy do salonu gier na chwilę ? Jestem pewna, że w bilardzie mnie nie pobijesz – Amy zaśmiała się uwodzicielsko do Drake’a. Oboje wstali, ona nieco go popchał w stronę baru. Dobrze wiedziałam, że zamierzała zostawić mi trochę prywatności na rozmowę .
-Czekajcie, idę z wami – zaczęłam szybko przerzucać rzeczy w torbie, aż w końcu wyłowiłam portfel. Wygramoliłam się ze stolika i… na kogoś wpadłam. A dokładniej na Jamesa który dzisiaj wyjątkową miał na sobie siwą bluzkę z długim rękawem i jeansy.
- Nie możesz po prostu zostawić mnie w spokoju ? – wysiliłam się na najbardziej zimny i obojętny ton jaki mogłam.
- Uwierz też bym tak wolał – żachnął się. – Ale nie wyjaśniliśmy sobie jeszcze wszystkiego.
-Co ? Wczoraj chyba dość już sobie wyjaśniliśmy wamp…- nie dokończyłam bo przycisnął swoją dłoń do moich ust.
-Cholera, może jeszcze głośniej – syknął mi do ucha i powoli zabrał rękę tylko dlatego żeby zaraz pociągnąć mnie w stronę baru. Nerwowo rozejrzałam się dookoła ale tylko kilka osób patrzyło zaciekawionych na nas. Czy naprawdę mówiłam tak głośno, czy on był jakiś przewrażliwiony? James wyciągnął z kurtki kilka pogniecionych banknotów i dał kelnerce.
- Reszty nie trzeba – rzucił do zdezorientowanej kobiety, która w dalszym ciągu nie mogła uwierzyć za tak hojny napiwek. Cóż, ja nie mogłam uwierzyć, że cham bez serca zapłacił za mój rachunek. Gdyby wiedziała o tym wcześniej na pewno zamówiłabym coś dużo droższego.
-O nie – zatrzymałam się gwałtownie przed ruchomymi schodami prowadzącymi na podziemny parking. - Nigdy nie jadę. Jak chcesz pogadać to gdzieś tutaj, w centrum. – wolałam przebywać z nim wśród świadków. U mnie w domu nie było nikogo i już wczoraj popełniłam błąd, zapraszając go do siebie.
Na jego twarzy plątało się rozbawianie.
- Chyba się mnie nie boisz ? – spytał rozbawiony. W jego policzkach nie pojawiały się takie dołeczki jak u Drake’a ale jego uśmiech był tak… beztroski i pogodny. Na chwile jego złowroga maska nieugiętego zabójcy gdzieś znikła i to wystarczyło żeby dostrzec tą małą cząstkę normalności.
- Może do pizza hot ? – zaproponowałam, wymijając się od jego wcześniejszego pytania. W dalszym ciągu byłam głodna bo moje śniadanie zostało nie ruszone w kawiarni.

Była dopiero dziesiąta więc byliśmy jedynymi klientami.
Miałam już spytać się czemu nic nie zamawia, kiedy pierwszy kawałek mojej pizzy wylądował u mnie w buzi, ale szybko przypomniałam sobie, że przecież jego menu jest bardziej… krwiste? James jak na razie przez cały czas sztywno przyglądał mi się jak jem, aż w końcu otworzył usta żeby coś powiedzieć.
- Rozmawiałem z Artemmą, na razie mają nieco ważniejsze sprawy ale niestety już wiedzą o tobie i na pewno tego tak nie zostawią.
Mój spokój o ile w ogóle pojawił się już zniknął. W głowie plątały mi się tysiące myśli ale kiedy próbowałam o cokolwiek zapytać, słowa grzęzły w gardle.
- Wampiry nie traktują ludzi na równi, więc lepiej żebyś trzymała się blisko mnie.
-Co ? – nic z tego nie rozumiałam. James przewrócił oczami.
- Słuchaj, nie wiem kiedy dokładnie się po ciebie zjawią, a jak już będą to mają gdzieś co im powiesz. Artemma nie ma w zwyczaju robić wyjątków ale zgodziła się na spotkanie. Dlatego jak się pojawią po ciebie to z nimi porozmawiam. – wyszczerzył zęby jakby właśnie odkrył lekarstwo na śmiertelną chorobę. Zsunęłam się z krzesła i niemal czułam jak zbliża się ból głowy. Czyli teraz moje życie zależy od tego czy ten dupek z nimi porozmawia? Moja pierwsza myśl to, że równie dobrze mogę skoczyć z mostu, a druga, że James będzie ciągle koło mnie się kręcił albo ja koło niego. Bo jemu to wszystko jedno. Skoro nie ma nic do stracenia, to ja powinnam się go pilnować, jeśli zamierzałam jeszcze trochę pożyć.
- Kto to Artemma? – spytałam.
- Najpotężniejsza wampirzyca, ale im mniej wiesz tym lepiej, więc się już nie pytaj o nic. – uciął.
- A co to za różnica ile już wiem ? Przecież tak czy inaczej mnie zabiją.
- W sumie masz racje ale życie nie jest sprawiedliwe i to ja potem będę mieć problemy nawet, kiedy już cię zakopią. – odparł nonszalancko z głupi uśmieszkiem. Odstawiłam kawałek pizzy z powrotem na talerz. Już nie byłam głodna gdyż mój żołądek znowu się skurczył. I tak. Nie było żadnej sprawiedliwości w tym, że go spotkałam i dałam wciągnąć się w to całe bagno. Ale pozbawiłam się już jakichkolwiek złudzeń, że to tylko sen.
- Wyluzuj – powiedział, odchylając głowę do tylu i przymykając powieki.
- Dobrze, że ty się niczym nie przejmujesz – prychnęłam. Nagle poczułam się znowu nieswoją w jego obecności. Wyciągnęłam komórkę aby napisać do Amy ale właśnie weszła do pizzerii z Drake’em. O Boże, oni trzymali się za ręce!
-Tak myślałem, że tu będziecie – Drake posłał Jamesowi badawcze spojrzenie, ale ten tylko przewrócił oczami.
-A właśnie ! – Amy rzuciła swoją wielką, brązową torbę na stół. – Spotkaliśmy Jessice i – wyciągnęła cztery bladoróżowe koperty. - …zaprosiła nas na swoja imprezę urodzinową.
Jessica, nadziana laska, która mimo że była sympatyczna, jej hobby był zmienianie chłopaków jak rękawiczki. W sumie od początku roku zamieniłam z nią może dwa słowa, albo nawet nie. Moja przyjaciółka dalej stała podekscytowana, wymachując mi przed nosem kopertami.
-Ja nie.. – zaczęłam ale pewnie dupek nagle się ożywił i mi przerwał.
- Jasne, że idziemy – James wziął od Amy, która prawdę mówiąc ucieszyła się i to bardzo, dwa zaproszenia.
-To kiedy jest ta impreza – jeżeli nie chciałam sama spotkać się z jakimiś innymi wampirami musiałam tam pójść.
- Dzisiaj o dwudziestej – powiedziała Amy, a na ustach Jamsea pojawił się triumfalny uśmieszek.