środa, 29 sierpnia 2012
Mroczny sekret cz. 6
Wyciągnęłam z szafki nad kuchenką opakowanie popcornu i wsadziłam do mikrofalówki, ustawiając na trzy minuty. Mama Amy była w pracy, a dzięki samochodowi Drake’a pojechaliśmy do niej, obejrzeć jakieś filmy z jej kolekcji DvD, a potem udać się na imprezę. Jak na ironie losu wybrała Draculę. Zdawało się, że jej nowemu chłopako-wampirze to w ogóle nie przeszkadzało. Pewnie padła by z podniecenia gdyby się dowiedziała, że krwiopijca siedzi koło niej. Albo by po prostu padła. Cóż, na razie pewnie obściskiwali się na górze, korzystając z okazji, że poszłam uzupełnić przekąski. James oczywiście nie pojechał z nami. Powiedział, że musi coś załatwić i jakby co Drake jest pod ręką. Naprawdę interesowało mnie jakie to ważne sprawy musi on załatwiać. Brałam po uwagę dosłownie wszystko.
Obejrzeliśmy Draculę, a potem dwa inne filmy. Jeden gorszy od drugiego, ale praktycznie oba przespałam na łóżku Amy z miską popcornu. Ona za to siedziała wtulona w objęcia Drake’a na puszystym, turkusowym dywanie. Pewnie też nie wiedzą o czym był film. Pomału zbliżała się już dziewiętnasta.
-Dobra, muszę się zbierać – niechętnie zwaliłam się z łóżka, rozsypując resztki chipsów i popcornu.
- Czemu? Już ? – Amy spytała rozkojarzona. Przewróciłam oczami.
- Muszę jeszcze wpaść do domu się przebrać skoro mam gdzieś iść. Drake, zadzwonisz mi po taksówkę ?
-Jasne – wszedł z pokoju wyciągając po drodze komórkę. Amy też powoli zbierała swoje zwiotczałe ciało z podłogi. Podeszła do szafy z której zaczęła wyciągać kolorowe sukienki. Naprawdę miała tego sporo.
-Nie mam pojęcia co ubrać – westchnęła, wyrzucając kolejną stertę ubrań na łóżko.
-Może to ? – uniosłam w dłoniach zieloną, z koronką na plecach sukienkę. Zieleń idealnie współgrała z ognistymi lokami Amy.
-To? Nieee… – pokręciła głową z odrazą. To było dla niej takie typowe. Uwielbiała dopierać swoją garderobę ale sprawiała wrażenia jakby była to dla niej istna męczarnia. Na starość na pewno zostaną jej liczne zmarszczki na czole, bo zawsze marszczyła brwi kiedy coś jej nie pasowało.
-Zaraz będzie taksówka – Drake wszedł do pokoju i usiadł na skraju łóżka pośród porozrzucanych ubrań.
-Dzięki, to ja już będę lecie. Do zobaczenia na imprezie.- Wzięłam swoją torbę z podłogi i wyszłam. Im dłużej przebywałam z Amy i Drake’m tym bardziej jej go zazdrościłam. Był on chyba jak na razie najmilszą i optymistyczną osobą jaką znam. Oczywiście prócz Amy. Nie, nie mogę być zazdrosna o chłopaka przyjaciółki. Chyba już naprawdę działo się coś ze mną niedobrego.
Kiedy tylko drzwi domu Amy się za mną zamknęły, ujrzałam to czego się spodziewała.
- Świetnie, przynajmniej zaoszczędzę na taksówce – powiedziałam, kiedy wsiadłam do samochodu nie kryjąc swojego zdenerwowania.
-Nikt nie mówił, że jestem tani – odpowiedział James arogancko.
-To jak już mnie zabiją twoi znajomi, będziesz mógł spokojnie przehandlować moje narządy.
-Wiesz , że tak też robimy – spojrzał na mnie i lekko pokiwał głową z kamiennym wyrazem twarzy jakby właśnie rozważał taką możliwość. Ale kiedy swoje spojrzenie znów skierował na drogę, a kąciki ust zaczęły nieznacznie się unosić, dałam mu porządnego kuksańca w ramie.
-Nienawidzę cię – warknęłam przez zaciśnięte zęby, ale kiedy wybuchł śmiechem nie mogłam się powstrzymać aby do niego nie dołączyć.
-Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś takiego ? – spytał. Trochę się zawahałam, aż w końcu zdobyłam się na odpowiedź.
-A jak myślisz? Przecież chciałeś mnie zabić, nie pamiętasz ? – pytanie retoryczne było wystarczające. Już ani jemu ani mi nie było do śmiechu. Gdyby nie to, że miałam o nim takie a nie inne zdanie można byłoby stwierdzić, że wygląda na zranionego.
Zbliżaliśmy się już do końca uliczki i zza rogu wyłaniał się dach mojego domu. Na dworze powoli robiło się ciemno, ale w końcu wrzesień się pomału kończył. Jak będę miała szczęście może dożyję gwiazdki!
-Poczekam na ciebie – powiedział James parkując na podjeździe. Dopiero teraz spostrzegłam, że miał on na sobie czarną, elegancka koszulę rozpiętą pod szyją na dwa guziczki. I te blond włosy, czyżby były idealnie ułożone?
-Nie musisz – rzuciłam chłodno i wysiadłam z samochodu. James wysiadł za mną i zatarasował mi drogę.
- Słuchaj, wiem że ta cała sytuacja może być dla ciebie trochę dziwna, i że nasze okoliczności poznania nie były najlepsze za co ciebie przepraszam, ale możesz mi teraz zaufać.
Stał przede mną jakby ode mnie zależało całe jego życie. Jego włosy rozwiewał mroźny wiatr, a oczy niczym u bezdomnego psa przepełnione były nadzieją i smutkiem.
- Musiałabym być naprawdę głupia żeby zaufać komuś takiemu jak ty.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu, zostawiając go rozczarowanego przy samochodzie. Nie czułam się z tym dobrze ale chyba tylko osoba lekkomyślna zaufała by takiemu draniowi. A on zdecydowanie był za bardzo pewny siebie. Myślał, że jak dobrze wygląda i od czasu do czasu uśmiechnie się zniewalająco to ma w garści cały świat? I może to działa, ale pech chciał, że trafił na niewłaściwą osobę.
Musnęłam ciemnoczerwoną pomadką moje usta aby nadać im odrobinę koloru. Na oczy nałożyłam trochę ciemnych cieni, kredką podkreśliłam obie powieki i oczywiście wytuszowałam rzęsy. Byłam już prawie gotowa. Założyłam swoje czarne szpilki, w których jeszcze ani razu nie byłam i podeszłam do swojego wielkiego lustra w pokoju. Miałam na sobie swoją ulubioną czarną sukienkę bez ramiączek, kończącą się przed kolanem. Nie miała ona żadnych fikuśnych wzorków czy koronek jak większość kreacji Amy, ale była po prostu idealna. Na początku nie wiedziałam też co zrobić z włosami, ale teraz uznałam, że luźno opadające na ramiona były w sam raz. Sięgnęłam tylko po swoją torebkę i narzuciłam na siebie czarne bolerko.
Trzymając się poręczy, ostrożnie zeszłam po schodach. Zanim wyszłam z domu, wzięłam głęboki wdech i obiecałam sobie, że będę się dobrze bawić. Przynajmniej chociaż w ten wieczór uda mi się zapomnieć o całej tej chorej sytuacji.
Spodziewałam się, że będę musiała dzwonić po taksówkę, ale najwyraźniej James nie poczuł się urażony i teraz czekał na mnie, niedbale opierając się o samochód ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
- Wyglądasz… pięknie – powiedział otwierając mi drzwi. Nic nie odpowiedziałam tylko spojrzałam, czy czasem na jego twarzy nie błąka się gdzieś ironiczna nuta.
Jechaliśmy jak zwykle w milczeniu. Kilka samochodów również jechało cały czas za nami, pewnie do Jessici. Jej imprezy urodzinowe zawsze przechodziły do historii. Była jedyną osobą w szkole, której rodzice pozwalali urządzać tak huczne przyjęcia z fenomenalną ilością alkoholu. Nic dziwnego skoro jej rodzice weekendy spędzali w swojej firmie, a ona obracała się w starszym towarzystwie. To cud, że jeszcze nie zaszła w ciąże. James zaparkował po drugiej stronie ulicy, ale i tu było słychać głośną muzykę dochodzącą z ogromnego domu. Mimo, iż było dopiero pięć po ósmej, gości było już całkiem sporo. We wszystkich oknach paliły się światła, a przed domem grupka osób paliła papierosy.
Zaraz przy wejściu przywitała nas solenizantka.
-Cieszę się, że przyszłaś – podekscytowana dała mi całusa w policzek, ale szybko jej zainteresowanie zwróciło się na Jamesa i również rzuciła mu się na szyję.
- Wszystkiego najlepszego – ledwo wykrztusił, bo mało go nie zadusiła.
-To miłej zabawy – szepnęłam, klepiąc go po plecach i ruszyłam w głąb domu.
W salonie Jessici można by pomieści mój salon pięć razy. Z głośników koło wielkiej plazmy dobiegała muzyka, w której rytm tańczyli goście. Było ich naprawdę sporo. W kuchni, na środkowym blacie piętrzyły się plastikowe kubeczki a w koło puszki z piwem i butelki wódki. Dostrzegłam kilka osób ze szkoły, ale reszty kompletnie nie znałam. W zielnej sukience zaczęła przeciskać się przez tłum Amy.
-Nie sądziłam, że Jessica ma aż tylu znajomych – powiedziała, rozglądając się ciekawsko.
-Gdzie James ? – spytał Drake, który do nasz podszedł. Objął Amy w tali i podał jej kubeczek wypełniony pączem.
-Nie wiem – wzruszyłam obojętnie ramionami. – Zamierzam się dzisiaj dobrze bawić, bez tego dupka. – oświadczyłam pewnie z szerokim uśmiechem i wyjęłam z rąk Amy kubeczek, z którego upiłam spory łyk.
-Nie wierzę ?! Rachel, ty zmierzasz się dobrze bawić. A co z twoją zasadą trzeźwości i bycia odpowiedzialną osobą ? – Amy zmrużyła oczy rozbawiona.
- Dobra, dobra. Dzisiaj mogę sobie pozwolić na piwo albo dwa.
Tak, dzisiaj mogłam sobie na to pozwolić. Nawet zdążyłam ułożyć krótką listę, która usprawiedliwi moje sumienie.
Kiedy Amy z Drake’m odeszli tańczyć, a wszyscy wznieśli już toast za solenizantkę ja dolałam sobie jakiegoś ponczu i również przyłączyłam się do innych.
Po czterech godzinach moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłam przy stoliku w kuchni i sięgnęłam po puszkę piwa. W głowie już mi szumiało, bo praktycznie co chwilę coś popijałam. Nic dziwnego, że alkoholicy są szczęśliwi w swoim świecie. Czułam się o niebo lepiej. Wszystko tak jakby przygasło. Wstałam i zamierzałam powoli zmierzać do wyjścia ale najwyraźniej przeceniłam swoje możliwości. Nogi w szpilkach mi się zachwiały i wpadłam wprost na Drake’a.
- Jednak rzeczywiście się dobrze bawisz – powiedział i uśmiechnął się słodko. Nic dziwnego, że Amy nie widział poza nim świata. Podtrzymywał mnie teraz delikatnie i nagle poczułam ukłucie zazdrości, a potem wściekłość. To było niesprawiedliwe, że Amy trafiła na niego. Przecież ona miała wszystko, a nie robiła nic. Taka była prawda. Dla niej wszystko jest zabawą. Nie przejmuje się ocenami, i gdyby nie ja, już dawno powtarzałaby klasę.
Popatrzyłam w jego ciemne oczy. Nie były takie błękitne jak Jamesa… cholera! Jakim sposobem ja teraz myślę o tym idiocie ?!
Niespodziewanie przybliżyłam swoją twarz do jego i go pocałowałam. To było dla mnie czyste szaleństwo.
-Co ty robisz ? ! – Drake jak poparzony prądem odsunął się od mnie. Spojrzał gdzieś w bok, i jego źrenice zaczęły pochłaniać z przerażeniem tęczówki. Kiedy podążyłam za jego wzrokiem, ujrzałam Amy. Miała lekko otwarte usta, jakby chciała coś powiedzieć, a na jej twarzy malowało się takie samo zaskoczenie jak u Drake’a, tyle że ona był już bliska płaczu.
- Amy, czekaj!- Drake zawołał za nią, kiedy ta biegła już do wyjścia. Również ruszył za nią.
Świetnie. Po prostu świetnie. Opadłam z powrotem na krzesło. Ludzi wcale nie ubywało, a wręcz przeciwnie, robiło się coraz tłoczniej. Ktoś w salonie włączył karaoke i teraz Sebastian próbował swoich sił. Był to chyba, obecny chłopak Jessici.
- Jesteś Rachel, tak ? – jakiś chłopak usiadł koło mnie i uśmiechnął się przyjaźnie. Miał krótkie, brązowe włosy i czarną koszulkę z Asking Alexandrii, za co od razu zdobył u mnie wielkiego plusa.
-A ty jesteś… ?
-Erik. Może przyłączymy się do nich ? Jestem pewien, że świetnie śpiewasz – powiedział, wskazując na salon w którym była cześć gości. Pozostała części była rozproszona po domu w małych, elitarnych grupkach.
-Wątpię, że ujdę w tych butach choćby pół metra –wyciągnęłam spod stołka jedna nogę, ukazując swoje szpilki. –Ale chętnie mogę porozmawiać. – zarzuciłam zalotnie włosami i podparłam podbródek na ręce wpatrując się w nowo poznanego kolegę. Nawet nie był taki zły.
-Nie wiedziałem, że Jessica ma taką ładną koleżankę.
Jak głupia, zaśmiałam się na ten żałosny komplement, ale co gorsza, widać moje zachowanie mu pasowało. Zaczęliśmy rozmawiać o naszych ulubionych zespołach i robiło się coraz swobodniej. Co prawda docierało do mnie co drugie słowo, a co trzecie wywoływało u mnie niekontrolowany napad śmiechu to było dość sympatycznie. Może powinnam sobie w końcu kogoś takie znaleźć ?
- Chcesz coś do picia ? – spytał, kiedy jedna z przyjaciółek solenizantki zaczęła powoli ogarniać kuchnię z pozostawionych przez gości śmieci.
-Jasne – skinęłam głową, a on wstał i poszedł do drugiego blatu gdzie były pełne butelki. Obróciłam się na krześle w stronę salonu. Znowu leciała jakaś muzyka ale tylko może trzy pary stały na nogach i jakiś jeden, samotny frajer. Na dużym zegarku na ścianie było już po pierwszej. Powinnam zbierać się do domu.
Nagle, niespodziewanie skąd pojawił się James. Szedł w moją stronę. Dziwne, bo nie widziałam go praktyczne przez cały ten czas odkąd Jessica mało go nie zadusiła.
- Nie powinnaś już czasem wracać ? – spytał sztywno patrząc na mnie z góry. Poza tym, że jego koszula miała rozpięte dwa górne guziczki i miał zmierzwione włosy, wyglądał normalnie. A spodziewałam się, że będzie tu gwiazdą wieczoru. No może i był u Jessici w sypialni.
- Wyluzuj, nie jesteś moją niańką – zaczęłam się śmiać. To on chciał iść na tą imprezę, a poza tym nie rozumiałam o co mu chodzi. Jak na razie, ja się dobrze bawiłam.
- Jeżeli zjawią się z rady to wątpię, że zrobisz na nich dobre wrażenie.
- Przecież dobrze wyglądam – oburzyłam się.
- Jesteś pijana. Kto to jest ? – zmarszczył brwi i skinął głową w stronę Erika, który właśnie stał za mną z dwoma kubeczkami.
-Nikt. Możesz już iść, wrócę potem taksówką – powiedziałam do Jamesa, kiedy Erik podał mi kubeczek. Oboje patrzyli na siebie jakby zaraz mieli rzuci się sobie do gardeł. Oczywiście, że James by wygrał. W końcu cały czas patrzy i traktuje wszystkich jakby był nie wiadomo kim.
- To na czym skończyliśmy ? – odwróciłam się w stronę Erika, próbując ignorować wampira. Uniosłam swój kubeczek żeby się napić ale ktoś wyją mi go z rąk.
- Koleś, o co ci chodzi?! – Erika podszedł wkurzony w jego stronę, kiedy ten upił łyk mojego picia. Po chwili na jego ustach pojawił się triumfalny uśmieszek.
-Ej to moje picie! – burknęłam na niego.
-Właśnie widzę. Ten narkoman coś ci wrzucił do niego – spojrzał pogardliwie na Erika. Rzeczywiście przypominał trochę narkomana. Miał takie dziwne cienie pod oczami.
- Co ?!- spojrzałam na Erika z niedowierzaniem. Wzruszył ramionami, po czym nadzwyczajnie odszedł.
Przez chwilę nic nie mówiłam.
-No, no rzeczywiście zapowiadało się ciekawie.- James skomentował to ironicznie.
Wzięłam swoją torebkę, którą zostawiłam pod krzesłem i wstałam. Znowu, kiedy tylko zrobiłam dwa kroki poczułam, że podłoga dziwnie faluje i straciłam równowagę.
- Chyba dzisiaj rzeczywiście trochę przesadziłaś - poczułam na ramionach ciepłe dłonie Jamesa, dzięki którymi nie runęłam na ziemię. Stał naprzeciwko, świdrując mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Ja zazwyczaj nie piję, w ogóle – wybełkotałam.
- Widać – zaśmiał się. – Z opowieści Drake’a tak właśnie wnioskowałem, że masz słabą głowę.
- Co ?! Powiedział ci ?!
Teraz na pewno Amy mnie znienawidzi. Jak ja mogłam to zrobić?
Nie zrobiłabym tego znowu. Bo teraz, poczułam coś dziwnego, i kiedy znowu spojrzałam na Jamesa wiedziałam, że to jego chciałam pocałować. Ale nie zrobiłam tego.
-Chodźmy. – wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Moje wyobrażenia o pocałunku właśnie runęły w przepaść, z której nigdy nie powrócą, bo jutro, kiedy alkohol zniknie z mojej krwi, moja odwaga i pewność siebie również znikną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ale się uchachałam podczas potyczki słownej Reachel i Jeamsa w samochodzie :D. Pisałam już, jak go uwielbiam?
OdpowiedzUsuńKompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego jak przeprosiny z jego strony. No niechże mu Amy wybaczy! Chłopak się stara, martwi o nią (np. na tej imprezie przy Ericu), prawi komplementy, a ta całuje się z Drake'iem. Swoją drogą, ciekawi mnie reakcja Amy. Tylko żeby się nie pokłóciły. Nieźle pobalowała na tej imprezie główna bohaterka.
Nie mogę się doczekać aż pomiędzy Reachel i James'em mocno zaiskrzy. ^^
Pozdrawiam, życzę weny i duuuużo ciekawych pomysłów. :))
Liczę na ciąg dalszy... Długo nic nowego nie dodałaś. Proszę nie zostawiaj tak tego bloga:)
OdpowiedzUsuńInteresujące, pytałaś o blogi z opowiadaniami niedługo dodam pierwsze, bo bloga mam od jednego dnia
OdpowiedzUsuńhttp://www.zycie-okiem-strachu.blogspot.com/
Czytam to w 2015 roku i tak się zastanawiam...chyba się nie doczekam kolejnych części, prawda?
OdpowiedzUsuń