niedziela, 25 listopada 2012
Nowy blog i nowe opowiadanie ;p
W końcu jest ;D
Mam nadzieje, że wam się spodoba i zapraszam http://graveyard-of-fallen-angels.blogspot.com/
odwiedzajcie, komentujcie i wysyłajcie linka znajomym i nieznajomym no i zostawiajcie mi linki do swoich blogow proszeee ;D
sobota, 6 października 2012
Dzieńzły;p
Witam po mojej dłuższej nieobecności. W sprawie tego opowiadania co pisałam więc tak. Mam dwie wiadomości. Zła jest taka, że nie mam czasu (naprawdę;p) i na dłuższy czas nieokreślonej przyszłości opowiadanko o wampirach i dziewuszkach będzie wstrzymane do odwołania. Pewnie niektórzy się ucieszą, bo mi osobiście rzygać się chce jak czytam to co pisałam wcześniej, ale to kwestia gustu. No a teraz ta dobra wiadomość ;D Będzie nowy blog z nowym opowiadaniem. Oczywiście blog będzie na moim koncie i linka tu na pewno wrzuca jak już będzie. A właśnie, o czym będzie? Z racji, że o wampirkach już głośno było to teraz czas na Anioły;p Heheh zawsze mam do nich słabość. Poważnie, teraz wiecie;p
Ale jeżeli kogoś przeraża ta nowa wizja, to na pocieszenie powiem ze nie zabraknie tam jakiegoś fajnego, tajemniczego i seksownego ciacha. No i najważniejsze teraz powinno być wszystko porządnie napisane a nie takie beznadziejne jak wcześniej.
Więc, nowy blog z nowym opowiadaniem powinien pojawić się ok. 20 października wieczorem;p
Wiem, ze długo ale mam dużo zajęć pozalekcyjnych i naprawdę nie mam kiedy ale będę robić wszystko żeby wyszło jak najlepiej.
No to zapraszam na 1 listopada ;p
Ale jeżeli kogoś przeraża ta nowa wizja, to na pocieszenie powiem ze nie zabraknie tam jakiegoś fajnego, tajemniczego i seksownego ciacha. No i najważniejsze teraz powinno być wszystko porządnie napisane a nie takie beznadziejne jak wcześniej.
Więc, nowy blog z nowym opowiadaniem powinien pojawić się ok. 20 października wieczorem;p
Wiem, ze długo ale mam dużo zajęć pozalekcyjnych i naprawdę nie mam kiedy ale będę robić wszystko żeby wyszło jak najlepiej.
No to zapraszam na 1 listopada ;p
środa, 29 sierpnia 2012
Mroczny sekret cz. 6
Wyciągnęłam z szafki nad kuchenką opakowanie popcornu i wsadziłam do mikrofalówki, ustawiając na trzy minuty. Mama Amy była w pracy, a dzięki samochodowi Drake’a pojechaliśmy do niej, obejrzeć jakieś filmy z jej kolekcji DvD, a potem udać się na imprezę. Jak na ironie losu wybrała Draculę. Zdawało się, że jej nowemu chłopako-wampirze to w ogóle nie przeszkadzało. Pewnie padła by z podniecenia gdyby się dowiedziała, że krwiopijca siedzi koło niej. Albo by po prostu padła. Cóż, na razie pewnie obściskiwali się na górze, korzystając z okazji, że poszłam uzupełnić przekąski. James oczywiście nie pojechał z nami. Powiedział, że musi coś załatwić i jakby co Drake jest pod ręką. Naprawdę interesowało mnie jakie to ważne sprawy musi on załatwiać. Brałam po uwagę dosłownie wszystko.
Obejrzeliśmy Draculę, a potem dwa inne filmy. Jeden gorszy od drugiego, ale praktycznie oba przespałam na łóżku Amy z miską popcornu. Ona za to siedziała wtulona w objęcia Drake’a na puszystym, turkusowym dywanie. Pewnie też nie wiedzą o czym był film. Pomału zbliżała się już dziewiętnasta.
-Dobra, muszę się zbierać – niechętnie zwaliłam się z łóżka, rozsypując resztki chipsów i popcornu.
- Czemu? Już ? – Amy spytała rozkojarzona. Przewróciłam oczami.
- Muszę jeszcze wpaść do domu się przebrać skoro mam gdzieś iść. Drake, zadzwonisz mi po taksówkę ?
-Jasne – wszedł z pokoju wyciągając po drodze komórkę. Amy też powoli zbierała swoje zwiotczałe ciało z podłogi. Podeszła do szafy z której zaczęła wyciągać kolorowe sukienki. Naprawdę miała tego sporo.
-Nie mam pojęcia co ubrać – westchnęła, wyrzucając kolejną stertę ubrań na łóżko.
-Może to ? – uniosłam w dłoniach zieloną, z koronką na plecach sukienkę. Zieleń idealnie współgrała z ognistymi lokami Amy.
-To? Nieee… – pokręciła głową z odrazą. To było dla niej takie typowe. Uwielbiała dopierać swoją garderobę ale sprawiała wrażenia jakby była to dla niej istna męczarnia. Na starość na pewno zostaną jej liczne zmarszczki na czole, bo zawsze marszczyła brwi kiedy coś jej nie pasowało.
-Zaraz będzie taksówka – Drake wszedł do pokoju i usiadł na skraju łóżka pośród porozrzucanych ubrań.
-Dzięki, to ja już będę lecie. Do zobaczenia na imprezie.- Wzięłam swoją torbę z podłogi i wyszłam. Im dłużej przebywałam z Amy i Drake’m tym bardziej jej go zazdrościłam. Był on chyba jak na razie najmilszą i optymistyczną osobą jaką znam. Oczywiście prócz Amy. Nie, nie mogę być zazdrosna o chłopaka przyjaciółki. Chyba już naprawdę działo się coś ze mną niedobrego.
Kiedy tylko drzwi domu Amy się za mną zamknęły, ujrzałam to czego się spodziewała.
- Świetnie, przynajmniej zaoszczędzę na taksówce – powiedziałam, kiedy wsiadłam do samochodu nie kryjąc swojego zdenerwowania.
-Nikt nie mówił, że jestem tani – odpowiedział James arogancko.
-To jak już mnie zabiją twoi znajomi, będziesz mógł spokojnie przehandlować moje narządy.
-Wiesz , że tak też robimy – spojrzał na mnie i lekko pokiwał głową z kamiennym wyrazem twarzy jakby właśnie rozważał taką możliwość. Ale kiedy swoje spojrzenie znów skierował na drogę, a kąciki ust zaczęły nieznacznie się unosić, dałam mu porządnego kuksańca w ramie.
-Nienawidzę cię – warknęłam przez zaciśnięte zęby, ale kiedy wybuchł śmiechem nie mogłam się powstrzymać aby do niego nie dołączyć.
-Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś takiego ? – spytał. Trochę się zawahałam, aż w końcu zdobyłam się na odpowiedź.
-A jak myślisz? Przecież chciałeś mnie zabić, nie pamiętasz ? – pytanie retoryczne było wystarczające. Już ani jemu ani mi nie było do śmiechu. Gdyby nie to, że miałam o nim takie a nie inne zdanie można byłoby stwierdzić, że wygląda na zranionego.
Zbliżaliśmy się już do końca uliczki i zza rogu wyłaniał się dach mojego domu. Na dworze powoli robiło się ciemno, ale w końcu wrzesień się pomału kończył. Jak będę miała szczęście może dożyję gwiazdki!
-Poczekam na ciebie – powiedział James parkując na podjeździe. Dopiero teraz spostrzegłam, że miał on na sobie czarną, elegancka koszulę rozpiętą pod szyją na dwa guziczki. I te blond włosy, czyżby były idealnie ułożone?
-Nie musisz – rzuciłam chłodno i wysiadłam z samochodu. James wysiadł za mną i zatarasował mi drogę.
- Słuchaj, wiem że ta cała sytuacja może być dla ciebie trochę dziwna, i że nasze okoliczności poznania nie były najlepsze za co ciebie przepraszam, ale możesz mi teraz zaufać.
Stał przede mną jakby ode mnie zależało całe jego życie. Jego włosy rozwiewał mroźny wiatr, a oczy niczym u bezdomnego psa przepełnione były nadzieją i smutkiem.
- Musiałabym być naprawdę głupia żeby zaufać komuś takiemu jak ty.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu, zostawiając go rozczarowanego przy samochodzie. Nie czułam się z tym dobrze ale chyba tylko osoba lekkomyślna zaufała by takiemu draniowi. A on zdecydowanie był za bardzo pewny siebie. Myślał, że jak dobrze wygląda i od czasu do czasu uśmiechnie się zniewalająco to ma w garści cały świat? I może to działa, ale pech chciał, że trafił na niewłaściwą osobę.
Musnęłam ciemnoczerwoną pomadką moje usta aby nadać im odrobinę koloru. Na oczy nałożyłam trochę ciemnych cieni, kredką podkreśliłam obie powieki i oczywiście wytuszowałam rzęsy. Byłam już prawie gotowa. Założyłam swoje czarne szpilki, w których jeszcze ani razu nie byłam i podeszłam do swojego wielkiego lustra w pokoju. Miałam na sobie swoją ulubioną czarną sukienkę bez ramiączek, kończącą się przed kolanem. Nie miała ona żadnych fikuśnych wzorków czy koronek jak większość kreacji Amy, ale była po prostu idealna. Na początku nie wiedziałam też co zrobić z włosami, ale teraz uznałam, że luźno opadające na ramiona były w sam raz. Sięgnęłam tylko po swoją torebkę i narzuciłam na siebie czarne bolerko.
Trzymając się poręczy, ostrożnie zeszłam po schodach. Zanim wyszłam z domu, wzięłam głęboki wdech i obiecałam sobie, że będę się dobrze bawić. Przynajmniej chociaż w ten wieczór uda mi się zapomnieć o całej tej chorej sytuacji.
Spodziewałam się, że będę musiała dzwonić po taksówkę, ale najwyraźniej James nie poczuł się urażony i teraz czekał na mnie, niedbale opierając się o samochód ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
- Wyglądasz… pięknie – powiedział otwierając mi drzwi. Nic nie odpowiedziałam tylko spojrzałam, czy czasem na jego twarzy nie błąka się gdzieś ironiczna nuta.
Jechaliśmy jak zwykle w milczeniu. Kilka samochodów również jechało cały czas za nami, pewnie do Jessici. Jej imprezy urodzinowe zawsze przechodziły do historii. Była jedyną osobą w szkole, której rodzice pozwalali urządzać tak huczne przyjęcia z fenomenalną ilością alkoholu. Nic dziwnego skoro jej rodzice weekendy spędzali w swojej firmie, a ona obracała się w starszym towarzystwie. To cud, że jeszcze nie zaszła w ciąże. James zaparkował po drugiej stronie ulicy, ale i tu było słychać głośną muzykę dochodzącą z ogromnego domu. Mimo, iż było dopiero pięć po ósmej, gości było już całkiem sporo. We wszystkich oknach paliły się światła, a przed domem grupka osób paliła papierosy.
Zaraz przy wejściu przywitała nas solenizantka.
-Cieszę się, że przyszłaś – podekscytowana dała mi całusa w policzek, ale szybko jej zainteresowanie zwróciło się na Jamesa i również rzuciła mu się na szyję.
- Wszystkiego najlepszego – ledwo wykrztusił, bo mało go nie zadusiła.
-To miłej zabawy – szepnęłam, klepiąc go po plecach i ruszyłam w głąb domu.
W salonie Jessici można by pomieści mój salon pięć razy. Z głośników koło wielkiej plazmy dobiegała muzyka, w której rytm tańczyli goście. Było ich naprawdę sporo. W kuchni, na środkowym blacie piętrzyły się plastikowe kubeczki a w koło puszki z piwem i butelki wódki. Dostrzegłam kilka osób ze szkoły, ale reszty kompletnie nie znałam. W zielnej sukience zaczęła przeciskać się przez tłum Amy.
-Nie sądziłam, że Jessica ma aż tylu znajomych – powiedziała, rozglądając się ciekawsko.
-Gdzie James ? – spytał Drake, który do nasz podszedł. Objął Amy w tali i podał jej kubeczek wypełniony pączem.
-Nie wiem – wzruszyłam obojętnie ramionami. – Zamierzam się dzisiaj dobrze bawić, bez tego dupka. – oświadczyłam pewnie z szerokim uśmiechem i wyjęłam z rąk Amy kubeczek, z którego upiłam spory łyk.
-Nie wierzę ?! Rachel, ty zmierzasz się dobrze bawić. A co z twoją zasadą trzeźwości i bycia odpowiedzialną osobą ? – Amy zmrużyła oczy rozbawiona.
- Dobra, dobra. Dzisiaj mogę sobie pozwolić na piwo albo dwa.
Tak, dzisiaj mogłam sobie na to pozwolić. Nawet zdążyłam ułożyć krótką listę, która usprawiedliwi moje sumienie.
Kiedy Amy z Drake’m odeszli tańczyć, a wszyscy wznieśli już toast za solenizantkę ja dolałam sobie jakiegoś ponczu i również przyłączyłam się do innych.
Po czterech godzinach moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłam przy stoliku w kuchni i sięgnęłam po puszkę piwa. W głowie już mi szumiało, bo praktycznie co chwilę coś popijałam. Nic dziwnego, że alkoholicy są szczęśliwi w swoim świecie. Czułam się o niebo lepiej. Wszystko tak jakby przygasło. Wstałam i zamierzałam powoli zmierzać do wyjścia ale najwyraźniej przeceniłam swoje możliwości. Nogi w szpilkach mi się zachwiały i wpadłam wprost na Drake’a.
- Jednak rzeczywiście się dobrze bawisz – powiedział i uśmiechnął się słodko. Nic dziwnego, że Amy nie widział poza nim świata. Podtrzymywał mnie teraz delikatnie i nagle poczułam ukłucie zazdrości, a potem wściekłość. To było niesprawiedliwe, że Amy trafiła na niego. Przecież ona miała wszystko, a nie robiła nic. Taka była prawda. Dla niej wszystko jest zabawą. Nie przejmuje się ocenami, i gdyby nie ja, już dawno powtarzałaby klasę.
Popatrzyłam w jego ciemne oczy. Nie były takie błękitne jak Jamesa… cholera! Jakim sposobem ja teraz myślę o tym idiocie ?!
Niespodziewanie przybliżyłam swoją twarz do jego i go pocałowałam. To było dla mnie czyste szaleństwo.
-Co ty robisz ? ! – Drake jak poparzony prądem odsunął się od mnie. Spojrzał gdzieś w bok, i jego źrenice zaczęły pochłaniać z przerażeniem tęczówki. Kiedy podążyłam za jego wzrokiem, ujrzałam Amy. Miała lekko otwarte usta, jakby chciała coś powiedzieć, a na jej twarzy malowało się takie samo zaskoczenie jak u Drake’a, tyle że ona był już bliska płaczu.
- Amy, czekaj!- Drake zawołał za nią, kiedy ta biegła już do wyjścia. Również ruszył za nią.
Świetnie. Po prostu świetnie. Opadłam z powrotem na krzesło. Ludzi wcale nie ubywało, a wręcz przeciwnie, robiło się coraz tłoczniej. Ktoś w salonie włączył karaoke i teraz Sebastian próbował swoich sił. Był to chyba, obecny chłopak Jessici.
- Jesteś Rachel, tak ? – jakiś chłopak usiadł koło mnie i uśmiechnął się przyjaźnie. Miał krótkie, brązowe włosy i czarną koszulkę z Asking Alexandrii, za co od razu zdobył u mnie wielkiego plusa.
-A ty jesteś… ?
-Erik. Może przyłączymy się do nich ? Jestem pewien, że świetnie śpiewasz – powiedział, wskazując na salon w którym była cześć gości. Pozostała części była rozproszona po domu w małych, elitarnych grupkach.
-Wątpię, że ujdę w tych butach choćby pół metra –wyciągnęłam spod stołka jedna nogę, ukazując swoje szpilki. –Ale chętnie mogę porozmawiać. – zarzuciłam zalotnie włosami i podparłam podbródek na ręce wpatrując się w nowo poznanego kolegę. Nawet nie był taki zły.
-Nie wiedziałem, że Jessica ma taką ładną koleżankę.
Jak głupia, zaśmiałam się na ten żałosny komplement, ale co gorsza, widać moje zachowanie mu pasowało. Zaczęliśmy rozmawiać o naszych ulubionych zespołach i robiło się coraz swobodniej. Co prawda docierało do mnie co drugie słowo, a co trzecie wywoływało u mnie niekontrolowany napad śmiechu to było dość sympatycznie. Może powinnam sobie w końcu kogoś takie znaleźć ?
- Chcesz coś do picia ? – spytał, kiedy jedna z przyjaciółek solenizantki zaczęła powoli ogarniać kuchnię z pozostawionych przez gości śmieci.
-Jasne – skinęłam głową, a on wstał i poszedł do drugiego blatu gdzie były pełne butelki. Obróciłam się na krześle w stronę salonu. Znowu leciała jakaś muzyka ale tylko może trzy pary stały na nogach i jakiś jeden, samotny frajer. Na dużym zegarku na ścianie było już po pierwszej. Powinnam zbierać się do domu.
Nagle, niespodziewanie skąd pojawił się James. Szedł w moją stronę. Dziwne, bo nie widziałam go praktyczne przez cały ten czas odkąd Jessica mało go nie zadusiła.
- Nie powinnaś już czasem wracać ? – spytał sztywno patrząc na mnie z góry. Poza tym, że jego koszula miała rozpięte dwa górne guziczki i miał zmierzwione włosy, wyglądał normalnie. A spodziewałam się, że będzie tu gwiazdą wieczoru. No może i był u Jessici w sypialni.
- Wyluzuj, nie jesteś moją niańką – zaczęłam się śmiać. To on chciał iść na tą imprezę, a poza tym nie rozumiałam o co mu chodzi. Jak na razie, ja się dobrze bawiłam.
- Jeżeli zjawią się z rady to wątpię, że zrobisz na nich dobre wrażenie.
- Przecież dobrze wyglądam – oburzyłam się.
- Jesteś pijana. Kto to jest ? – zmarszczył brwi i skinął głową w stronę Erika, który właśnie stał za mną z dwoma kubeczkami.
-Nikt. Możesz już iść, wrócę potem taksówką – powiedziałam do Jamesa, kiedy Erik podał mi kubeczek. Oboje patrzyli na siebie jakby zaraz mieli rzuci się sobie do gardeł. Oczywiście, że James by wygrał. W końcu cały czas patrzy i traktuje wszystkich jakby był nie wiadomo kim.
- To na czym skończyliśmy ? – odwróciłam się w stronę Erika, próbując ignorować wampira. Uniosłam swój kubeczek żeby się napić ale ktoś wyją mi go z rąk.
- Koleś, o co ci chodzi?! – Erika podszedł wkurzony w jego stronę, kiedy ten upił łyk mojego picia. Po chwili na jego ustach pojawił się triumfalny uśmieszek.
-Ej to moje picie! – burknęłam na niego.
-Właśnie widzę. Ten narkoman coś ci wrzucił do niego – spojrzał pogardliwie na Erika. Rzeczywiście przypominał trochę narkomana. Miał takie dziwne cienie pod oczami.
- Co ?!- spojrzałam na Erika z niedowierzaniem. Wzruszył ramionami, po czym nadzwyczajnie odszedł.
Przez chwilę nic nie mówiłam.
-No, no rzeczywiście zapowiadało się ciekawie.- James skomentował to ironicznie.
Wzięłam swoją torebkę, którą zostawiłam pod krzesłem i wstałam. Znowu, kiedy tylko zrobiłam dwa kroki poczułam, że podłoga dziwnie faluje i straciłam równowagę.
- Chyba dzisiaj rzeczywiście trochę przesadziłaś - poczułam na ramionach ciepłe dłonie Jamesa, dzięki którymi nie runęłam na ziemię. Stał naprzeciwko, świdrując mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Ja zazwyczaj nie piję, w ogóle – wybełkotałam.
- Widać – zaśmiał się. – Z opowieści Drake’a tak właśnie wnioskowałem, że masz słabą głowę.
- Co ?! Powiedział ci ?!
Teraz na pewno Amy mnie znienawidzi. Jak ja mogłam to zrobić?
Nie zrobiłabym tego znowu. Bo teraz, poczułam coś dziwnego, i kiedy znowu spojrzałam na Jamesa wiedziałam, że to jego chciałam pocałować. Ale nie zrobiłam tego.
-Chodźmy. – wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Moje wyobrażenia o pocałunku właśnie runęły w przepaść, z której nigdy nie powrócą, bo jutro, kiedy alkohol zniknie z mojej krwi, moja odwaga i pewność siebie również znikną.
czwartek, 9 sierpnia 2012
Mroczny sekret cz.5
-Rachel! Długo jeszcze ?! – Amy znów zawołała z samochodu. Jej wysoki głosik mimo, że był bardzo delikatny przedarł się przez grube szyby w okna aż do mojego pokoju. Próbowałam jakoś ją spławiać ale nic z tego. Tak jak powiedział James. Drake przyjechał razem z moją przyjaciółką. I gdyby nie ona, za nic na świecie nie zgodziłabym się na tę podwózkę. Chociaż, Drake nie wydawał się jakby pochłonęła go niewidzialna sieć tworząca się wokół Jamesa i zmieniła go w dupka. Amy wyczuwała dupków od razu. Fakt, że śliniła się na jego widok mógł oznaczać, że to naprawdę porządny gość albo po prostu jest pod wpływem perswazji. Dlatego mimo iż nie przespałam całej nocy, a moja twarz była blada, oczy podkrążone co w połączeniu z lekkim makijażem dawało efekt świeżego zombie, musiałam z nimi pojechać.
Przed garażem stał elegancki i nieco prestiżowy, srebrny mercedes, z przyciemnionymi szybami. Przez opuszczone okno z przodu wyglądała rozpromieniona buzia Amy, otulona jej rudymi lokami. Zamknęłam drzwi na klucz i wolnym krokiem szłam w stronę auta.
-No jesteś śpiochu – przywitała się Amy, kiedy rzuciłam swoją torbę na tylnie siedzenie i usiadłam tuż za nią. Zaczęliśmy wyjeżdżać z podjazdu.
- Co powiesz abyśmy nie szli dzisiaj do szkoły ? – moja przyjaciółka odwróciła się na siedzeniu, opierając podbródek na oparciu. Nagle uniosła znacznie brwi i jej uśmiech znikł. - Nic ci nie jest? Wyglądasz strasznie.
- Dzięki – odparłam beznamiętnie. – Nie mogłam się wyspać, ciocia zadzwoniła i uprzedziła mnie, że jej wyjazd może potrwać trochę dłużej .
- Co ja bym dała żeby moi rodzice zostawili mi wolną chatę na kilka dni – rozmarzona, przymknęła powieki i odwróciła się z powrotem do przodu.
Wczoraj cały dzień przesiedziałam w domu, w którym czułam się w pewien sposób bezpiecznie. Ciocia Katy zadzwoniła wieczorem, oznajmiając, że jeszcze kilka dni tam zostanie. Co prawda dziesięć razy pytała się czy wszystko jest OK i za każdym razem kłamałam, że tak. Bo jeżeli to wszystko jest prawdą, nie mogłabym narazić jej na niebezpieczeństwo. I tak było jej wystarczająco ciężka tylko dlatego, że sąd nakazał jej opiekę nade mną. I nie mogłam też tego zrobić Amy. Nie znając prawdy żyje się łatwiej. O wiele łatwiej.
Spojrzałam w lusterko w którym pochwyciłam spojrzenie Drake’a.
- Wszystko ok ? – spytał. W jego głosie było słychać troskę. Pokręciłam przeczącą głowę, wiedząc, że Amy mnie nie widzi.
- Tak – odpowiedziałam. Drake uśmiechnął się słabo. W jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Nic dziwnego, że spodobał się mojej przyjaciółce.
- To dokąd jedziemy ?
Zamierzaliśmy w zupełnie w przeciwnym kierunku niż znajdowała się szkoła. Mijając coraz więcej butików i innych markowych sklepów byłam prawie pewna, że pomysł należał do Amy.
-Oczywiście, że do Centrum Handlowego – powiedziała uradowana.
- Aha.
Normalnie pewnie nalegałabym aby wrócić do szkoły. Ale ,,normalnie’’ nie było dobry określeniem wokół tego wszystkiego. Tym bardziej, że i tak nie mogłabym się na niczym innym skupić niż na tej całej sprawie z wampirami. Było mi już wszystko jedno jak spędzę ten dzień, skoro miała mnie zabić jakaś rada czy coś tam. Chyba, że…
-W końcu – skwitowała Amy – poczekacie na mnie, ja tylko pójdę do toalety i za sekundę wracam.
-Jasne – odezwał się Drake.
Amy wysiadła z samochodu i pobiegła w stronę toalety. Byliśmy na parkingu podziemnym. Również wysiadłam, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i uniknąć Drake’a, ale on zrobił to samo.
-Wolałabym żebyś nie spotykał się z Amy – zaczęłam pewnie. Jego szare oczy podchodził pod niebieski przy jego bladoniebieskiej koszuli z rozpiętymi dwoma guzikami u góry.
-Masz rację. Ale naprawdę ją polubiłem…
- Ta…
- Wiem, że pewnie masz do mnie jakieś uprzedzenia ale to, że przyjaźnie się z Jamesem nie znaczy, że jestem taki jak on.
Otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale Drake wydawał się taki szczery i autentyczny, że aż sama byłam zaskoczona swoją reakcją.
- Powiedz mi tylko, że nic jej się nie stanie ? – zażądałam. Nie miałam siły dzisiaj o cokolwiek się sprzeczać.
- Obiecuje, tylko ciekawi mnie czemu jesteś taka spokojna po tym czego się dowiedziałaś ? Byłem przygotowany, że zarzucisz mnie masą pytań czy coś. – potarł ręką podbródek, jakby był nauczycielem czekającym na uzasadnienie mojej nieobecności.
- Starałam się znaleźć odpowiedzi w necie. Ale już sama nie wiedziałam co jest prawdą a co nie. Teraz to mi już jest obojętne czy śpicie w trumnach, zabijacie dziewce, pijecie krew lub czy można zabić was drewnianym kołkiem. Nie zmrużyłam oczu w nocy i najchętniej poszłabym spać… - zaczerpnęłam powietrza i oparłam się o samochód. Pod powiekami wciąż czułam piasek.
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć – przetarł ręką czoło - przepraszam tu chyba nic nie zmieni. - w jego głośnie było słychać wyraźne współczucie. Miałam coś powiedzieć, kiedy nagle Amy wyszła z toalety.
-Naprawdę mogliby raz na jakiś czas dołożyć ręczników papierowych – mokre dłonie wycierała o swoje jeansy. – Ok, już są suche. To co, idziemy do kawiarni najpierw? Jest na drugim piętrze.
Na samą myśli o gorącym, pełnym kofeiny expresso, poczułam się strasznie głodna. Nawet nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy od wyjazdu cioci coś jadłam. Najwyraźniej byłam, jestem wciąż za bardzo przerażona, a stres spokojnie sycił mój żołądek.
W kawiarni, tak jak się spodziewałam tylko jeden stolik był zajęty przez jakiś uczniów, a inni klienci tylko na chwilę wpadali prosząc o coś na wynos. Zajęliśmy stolik w samym rogu obok okna. Amy usiadła pod ścianą, a Drake obok niej. Ja natomiast usiadłam naprzeciwko nich.
-To co sobie państwo życzy ?- kelnerka nachyliła się nad nami z notesikiem. Miała może czterdzieści lat, a jej włosy były wciąż jasno rudne, jak na początku kiedy zaczynała tu pracę. Czyli jakieś siedem lat temu.
-Dla mnie dwie waniliowe babeczki i dużą, gorącą czekoladę – rzuciła bez namysłu Amy. Tak, była ona jedną z osób dla których kawa wywoływała odruch wymiotny. U mnie odruch wymiotny wywoływały wspomnienia z ostatnich dni. Szczególnie takiej jednej osoby…
- Dla mnie to samo – powiedział Drake, uśmiechając się do Amy. Ale to słodkie, aż mdli…
- Ja poproszę moce espresso i croisanta z czekoladą.
Kelnerka wszystko zanotowała i odeszła od baru. Wsunęłam się głębiej w krzesło, naciągnęłam na dłonie bluzę, próbując je ogrzać. Patrzyłam przed siebie nieco spod brwi, a włosy niesfornie opadały mi na ramiona. Przez chwilę próbowałam słuchać o czym rozmawia Amy z Drake’m ale ich tematem był film, którego tytułu nie mogłam nigdy zapamiętać.
- Rachel ! – Amy potrząsnęłam mną za ramie. Nie, chyba nie mogłam przysnąć. - Naprawdę wyglądasz strasznie. Nie jesteś czasem chora czy coś ?
Spojrzałam na Drake, który lekko kręcił głową co miało znaczyć, żeby nie wspominała o tym co naprawdę jest przyczyną mojego samopoczucia.
- Wiesz – wysiliłam się na słaby uśmiech i nonszalancko machnęłam ręką - …to przez hiszpański. Pan Williams nie lubi mnie, a ja nie chce mieć trójki na półrocze. Wczoraj wieczorem pisałam już trzeci referat bo tamte od razu skreślił z góry. I ta praca w parach – westchnęłam. – musiałam robić ją z Jamesem ale on kompletnie nie ogarnia hiszpańskiego więc dostałam jedynek ! To niesprawiedliwe. – skończyłam i ostatnie słowa wymówiłam nieco głośniej. To była całkiem logiczna teoria, pomijając fakt, że James był prawdopodobnie sto razy lepszy z hiszpańskiego od samego nauczyciela. Do tej pory bardzo przejmowałam się ocenami ale to już się chyba zmieniło. Cóż, przynajmniej Amy wyglądała na przekonaną.
Kelnerka przyniosła nasze zamówienie i odeszła cicho jak mysz, zwinnie wymijając inne stoliki. Zapach ciepłego rogalika i kawy był wprost odurzający. W końcu opinia najlepszej kawiarni w mieście do tego zobowiązywała. Ściany w kolorze mlecznej czekolady i drewniane stoliki przytulnie wypełniały to miejsce, sprawiając że mogłabym tu siedzieć cały dzień.
Zdmuchnęła piankę, trochę chłodząc espresso i powoli zaczęłam delektować się smakiem.
- Chyba będziesz miała szansę poprawić tą pracę na hiszpański - moja przyjaciółka gestykulując brwiami wskazała na wejście, kiedy zabrzęczał dzwoneczek. Przepraszające spojrzenie Drake, mogło oznaczać tylko jedno. Przełknęłam szybko gorącą kawę, parząc sobie język.
-To może my pójdziemy do salonu gier na chwilę ? Jestem pewna, że w bilardzie mnie nie pobijesz – Amy zaśmiała się uwodzicielsko do Drake’a. Oboje wstali, ona nieco go popchał w stronę baru. Dobrze wiedziałam, że zamierzała zostawić mi trochę prywatności na rozmowę .
-Czekajcie, idę z wami – zaczęłam szybko przerzucać rzeczy w torbie, aż w końcu wyłowiłam portfel. Wygramoliłam się ze stolika i… na kogoś wpadłam. A dokładniej na Jamesa który dzisiaj wyjątkową miał na sobie siwą bluzkę z długim rękawem i jeansy.
- Nie możesz po prostu zostawić mnie w spokoju ? – wysiliłam się na najbardziej zimny i obojętny ton jaki mogłam.
- Uwierz też bym tak wolał – żachnął się. – Ale nie wyjaśniliśmy sobie jeszcze wszystkiego.
-Co ? Wczoraj chyba dość już sobie wyjaśniliśmy wamp…- nie dokończyłam bo przycisnął swoją dłoń do moich ust.
-Cholera, może jeszcze głośniej – syknął mi do ucha i powoli zabrał rękę tylko dlatego żeby zaraz pociągnąć mnie w stronę baru. Nerwowo rozejrzałam się dookoła ale tylko kilka osób patrzyło zaciekawionych na nas. Czy naprawdę mówiłam tak głośno, czy on był jakiś przewrażliwiony? James wyciągnął z kurtki kilka pogniecionych banknotów i dał kelnerce.
- Reszty nie trzeba – rzucił do zdezorientowanej kobiety, która w dalszym ciągu nie mogła uwierzyć za tak hojny napiwek. Cóż, ja nie mogłam uwierzyć, że cham bez serca zapłacił za mój rachunek. Gdyby wiedziała o tym wcześniej na pewno zamówiłabym coś dużo droższego.
-O nie – zatrzymałam się gwałtownie przed ruchomymi schodami prowadzącymi na podziemny parking. - Nigdy nie jadę. Jak chcesz pogadać to gdzieś tutaj, w centrum. – wolałam przebywać z nim wśród świadków. U mnie w domu nie było nikogo i już wczoraj popełniłam błąd, zapraszając go do siebie.
Na jego twarzy plątało się rozbawianie.
- Chyba się mnie nie boisz ? – spytał rozbawiony. W jego policzkach nie pojawiały się takie dołeczki jak u Drake’a ale jego uśmiech był tak… beztroski i pogodny. Na chwile jego złowroga maska nieugiętego zabójcy gdzieś znikła i to wystarczyło żeby dostrzec tą małą cząstkę normalności.
- Może do pizza hot ? – zaproponowałam, wymijając się od jego wcześniejszego pytania. W dalszym ciągu byłam głodna bo moje śniadanie zostało nie ruszone w kawiarni.
Była dopiero dziesiąta więc byliśmy jedynymi klientami.
Miałam już spytać się czemu nic nie zamawia, kiedy pierwszy kawałek mojej pizzy wylądował u mnie w buzi, ale szybko przypomniałam sobie, że przecież jego menu jest bardziej… krwiste? James jak na razie przez cały czas sztywno przyglądał mi się jak jem, aż w końcu otworzył usta żeby coś powiedzieć.
- Rozmawiałem z Artemmą, na razie mają nieco ważniejsze sprawy ale niestety już wiedzą o tobie i na pewno tego tak nie zostawią.
Mój spokój o ile w ogóle pojawił się już zniknął. W głowie plątały mi się tysiące myśli ale kiedy próbowałam o cokolwiek zapytać, słowa grzęzły w gardle.
- Wampiry nie traktują ludzi na równi, więc lepiej żebyś trzymała się blisko mnie.
-Co ? – nic z tego nie rozumiałam. James przewrócił oczami.
- Słuchaj, nie wiem kiedy dokładnie się po ciebie zjawią, a jak już będą to mają gdzieś co im powiesz. Artemma nie ma w zwyczaju robić wyjątków ale zgodziła się na spotkanie. Dlatego jak się pojawią po ciebie to z nimi porozmawiam. – wyszczerzył zęby jakby właśnie odkrył lekarstwo na śmiertelną chorobę. Zsunęłam się z krzesła i niemal czułam jak zbliża się ból głowy. Czyli teraz moje życie zależy od tego czy ten dupek z nimi porozmawia? Moja pierwsza myśl to, że równie dobrze mogę skoczyć z mostu, a druga, że James będzie ciągle koło mnie się kręcił albo ja koło niego. Bo jemu to wszystko jedno. Skoro nie ma nic do stracenia, to ja powinnam się go pilnować, jeśli zamierzałam jeszcze trochę pożyć.
- Kto to Artemma? – spytałam.
- Najpotężniejsza wampirzyca, ale im mniej wiesz tym lepiej, więc się już nie pytaj o nic. – uciął.
- A co to za różnica ile już wiem ? Przecież tak czy inaczej mnie zabiją.
- W sumie masz racje ale życie nie jest sprawiedliwe i to ja potem będę mieć problemy nawet, kiedy już cię zakopią. – odparł nonszalancko z głupi uśmieszkiem. Odstawiłam kawałek pizzy z powrotem na talerz. Już nie byłam głodna gdyż mój żołądek znowu się skurczył. I tak. Nie było żadnej sprawiedliwości w tym, że go spotkałam i dałam wciągnąć się w to całe bagno. Ale pozbawiłam się już jakichkolwiek złudzeń, że to tylko sen.
- Wyluzuj – powiedział, odchylając głowę do tylu i przymykając powieki.
- Dobrze, że ty się niczym nie przejmujesz – prychnęłam. Nagle poczułam się znowu nieswoją w jego obecności. Wyciągnęłam komórkę aby napisać do Amy ale właśnie weszła do pizzerii z Drake’em. O Boże, oni trzymali się za ręce!
-Tak myślałem, że tu będziecie – Drake posłał Jamesowi badawcze spojrzenie, ale ten tylko przewrócił oczami.
-A właśnie ! – Amy rzuciła swoją wielką, brązową torbę na stół. – Spotkaliśmy Jessice i – wyciągnęła cztery bladoróżowe koperty. - …zaprosiła nas na swoja imprezę urodzinową.
Jessica, nadziana laska, która mimo że była sympatyczna, jej hobby był zmienianie chłopaków jak rękawiczki. W sumie od początku roku zamieniłam z nią może dwa słowa, albo nawet nie. Moja przyjaciółka dalej stała podekscytowana, wymachując mi przed nosem kopertami.
-Ja nie.. – zaczęłam ale pewnie dupek nagle się ożywił i mi przerwał.
- Jasne, że idziemy – James wziął od Amy, która prawdę mówiąc ucieszyła się i to bardzo, dwa zaproszenia.
-To kiedy jest ta impreza – jeżeli nie chciałam sama spotkać się z jakimiś innymi wampirami musiałam tam pójść.
- Dzisiaj o dwudziestej – powiedziała Amy, a na ustach Jamsea pojawił się triumfalny uśmieszek.
Przed garażem stał elegancki i nieco prestiżowy, srebrny mercedes, z przyciemnionymi szybami. Przez opuszczone okno z przodu wyglądała rozpromieniona buzia Amy, otulona jej rudymi lokami. Zamknęłam drzwi na klucz i wolnym krokiem szłam w stronę auta.
-No jesteś śpiochu – przywitała się Amy, kiedy rzuciłam swoją torbę na tylnie siedzenie i usiadłam tuż za nią. Zaczęliśmy wyjeżdżać z podjazdu.
- Co powiesz abyśmy nie szli dzisiaj do szkoły ? – moja przyjaciółka odwróciła się na siedzeniu, opierając podbródek na oparciu. Nagle uniosła znacznie brwi i jej uśmiech znikł. - Nic ci nie jest? Wyglądasz strasznie.
- Dzięki – odparłam beznamiętnie. – Nie mogłam się wyspać, ciocia zadzwoniła i uprzedziła mnie, że jej wyjazd może potrwać trochę dłużej .
- Co ja bym dała żeby moi rodzice zostawili mi wolną chatę na kilka dni – rozmarzona, przymknęła powieki i odwróciła się z powrotem do przodu.
Wczoraj cały dzień przesiedziałam w domu, w którym czułam się w pewien sposób bezpiecznie. Ciocia Katy zadzwoniła wieczorem, oznajmiając, że jeszcze kilka dni tam zostanie. Co prawda dziesięć razy pytała się czy wszystko jest OK i za każdym razem kłamałam, że tak. Bo jeżeli to wszystko jest prawdą, nie mogłabym narazić jej na niebezpieczeństwo. I tak było jej wystarczająco ciężka tylko dlatego, że sąd nakazał jej opiekę nade mną. I nie mogłam też tego zrobić Amy. Nie znając prawdy żyje się łatwiej. O wiele łatwiej.
Spojrzałam w lusterko w którym pochwyciłam spojrzenie Drake’a.
- Wszystko ok ? – spytał. W jego głosie było słychać troskę. Pokręciłam przeczącą głowę, wiedząc, że Amy mnie nie widzi.
- Tak – odpowiedziałam. Drake uśmiechnął się słabo. W jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Nic dziwnego, że spodobał się mojej przyjaciółce.
- To dokąd jedziemy ?
Zamierzaliśmy w zupełnie w przeciwnym kierunku niż znajdowała się szkoła. Mijając coraz więcej butików i innych markowych sklepów byłam prawie pewna, że pomysł należał do Amy.
-Oczywiście, że do Centrum Handlowego – powiedziała uradowana.
- Aha.
Normalnie pewnie nalegałabym aby wrócić do szkoły. Ale ,,normalnie’’ nie było dobry określeniem wokół tego wszystkiego. Tym bardziej, że i tak nie mogłabym się na niczym innym skupić niż na tej całej sprawie z wampirami. Było mi już wszystko jedno jak spędzę ten dzień, skoro miała mnie zabić jakaś rada czy coś tam. Chyba, że…
-W końcu – skwitowała Amy – poczekacie na mnie, ja tylko pójdę do toalety i za sekundę wracam.
-Jasne – odezwał się Drake.
Amy wysiadła z samochodu i pobiegła w stronę toalety. Byliśmy na parkingu podziemnym. Również wysiadłam, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i uniknąć Drake’a, ale on zrobił to samo.
-Wolałabym żebyś nie spotykał się z Amy – zaczęłam pewnie. Jego szare oczy podchodził pod niebieski przy jego bladoniebieskiej koszuli z rozpiętymi dwoma guzikami u góry.
-Masz rację. Ale naprawdę ją polubiłem…
- Ta…
- Wiem, że pewnie masz do mnie jakieś uprzedzenia ale to, że przyjaźnie się z Jamesem nie znaczy, że jestem taki jak on.
Otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale Drake wydawał się taki szczery i autentyczny, że aż sama byłam zaskoczona swoją reakcją.
- Powiedz mi tylko, że nic jej się nie stanie ? – zażądałam. Nie miałam siły dzisiaj o cokolwiek się sprzeczać.
- Obiecuje, tylko ciekawi mnie czemu jesteś taka spokojna po tym czego się dowiedziałaś ? Byłem przygotowany, że zarzucisz mnie masą pytań czy coś. – potarł ręką podbródek, jakby był nauczycielem czekającym na uzasadnienie mojej nieobecności.
- Starałam się znaleźć odpowiedzi w necie. Ale już sama nie wiedziałam co jest prawdą a co nie. Teraz to mi już jest obojętne czy śpicie w trumnach, zabijacie dziewce, pijecie krew lub czy można zabić was drewnianym kołkiem. Nie zmrużyłam oczu w nocy i najchętniej poszłabym spać… - zaczerpnęłam powietrza i oparłam się o samochód. Pod powiekami wciąż czułam piasek.
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć – przetarł ręką czoło - przepraszam tu chyba nic nie zmieni. - w jego głośnie było słychać wyraźne współczucie. Miałam coś powiedzieć, kiedy nagle Amy wyszła z toalety.
-Naprawdę mogliby raz na jakiś czas dołożyć ręczników papierowych – mokre dłonie wycierała o swoje jeansy. – Ok, już są suche. To co, idziemy do kawiarni najpierw? Jest na drugim piętrze.
Na samą myśli o gorącym, pełnym kofeiny expresso, poczułam się strasznie głodna. Nawet nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy od wyjazdu cioci coś jadłam. Najwyraźniej byłam, jestem wciąż za bardzo przerażona, a stres spokojnie sycił mój żołądek.
W kawiarni, tak jak się spodziewałam tylko jeden stolik był zajęty przez jakiś uczniów, a inni klienci tylko na chwilę wpadali prosząc o coś na wynos. Zajęliśmy stolik w samym rogu obok okna. Amy usiadła pod ścianą, a Drake obok niej. Ja natomiast usiadłam naprzeciwko nich.
-To co sobie państwo życzy ?- kelnerka nachyliła się nad nami z notesikiem. Miała może czterdzieści lat, a jej włosy były wciąż jasno rudne, jak na początku kiedy zaczynała tu pracę. Czyli jakieś siedem lat temu.
-Dla mnie dwie waniliowe babeczki i dużą, gorącą czekoladę – rzuciła bez namysłu Amy. Tak, była ona jedną z osób dla których kawa wywoływała odruch wymiotny. U mnie odruch wymiotny wywoływały wspomnienia z ostatnich dni. Szczególnie takiej jednej osoby…
- Dla mnie to samo – powiedział Drake, uśmiechając się do Amy. Ale to słodkie, aż mdli…
- Ja poproszę moce espresso i croisanta z czekoladą.
Kelnerka wszystko zanotowała i odeszła od baru. Wsunęłam się głębiej w krzesło, naciągnęłam na dłonie bluzę, próbując je ogrzać. Patrzyłam przed siebie nieco spod brwi, a włosy niesfornie opadały mi na ramiona. Przez chwilę próbowałam słuchać o czym rozmawia Amy z Drake’m ale ich tematem był film, którego tytułu nie mogłam nigdy zapamiętać.
- Rachel ! – Amy potrząsnęłam mną za ramie. Nie, chyba nie mogłam przysnąć. - Naprawdę wyglądasz strasznie. Nie jesteś czasem chora czy coś ?
Spojrzałam na Drake, który lekko kręcił głową co miało znaczyć, żeby nie wspominała o tym co naprawdę jest przyczyną mojego samopoczucia.
- Wiesz – wysiliłam się na słaby uśmiech i nonszalancko machnęłam ręką - …to przez hiszpański. Pan Williams nie lubi mnie, a ja nie chce mieć trójki na półrocze. Wczoraj wieczorem pisałam już trzeci referat bo tamte od razu skreślił z góry. I ta praca w parach – westchnęłam. – musiałam robić ją z Jamesem ale on kompletnie nie ogarnia hiszpańskiego więc dostałam jedynek ! To niesprawiedliwe. – skończyłam i ostatnie słowa wymówiłam nieco głośniej. To była całkiem logiczna teoria, pomijając fakt, że James był prawdopodobnie sto razy lepszy z hiszpańskiego od samego nauczyciela. Do tej pory bardzo przejmowałam się ocenami ale to już się chyba zmieniło. Cóż, przynajmniej Amy wyglądała na przekonaną.
Kelnerka przyniosła nasze zamówienie i odeszła cicho jak mysz, zwinnie wymijając inne stoliki. Zapach ciepłego rogalika i kawy był wprost odurzający. W końcu opinia najlepszej kawiarni w mieście do tego zobowiązywała. Ściany w kolorze mlecznej czekolady i drewniane stoliki przytulnie wypełniały to miejsce, sprawiając że mogłabym tu siedzieć cały dzień.
Zdmuchnęła piankę, trochę chłodząc espresso i powoli zaczęłam delektować się smakiem.
- Chyba będziesz miała szansę poprawić tą pracę na hiszpański - moja przyjaciółka gestykulując brwiami wskazała na wejście, kiedy zabrzęczał dzwoneczek. Przepraszające spojrzenie Drake, mogło oznaczać tylko jedno. Przełknęłam szybko gorącą kawę, parząc sobie język.
-To może my pójdziemy do salonu gier na chwilę ? Jestem pewna, że w bilardzie mnie nie pobijesz – Amy zaśmiała się uwodzicielsko do Drake’a. Oboje wstali, ona nieco go popchał w stronę baru. Dobrze wiedziałam, że zamierzała zostawić mi trochę prywatności na rozmowę .
-Czekajcie, idę z wami – zaczęłam szybko przerzucać rzeczy w torbie, aż w końcu wyłowiłam portfel. Wygramoliłam się ze stolika i… na kogoś wpadłam. A dokładniej na Jamesa który dzisiaj wyjątkową miał na sobie siwą bluzkę z długim rękawem i jeansy.
- Nie możesz po prostu zostawić mnie w spokoju ? – wysiliłam się na najbardziej zimny i obojętny ton jaki mogłam.
- Uwierz też bym tak wolał – żachnął się. – Ale nie wyjaśniliśmy sobie jeszcze wszystkiego.
-Co ? Wczoraj chyba dość już sobie wyjaśniliśmy wamp…- nie dokończyłam bo przycisnął swoją dłoń do moich ust.
-Cholera, może jeszcze głośniej – syknął mi do ucha i powoli zabrał rękę tylko dlatego żeby zaraz pociągnąć mnie w stronę baru. Nerwowo rozejrzałam się dookoła ale tylko kilka osób patrzyło zaciekawionych na nas. Czy naprawdę mówiłam tak głośno, czy on był jakiś przewrażliwiony? James wyciągnął z kurtki kilka pogniecionych banknotów i dał kelnerce.
- Reszty nie trzeba – rzucił do zdezorientowanej kobiety, która w dalszym ciągu nie mogła uwierzyć za tak hojny napiwek. Cóż, ja nie mogłam uwierzyć, że cham bez serca zapłacił za mój rachunek. Gdyby wiedziała o tym wcześniej na pewno zamówiłabym coś dużo droższego.
-O nie – zatrzymałam się gwałtownie przed ruchomymi schodami prowadzącymi na podziemny parking. - Nigdy nie jadę. Jak chcesz pogadać to gdzieś tutaj, w centrum. – wolałam przebywać z nim wśród świadków. U mnie w domu nie było nikogo i już wczoraj popełniłam błąd, zapraszając go do siebie.
Na jego twarzy plątało się rozbawianie.
- Chyba się mnie nie boisz ? – spytał rozbawiony. W jego policzkach nie pojawiały się takie dołeczki jak u Drake’a ale jego uśmiech był tak… beztroski i pogodny. Na chwile jego złowroga maska nieugiętego zabójcy gdzieś znikła i to wystarczyło żeby dostrzec tą małą cząstkę normalności.
- Może do pizza hot ? – zaproponowałam, wymijając się od jego wcześniejszego pytania. W dalszym ciągu byłam głodna bo moje śniadanie zostało nie ruszone w kawiarni.
Była dopiero dziesiąta więc byliśmy jedynymi klientami.
Miałam już spytać się czemu nic nie zamawia, kiedy pierwszy kawałek mojej pizzy wylądował u mnie w buzi, ale szybko przypomniałam sobie, że przecież jego menu jest bardziej… krwiste? James jak na razie przez cały czas sztywno przyglądał mi się jak jem, aż w końcu otworzył usta żeby coś powiedzieć.
- Rozmawiałem z Artemmą, na razie mają nieco ważniejsze sprawy ale niestety już wiedzą o tobie i na pewno tego tak nie zostawią.
Mój spokój o ile w ogóle pojawił się już zniknął. W głowie plątały mi się tysiące myśli ale kiedy próbowałam o cokolwiek zapytać, słowa grzęzły w gardle.
- Wampiry nie traktują ludzi na równi, więc lepiej żebyś trzymała się blisko mnie.
-Co ? – nic z tego nie rozumiałam. James przewrócił oczami.
- Słuchaj, nie wiem kiedy dokładnie się po ciebie zjawią, a jak już będą to mają gdzieś co im powiesz. Artemma nie ma w zwyczaju robić wyjątków ale zgodziła się na spotkanie. Dlatego jak się pojawią po ciebie to z nimi porozmawiam. – wyszczerzył zęby jakby właśnie odkrył lekarstwo na śmiertelną chorobę. Zsunęłam się z krzesła i niemal czułam jak zbliża się ból głowy. Czyli teraz moje życie zależy od tego czy ten dupek z nimi porozmawia? Moja pierwsza myśl to, że równie dobrze mogę skoczyć z mostu, a druga, że James będzie ciągle koło mnie się kręcił albo ja koło niego. Bo jemu to wszystko jedno. Skoro nie ma nic do stracenia, to ja powinnam się go pilnować, jeśli zamierzałam jeszcze trochę pożyć.
- Kto to Artemma? – spytałam.
- Najpotężniejsza wampirzyca, ale im mniej wiesz tym lepiej, więc się już nie pytaj o nic. – uciął.
- A co to za różnica ile już wiem ? Przecież tak czy inaczej mnie zabiją.
- W sumie masz racje ale życie nie jest sprawiedliwe i to ja potem będę mieć problemy nawet, kiedy już cię zakopią. – odparł nonszalancko z głupi uśmieszkiem. Odstawiłam kawałek pizzy z powrotem na talerz. Już nie byłam głodna gdyż mój żołądek znowu się skurczył. I tak. Nie było żadnej sprawiedliwości w tym, że go spotkałam i dałam wciągnąć się w to całe bagno. Ale pozbawiłam się już jakichkolwiek złudzeń, że to tylko sen.
- Wyluzuj – powiedział, odchylając głowę do tylu i przymykając powieki.
- Dobrze, że ty się niczym nie przejmujesz – prychnęłam. Nagle poczułam się znowu nieswoją w jego obecności. Wyciągnęłam komórkę aby napisać do Amy ale właśnie weszła do pizzerii z Drake’em. O Boże, oni trzymali się za ręce!
-Tak myślałem, że tu będziecie – Drake posłał Jamesowi badawcze spojrzenie, ale ten tylko przewrócił oczami.
-A właśnie ! – Amy rzuciła swoją wielką, brązową torbę na stół. – Spotkaliśmy Jessice i – wyciągnęła cztery bladoróżowe koperty. - …zaprosiła nas na swoja imprezę urodzinową.
Jessica, nadziana laska, która mimo że była sympatyczna, jej hobby był zmienianie chłopaków jak rękawiczki. W sumie od początku roku zamieniłam z nią może dwa słowa, albo nawet nie. Moja przyjaciółka dalej stała podekscytowana, wymachując mi przed nosem kopertami.
-Ja nie.. – zaczęłam ale pewnie dupek nagle się ożywił i mi przerwał.
- Jasne, że idziemy – James wziął od Amy, która prawdę mówiąc ucieszyła się i to bardzo, dwa zaproszenia.
-To kiedy jest ta impreza – jeżeli nie chciałam sama spotkać się z jakimiś innymi wampirami musiałam tam pójść.
- Dzisiaj o dwudziestej – powiedziała Amy, a na ustach Jamsea pojawił się triumfalny uśmieszek.
piątek, 20 lipca 2012
Mroczny sekret cz. 4
Wskazówka zegara przesuwała się wyjątkowo wolno. Pana Williamsa nie było, więc mieliśmy zastępstwo z jakąś młodą panią. Myślałam, że Amy co najwyżej się spóźni ale nie pokazała się w ogóle na lekcji. A przecież widziałam ją na parkingu. W każdym bądź razie dzięki temu mogłam usiąść na jej miejscu, z dala od Jamesa. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie ale kiedy spoglądałam do tyłu wszyscy mieli zawieszone głowy na zeszytami.
Westchnęłam znużona i odwróciłam się do tablicy. Ta kobieta ciągnęła swój monolog, nieporuszona tym, że kompletnie nikt jej nie słucha. Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek, postanowiłam poszukać Amy. Zadzwoniłam do niej i po dwóch sygnałach usłyszałam jej głos .
-Hej Rachel!
-Hej. Jesteś w szkole ? Bo widziałam cię na parkingu przed hiszpańskim.
-A no tak. Postanowiliśmy zerwać się z pierwszej lekcji.
-Postanowiliśmy ? Jesteś z kimś ?
-Jesteśmy na stołówce. – rozłączyła się nic więcej nie mówiąc.
Zeszłam na dół i kiedy zbliżałam się do stolika w który siedziała, ujrzałam chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Amy miała długie, kręcone, rude włosy i zielone oczy przez co było naprawdę piękna. Aż dziwne, że widok jej z płcią przeciwną był tak rzadki. Mimo że kiedy poznałyśmy się w gimnazjum była osobą towarzyska i zabawną, a swoim optymizmem zarażała wszystkich to do chłopaków zawsze była dość sceptycznie nastawiona. Nie sądziłam, że w liceum to się zmieni.
-Rachel ! – Amy pomachała ręką w geście żebym się dosiadła. W stołówce nie było nikogo innego oprócz nich i kucharki, która cały czas wychodziła na papierosa. Kiedy usiadłam obok niej, miałam okazje przyjrzeć się jej znajomemu.
-Jestem Drake - przedstawił się. Jego kruczoczarne włosy idealnie podkreślały kości policzkowe i szare oczy. Ale kiedy pomyślałam czy widziałam kogoś bardziej przystojniejszego , przed moim oczami pojawił się James. To było dziwne. Bardzo dziwne.
- Chodzisz do naszej szkoły, bo jakoś chyba nie spotkałam cię wcześniej ? – spytałam, próbując wyrzucić wizerunek Jamesa z głowy. Ale to nie było takie łatwe, tym bardziej, kiedy było on wampirem
-Niedawno się przeprowadziłem. Ale najprawdopodobniej będę tylko do końca pierwszego semestru.
-Mam nadzieje, że nie będziesz musiał wyjeżdżać – powiedziała Amy. Całkowicie w niego zapatrzona i rozmarzona wydała mi się zupełnie obca.
-Przynieś wam colę ? – zapytał.
-Jasne.
Kiedy znalazł się przy automacie w bezpiecznej odległość, Amy odwróciła się do mnie i zaczerpnęła głęboki oddech, przygotowując się do zdania relacji.
- Boże! On jest tak seksowny, że nie mogę się skupić na tym co mówię. Pewnie paplałam jak idiotka przez cały czas – zachichotała i zerknęła na niego z ukosa. -Jak myślisz, czy to czasem nie jest sen ? – zrobiła smutną minę, jakby rzeczywiście wszystko miało okazać się jednym, wielki złudzeniem .
-Wydaje się być całkiem w porządku – powiedziałam.
Amy wyprostowała się jak na szpilkach, kiedy Drake wrócił z piciem. Otworzyłam swoją puszkę i napiłam się. Tego właśnie potrzebowałam. Normalnej rozmowy w której nikt nie chce mnie zabić, ani nie rozpoznaje grupy krwi.
- Mój znajomy chyba niedawno przeniósł się do waszej szkoły –Drake zaczął po chwili.
-Tak? Pewnie James – Amy oparła głowę na splecionych dłoniach i wciąż szaleńczo wpatrywała się w niego.
Nie. Nie. Nie. Błagam powiedz, że to nie on.
-Tak. Znamy się od dziecka.
Zaskoczona jego odpowiedzią, zaczęłam krztusić się piciem.
-Rachel, wszystko dobrze ? – Amy poklepała mnie po plecach.
-Nic mi nie jest. – wytarłam wierzchnią dłoni usta i odstawiłam puszkę na stół. Spojrzałam na Drake i w jego wyrazie twarzy coś się zmieniło. Przyglądał mi się on z ostrożnością.
-Dobrze znacie się z Jamsem ? – spytał, wciąż patrząc na mnie.
-Nie – ucięłam szybko. - muszę iść – dodałam akurat kiedy zadzwonił dzwonek.
-My się trochę spóźnimy. - poinformowała mnie Amy, która w dalszym ciągu była w niesamowitym nastroju.
Pobiegłam schodami na górę pod salę. Nie byłam pewna czy powinnam zostawiać Amy samą z Drake’m. Jeżeli przyjaźnił się on z Jamesem mogło by to oznaczać, że również jest wampirem.
Nauczyciela jeszcze nie było, więc wszyscy czekali pod salą. James niedbale opierał się o ścianę przeglądając jakieś papiery. Najbliżej niego stała oczywiście Miriam ze swoją świtą. Świetnie. Podeszłam do niego.
-Możemy porozmawiać ?
-Czego chcesz ? – warknął. Boże, on jest psychiczny.
-Choć – wskazałam okno na końcu korytarza. Przeszliśmy tam, kiedy najprawdopodobniej nikt nas nie usłysz. Oparł się o parapet i patrzył się na mnie jak na idiotkę.
- Czy Drake też jest taki jak ty ?
Nauczyciel już wpuszczał uczniów do klasy.
-Nie powinnaś się tym interesować – James momentalnie spoważniał.
-Czyli jest ? – niepewnie stwierdziłam po chwili.
Zacisnął wargi, które utworzył prostą linię. Nie opowiadał co mogło oznaczać, że owszem, Drake jest wampirem.
- On siedzi teraz z Amy w stołówce. Co jak jej coś zrobi ?! – nerwowo odgarnęłam swoje ciemne włosy za ucho aby pojedyncze kosmyki nie wpadały mi w oczy. James przyglądał mi się i nic nie mówił. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
-To ja po niego zadzwoniłem. Zrobisz sobie dzisiaj wolne – po chwili złapał mnie za ramię i poprowadził wzdłuż schodów.
-Dokąd idziemy ? – próbowałam mu się wyszarpać ale różnie dobrze mogłabym walić w kamień.
-Zobaczysz.
Szliśmy do… stołówki ? Tak. Bez słowa zmierzaliśmy tam. On idąc pewny krokiem, ja potykając się o własne nogi.
-Możesz mnie tak nie ciągnąć, co ? ! – burknęłam na niego.
-Trzeba było nie wtykać nos w nie swoje sprawy – odpowiedział ze spokojem. Gdyby nie to, że właśnie znaleźliśmy się w stołówce wygarnęłabym mu nieco.
-No proszę – przywitał nas Drake z uśmiechem. .
-Musimy pogadać – powiedział twardo Jeams.
Amy spojrzała zaniepokojona na jego rękę, którą wciąż zaciskał na moim ramieniu.
-Rachel, wszystko ok ? – szepnęła trochę zdezorientowała.
-Tak – odpowiedział za mnie James. – Mogłabyś zostawić nas samych ? – spytał się jej, patrząc prosto w oczy. Amy zamrugała.
-Jasne – wstała od stolika i wymijając mnie bez słowa ruszyła w stronę schodów. To było do niej zupełnie niepodobne.
-O co chodzi Cavarialli ?– spytał Drake.
-Mam z nią problem – odparł jakby z pogardą, wskazując na mnie.
Tego już było za wiele.
-Ze mną ?! –zakpiłam – to może zapomniałeś jak chciałeś mnie zabić na Cheryllstreet?! – prawie krzyknęłam z wściekłości. Oboje rozejrzeli się czy nikt nie podsłuchuje, ale oprócz kilku automatów i zamkniętej jeszcze kuchni nie było tu nikogo. Drake potarł czoło i spojrzał na James karcąco.
-Wiesz, że jak już zamierzasz to robić, to trzeba usunąć wspomnienia? – w jego głosie wyraźnie było słychać dezaprobatę. Był on opanowany i w pewien sposób dawał wrażenie osoby bardzo odpowiedzialnej.
-Naprawdę ? Że też nie przyszło mi do głowy– rzucił sarkastycznie James jakby było to najgłupsze pytanie na świcie.
-Chciałeś mi usunąć wspomnienia ? - nie mogłam stać i milczeć, kiedy rozmawiali o mnie.
- Jak widzisz nie podziałało – kontynuował ignorując moje pytanie.
- Wiesz, że to niemożliwe ? – Drake przyglądał mi się teraz z niepokojem, ciągle mówiąc do Jamesa.
- Wiem.
- Znasz prawo. Podejrzewam, że góra dwa tygodnie i przybędą. – odparł Drake.
Jakie prawo ? Nie miałam zielonego pojęcia o czym oni rozmawiają, ale nie brzmiało to dobrze. Widziałam jak James staję się coraz bardziej spięty i tylko kiwnął głowę na potwierdzenie.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi ? – powiedziałam nieco głośniej aby w końcu zauważyli, że jednak tu jestem.
- Zadzwoń do mnie jakby zaczęli działać. Którekolwiek. – zwróciły się do Draka, który ostatni raz spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł. Miałam ochotę pójść za nim, wrócić na lekcje i o wszystkim zapomnieć. Teoretycznie było to możliwe ale w praktyce zostałam sama z wampirem, który był nieziemsko przystojny i mógł mnie zabić. Moja pewność siebie spadała z każdą chwila, kiedy uświadamiałam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę i w głębi serca coś podpowiadało mi, że to dopiero początek.
Kiedy James oznajmił, że odwiezie mnie do domu nie dając mi dojść do słowa, zgodziłam się. Co prawda miałam lekcje, a ciocia wracała dopiero za tydzień więc nie powinnam wagarować ale to było co innego. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie słowem. Miał mi wszystko wyjaśnić w domu, na spokojnie.
Podjeżdżając pod parking miałam obawy, że zapraszanie do domu Jamesa nie jest dobrym pomysłem. Tyle razy mówiono w wiadomościach o morderstwach, uprowadzeniach i kradzieżach. Co jeśli to wszystko sprawka wampirów ?
Idąc w stronę werandy, spojrzałam z ukosa na Jamesa. Dalej wydawał się cały spięty i poirytowany. Powoli zza chmur wychodziło słońce, którego promyki zatrzymywały się na jego twarzy. W świetle wyglądał jeszcze lepiej, o ile było to możliwe. Każdy milimetr jego oliwkowej skóry był idealny, pod każdym względem. Czy czasem pod tą maską nie kryła się bestia ?
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Wyjęłam z kieszeni klucz i przekręciłam zamek, słysząc znajome trzaśnięci poczułam się trochę lepiej. Jeams otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i od razu się zatrzymałam.
-Nie potrzebujesz czasem zaproszenia, czy coś? – spytała, pamiętając słowiańskie legendy.
- Nie. Wszędzie jestem mile widziany. - zrobił pewny krok przez próg i posłał mi pełen sarkazmu uśmiech. Przeszedł do salonu i opadł na kanapę. Zdjął kurtkę którą położył tuż obok siebie.
Usiadłam naprzeciwko niego w fotelu. Pomyślałam, że dobrze było by zaproponować coś do jedzenia, ale okoliczności tego nie wymagały. To nie było spotkanie towarzyskie z kolegą ze szkoły. Sądzę, że łatwiej byłoby mi dzielić przestrzeń z cuchnącym bezdomnym niż z nim.
- Miałeś mi wszystko wyjaśnić – popędziłam go, kiedy siedział tak wpatrzony ślepo w przestrzeń i nic nie mówił .
- Słuchaj, to że dowiedziałaś się prawdy nie jest dobre. Rada wampirów nie dopuszcza ludzi do tej wiedzy. – podniósł na mnie wzrok i zacisnął swoje czerwone wargi.
-Ale nie rozumiem o co tyle zamieszania. Przecież po prostu nie musze nikomu mówić o tobie i w ogóle o wampirach. To proste.
-Nieprawda. – uciął. – A nawet jak tak, rada by na to nie pozwoli.
-Ale ja nic nie wiem o twoim świecie. – zupełnie nic. Poczułam jakby kamień spadł mi z serca. Nic złego nie zrobiłam.
- Będą chcieli wyjaśnień jak to możliwe, że jesteś odporna na naszą perswazje – odezwał się szorstko.
- Dlaczego mówisz to w taki sposób jakbym sama wpędziła się w kłopoty ?
Zaskoczony, jakby ktoś go spoliczkował spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Gdybyś nie chciał wyssać ze mnie krwi tamtego wieczoru, nic takiego nie miało by miejsca. To ty masz problem, nie ja. - objęłam się ramionami bo atmosfera znacznie się oziębiła.
- Masz racje, powinienem cię zabić. – jego głos był oschły i strasznie cichy, taki beznamiętny.
- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś ? – w moim brzuchu pękła niewidzialna kula, zalewająca falą ciepła resztę mojego ciała. Czułam, że stąpałam po cienkim lodzie, który mógł runąć w każdej chwili.
James wzruszył ramionami. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Jak to możliwe, że pod tym wyglądem anioła naprawdę mógł kryć się pełen premedytacji morderca ?
- Czyli powinnam ci jeszcze dziękować, że próbujesz ratować mnie z czegoś, w co sam mnie wplątałeś? –rzuciłam retorycznie.
- Uznaj to za dobry gest prosto z serca. – uśmiechnął się arogancko.
- Ty nie masz serca – warknęłam przez zęby, a jego usta wykrzywiły się w mało sympatyczny grymas. Wstałam z fotelu i odeszłam do kuchni. Potrzebowałam dużą dawkę kofeiny żeby chociaż w połowie pobudzić się do logicznego myślenia. Na wszelki wypadek wstawiając wodę, wyciągnęłam nóż z szafki i położyłam niedaleko chlebaka. Tak, na wszelki wypadek.
Po kilka sekundach James przyszedł do kuchni. Rozglądał się po obrazach na ścianach, jakby je oceniał albo chciał ukraś. Nawet bym się nie zdziwiła jakby okazał się jeszcze kleptomanem.
- Gdzie reszta domowników ? – spytał, opierając się o blat i skrzyżował ręce na piersi.
-Ciotka jest w pracy.
-A rodzice ?
Woda już się zagotowała, i szybko zalałam kawę. Nie proponowałam jej Jamesowi, nie zasługiwał nawet na kranówkę.
- Nie żyją – odpowiedział pytająco. Pokiwałam głową. To nie tak, że drażnił mnie ten temat. Po prostu nic o nich nie wiedziałam więc wolałam unikać takich sytuacji. Dosypałam dwie łyżeczki cukru i upiłam spory łyk.
- Rada może się zjawić w ciągu dwóch tygodni – zaczął.
-Czekaj, a skąd oni wiedzą, że dowiedziałam się o tobie ?
- Jeden z członków rady ma wizje. Widzi sytuacje, kiedy nasz gatunek zostaje ujawniony.
-To dość fajne – zauważyłam.
-Dla ciebie ? – uniósł jedną brew – nie sądzę. Kiedy znajdują takie człowieka po prostu używają na nim perswazji i wmawiają, że nigdy o nas nie wiedział. A z tobą … - nie dokończył. Świdrował mnie wzrokiem jakby szukał odpowiedzi.
-Co ze mną ?!
- Zabiją cię. Jesteś tylko człowiekiem, który jest dla wampirów tylko pożywieniem.
-Zamknij się! – niemal krzyknęłam i uniosłam ręce przed siebie próbując nie dopuści do siebie tych słów. Moje serce zaczęło znacznie przyśpieszać, a adrenalina skoczyła w górę.
- Próbuje ci pomóc – powiedział szorstko.
-Jak ?! Po co mi to mówisz, skoro to i tak niczego nie zmieni?! Jaka to dla ciebie różnica dzień czy tydzień ?!- mój głos drżał panicznie, a oczy powoli zachodziły mi łzami. Zrobiłam krok w tył, próbując znów oddychać.
- Mogę jakoś przekonać Artemmę by tego nie robiła. – oznajmił robiąc krok w przód.
- Nie wątpię – zakpiłam.
-Mogą cię… przemienić.
Nie to chciałam usłyszeć. Nie tego się spodziewałam.
Przetarłam oczy, rozmazując makijaż i opadłam na krzesło, kiedy nogi się pode mną ugięły. To było jak kubeł ziemnej wody o poranku.
Nagle zadzwonił telefon. Raz. Drugi.
- Rano przyjedzie po ciebie Drake z Amy. Ona nic nie wiem i tak ma zostać – powiedział James oschle. Wytarłam rękawem mokre oczy ale kiedy uniosłam głowę żeby na niego spojrzeć już go nie było. Podbiegłam do okna i ujrzałam odjeżdżający samochód. Telefon przestał dzwonić. Wszystko ucichło, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Wizerunek wampira, który wykreowała telewizja tak bardzo odbiegał od tego wszystkiego. A może aż za bardzo były do siebie podobne. W Jamesie nie było nic dobrego. Jego wspaniały wygląd miał tuszować jego charakter. Bo naprawdę był samolubny, arogancki i chamski.
Bez sumienia.
Bez serca.
Westchnęłam znużona i odwróciłam się do tablicy. Ta kobieta ciągnęła swój monolog, nieporuszona tym, że kompletnie nikt jej nie słucha. Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek, postanowiłam poszukać Amy. Zadzwoniłam do niej i po dwóch sygnałach usłyszałam jej głos .
-Hej Rachel!
-Hej. Jesteś w szkole ? Bo widziałam cię na parkingu przed hiszpańskim.
-A no tak. Postanowiliśmy zerwać się z pierwszej lekcji.
-Postanowiliśmy ? Jesteś z kimś ?
-Jesteśmy na stołówce. – rozłączyła się nic więcej nie mówiąc.
Zeszłam na dół i kiedy zbliżałam się do stolika w który siedziała, ujrzałam chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Amy miała długie, kręcone, rude włosy i zielone oczy przez co było naprawdę piękna. Aż dziwne, że widok jej z płcią przeciwną był tak rzadki. Mimo że kiedy poznałyśmy się w gimnazjum była osobą towarzyska i zabawną, a swoim optymizmem zarażała wszystkich to do chłopaków zawsze była dość sceptycznie nastawiona. Nie sądziłam, że w liceum to się zmieni.
-Rachel ! – Amy pomachała ręką w geście żebym się dosiadła. W stołówce nie było nikogo innego oprócz nich i kucharki, która cały czas wychodziła na papierosa. Kiedy usiadłam obok niej, miałam okazje przyjrzeć się jej znajomemu.
-Jestem Drake - przedstawił się. Jego kruczoczarne włosy idealnie podkreślały kości policzkowe i szare oczy. Ale kiedy pomyślałam czy widziałam kogoś bardziej przystojniejszego , przed moim oczami pojawił się James. To było dziwne. Bardzo dziwne.
- Chodzisz do naszej szkoły, bo jakoś chyba nie spotkałam cię wcześniej ? – spytałam, próbując wyrzucić wizerunek Jamesa z głowy. Ale to nie było takie łatwe, tym bardziej, kiedy było on wampirem
-Niedawno się przeprowadziłem. Ale najprawdopodobniej będę tylko do końca pierwszego semestru.
-Mam nadzieje, że nie będziesz musiał wyjeżdżać – powiedziała Amy. Całkowicie w niego zapatrzona i rozmarzona wydała mi się zupełnie obca.
-Przynieś wam colę ? – zapytał.
-Jasne.
Kiedy znalazł się przy automacie w bezpiecznej odległość, Amy odwróciła się do mnie i zaczerpnęła głęboki oddech, przygotowując się do zdania relacji.
- Boże! On jest tak seksowny, że nie mogę się skupić na tym co mówię. Pewnie paplałam jak idiotka przez cały czas – zachichotała i zerknęła na niego z ukosa. -Jak myślisz, czy to czasem nie jest sen ? – zrobiła smutną minę, jakby rzeczywiście wszystko miało okazać się jednym, wielki złudzeniem .
-Wydaje się być całkiem w porządku – powiedziałam.
Amy wyprostowała się jak na szpilkach, kiedy Drake wrócił z piciem. Otworzyłam swoją puszkę i napiłam się. Tego właśnie potrzebowałam. Normalnej rozmowy w której nikt nie chce mnie zabić, ani nie rozpoznaje grupy krwi.
- Mój znajomy chyba niedawno przeniósł się do waszej szkoły –Drake zaczął po chwili.
-Tak? Pewnie James – Amy oparła głowę na splecionych dłoniach i wciąż szaleńczo wpatrywała się w niego.
Nie. Nie. Nie. Błagam powiedz, że to nie on.
-Tak. Znamy się od dziecka.
Zaskoczona jego odpowiedzią, zaczęłam krztusić się piciem.
-Rachel, wszystko dobrze ? – Amy poklepała mnie po plecach.
-Nic mi nie jest. – wytarłam wierzchnią dłoni usta i odstawiłam puszkę na stół. Spojrzałam na Drake i w jego wyrazie twarzy coś się zmieniło. Przyglądał mi się on z ostrożnością.
-Dobrze znacie się z Jamsem ? – spytał, wciąż patrząc na mnie.
-Nie – ucięłam szybko. - muszę iść – dodałam akurat kiedy zadzwonił dzwonek.
-My się trochę spóźnimy. - poinformowała mnie Amy, która w dalszym ciągu była w niesamowitym nastroju.
Pobiegłam schodami na górę pod salę. Nie byłam pewna czy powinnam zostawiać Amy samą z Drake’m. Jeżeli przyjaźnił się on z Jamesem mogło by to oznaczać, że również jest wampirem.
Nauczyciela jeszcze nie było, więc wszyscy czekali pod salą. James niedbale opierał się o ścianę przeglądając jakieś papiery. Najbliżej niego stała oczywiście Miriam ze swoją świtą. Świetnie. Podeszłam do niego.
-Możemy porozmawiać ?
-Czego chcesz ? – warknął. Boże, on jest psychiczny.
-Choć – wskazałam okno na końcu korytarza. Przeszliśmy tam, kiedy najprawdopodobniej nikt nas nie usłysz. Oparł się o parapet i patrzył się na mnie jak na idiotkę.
- Czy Drake też jest taki jak ty ?
Nauczyciel już wpuszczał uczniów do klasy.
-Nie powinnaś się tym interesować – James momentalnie spoważniał.
-Czyli jest ? – niepewnie stwierdziłam po chwili.
Zacisnął wargi, które utworzył prostą linię. Nie opowiadał co mogło oznaczać, że owszem, Drake jest wampirem.
- On siedzi teraz z Amy w stołówce. Co jak jej coś zrobi ?! – nerwowo odgarnęłam swoje ciemne włosy za ucho aby pojedyncze kosmyki nie wpadały mi w oczy. James przyglądał mi się i nic nie mówił. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
-To ja po niego zadzwoniłem. Zrobisz sobie dzisiaj wolne – po chwili złapał mnie za ramię i poprowadził wzdłuż schodów.
-Dokąd idziemy ? – próbowałam mu się wyszarpać ale różnie dobrze mogłabym walić w kamień.
-Zobaczysz.
Szliśmy do… stołówki ? Tak. Bez słowa zmierzaliśmy tam. On idąc pewny krokiem, ja potykając się o własne nogi.
-Możesz mnie tak nie ciągnąć, co ? ! – burknęłam na niego.
-Trzeba było nie wtykać nos w nie swoje sprawy – odpowiedział ze spokojem. Gdyby nie to, że właśnie znaleźliśmy się w stołówce wygarnęłabym mu nieco.
-No proszę – przywitał nas Drake z uśmiechem. .
-Musimy pogadać – powiedział twardo Jeams.
Amy spojrzała zaniepokojona na jego rękę, którą wciąż zaciskał na moim ramieniu.
-Rachel, wszystko ok ? – szepnęła trochę zdezorientowała.
-Tak – odpowiedział za mnie James. – Mogłabyś zostawić nas samych ? – spytał się jej, patrząc prosto w oczy. Amy zamrugała.
-Jasne – wstała od stolika i wymijając mnie bez słowa ruszyła w stronę schodów. To było do niej zupełnie niepodobne.
-O co chodzi Cavarialli ?– spytał Drake.
-Mam z nią problem – odparł jakby z pogardą, wskazując na mnie.
Tego już było za wiele.
-Ze mną ?! –zakpiłam – to może zapomniałeś jak chciałeś mnie zabić na Cheryllstreet?! – prawie krzyknęłam z wściekłości. Oboje rozejrzeli się czy nikt nie podsłuchuje, ale oprócz kilku automatów i zamkniętej jeszcze kuchni nie było tu nikogo. Drake potarł czoło i spojrzał na James karcąco.
-Wiesz, że jak już zamierzasz to robić, to trzeba usunąć wspomnienia? – w jego głosie wyraźnie było słychać dezaprobatę. Był on opanowany i w pewien sposób dawał wrażenie osoby bardzo odpowiedzialnej.
-Naprawdę ? Że też nie przyszło mi do głowy– rzucił sarkastycznie James jakby było to najgłupsze pytanie na świcie.
-Chciałeś mi usunąć wspomnienia ? - nie mogłam stać i milczeć, kiedy rozmawiali o mnie.
- Jak widzisz nie podziałało – kontynuował ignorując moje pytanie.
- Wiesz, że to niemożliwe ? – Drake przyglądał mi się teraz z niepokojem, ciągle mówiąc do Jamesa.
- Wiem.
- Znasz prawo. Podejrzewam, że góra dwa tygodnie i przybędą. – odparł Drake.
Jakie prawo ? Nie miałam zielonego pojęcia o czym oni rozmawiają, ale nie brzmiało to dobrze. Widziałam jak James staję się coraz bardziej spięty i tylko kiwnął głowę na potwierdzenie.
-Możecie mi wyjaśnić o co chodzi ? – powiedziałam nieco głośniej aby w końcu zauważyli, że jednak tu jestem.
- Zadzwoń do mnie jakby zaczęli działać. Którekolwiek. – zwróciły się do Draka, który ostatni raz spiorunował mnie wzrokiem i wyszedł. Miałam ochotę pójść za nim, wrócić na lekcje i o wszystkim zapomnieć. Teoretycznie było to możliwe ale w praktyce zostałam sama z wampirem, który był nieziemsko przystojny i mógł mnie zabić. Moja pewność siebie spadała z każdą chwila, kiedy uświadamiałam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę i w głębi serca coś podpowiadało mi, że to dopiero początek.
Kiedy James oznajmił, że odwiezie mnie do domu nie dając mi dojść do słowa, zgodziłam się. Co prawda miałam lekcje, a ciocia wracała dopiero za tydzień więc nie powinnam wagarować ale to było co innego. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie słowem. Miał mi wszystko wyjaśnić w domu, na spokojnie.
Podjeżdżając pod parking miałam obawy, że zapraszanie do domu Jamesa nie jest dobrym pomysłem. Tyle razy mówiono w wiadomościach o morderstwach, uprowadzeniach i kradzieżach. Co jeśli to wszystko sprawka wampirów ?
Idąc w stronę werandy, spojrzałam z ukosa na Jamesa. Dalej wydawał się cały spięty i poirytowany. Powoli zza chmur wychodziło słońce, którego promyki zatrzymywały się na jego twarzy. W świetle wyglądał jeszcze lepiej, o ile było to możliwe. Każdy milimetr jego oliwkowej skóry był idealny, pod każdym względem. Czy czasem pod tą maską nie kryła się bestia ?
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Wyjęłam z kieszeni klucz i przekręciłam zamek, słysząc znajome trzaśnięci poczułam się trochę lepiej. Jeams otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i od razu się zatrzymałam.
-Nie potrzebujesz czasem zaproszenia, czy coś? – spytała, pamiętając słowiańskie legendy.
- Nie. Wszędzie jestem mile widziany. - zrobił pewny krok przez próg i posłał mi pełen sarkazmu uśmiech. Przeszedł do salonu i opadł na kanapę. Zdjął kurtkę którą położył tuż obok siebie.
Usiadłam naprzeciwko niego w fotelu. Pomyślałam, że dobrze było by zaproponować coś do jedzenia, ale okoliczności tego nie wymagały. To nie było spotkanie towarzyskie z kolegą ze szkoły. Sądzę, że łatwiej byłoby mi dzielić przestrzeń z cuchnącym bezdomnym niż z nim.
- Miałeś mi wszystko wyjaśnić – popędziłam go, kiedy siedział tak wpatrzony ślepo w przestrzeń i nic nie mówił .
- Słuchaj, to że dowiedziałaś się prawdy nie jest dobre. Rada wampirów nie dopuszcza ludzi do tej wiedzy. – podniósł na mnie wzrok i zacisnął swoje czerwone wargi.
-Ale nie rozumiem o co tyle zamieszania. Przecież po prostu nie musze nikomu mówić o tobie i w ogóle o wampirach. To proste.
-Nieprawda. – uciął. – A nawet jak tak, rada by na to nie pozwoli.
-Ale ja nic nie wiem o twoim świecie. – zupełnie nic. Poczułam jakby kamień spadł mi z serca. Nic złego nie zrobiłam.
- Będą chcieli wyjaśnień jak to możliwe, że jesteś odporna na naszą perswazje – odezwał się szorstko.
- Dlaczego mówisz to w taki sposób jakbym sama wpędziła się w kłopoty ?
Zaskoczony, jakby ktoś go spoliczkował spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Gdybyś nie chciał wyssać ze mnie krwi tamtego wieczoru, nic takiego nie miało by miejsca. To ty masz problem, nie ja. - objęłam się ramionami bo atmosfera znacznie się oziębiła.
- Masz racje, powinienem cię zabić. – jego głos był oschły i strasznie cichy, taki beznamiętny.
- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś ? – w moim brzuchu pękła niewidzialna kula, zalewająca falą ciepła resztę mojego ciała. Czułam, że stąpałam po cienkim lodzie, który mógł runąć w każdej chwili.
James wzruszył ramionami. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Jak to możliwe, że pod tym wyglądem anioła naprawdę mógł kryć się pełen premedytacji morderca ?
- Czyli powinnam ci jeszcze dziękować, że próbujesz ratować mnie z czegoś, w co sam mnie wplątałeś? –rzuciłam retorycznie.
- Uznaj to za dobry gest prosto z serca. – uśmiechnął się arogancko.
- Ty nie masz serca – warknęłam przez zęby, a jego usta wykrzywiły się w mało sympatyczny grymas. Wstałam z fotelu i odeszłam do kuchni. Potrzebowałam dużą dawkę kofeiny żeby chociaż w połowie pobudzić się do logicznego myślenia. Na wszelki wypadek wstawiając wodę, wyciągnęłam nóż z szafki i położyłam niedaleko chlebaka. Tak, na wszelki wypadek.
Po kilka sekundach James przyszedł do kuchni. Rozglądał się po obrazach na ścianach, jakby je oceniał albo chciał ukraś. Nawet bym się nie zdziwiła jakby okazał się jeszcze kleptomanem.
- Gdzie reszta domowników ? – spytał, opierając się o blat i skrzyżował ręce na piersi.
-Ciotka jest w pracy.
-A rodzice ?
Woda już się zagotowała, i szybko zalałam kawę. Nie proponowałam jej Jamesowi, nie zasługiwał nawet na kranówkę.
- Nie żyją – odpowiedział pytająco. Pokiwałam głową. To nie tak, że drażnił mnie ten temat. Po prostu nic o nich nie wiedziałam więc wolałam unikać takich sytuacji. Dosypałam dwie łyżeczki cukru i upiłam spory łyk.
- Rada może się zjawić w ciągu dwóch tygodni – zaczął.
-Czekaj, a skąd oni wiedzą, że dowiedziałam się o tobie ?
- Jeden z członków rady ma wizje. Widzi sytuacje, kiedy nasz gatunek zostaje ujawniony.
-To dość fajne – zauważyłam.
-Dla ciebie ? – uniósł jedną brew – nie sądzę. Kiedy znajdują takie człowieka po prostu używają na nim perswazji i wmawiają, że nigdy o nas nie wiedział. A z tobą … - nie dokończył. Świdrował mnie wzrokiem jakby szukał odpowiedzi.
-Co ze mną ?!
- Zabiją cię. Jesteś tylko człowiekiem, który jest dla wampirów tylko pożywieniem.
-Zamknij się! – niemal krzyknęłam i uniosłam ręce przed siebie próbując nie dopuści do siebie tych słów. Moje serce zaczęło znacznie przyśpieszać, a adrenalina skoczyła w górę.
- Próbuje ci pomóc – powiedział szorstko.
-Jak ?! Po co mi to mówisz, skoro to i tak niczego nie zmieni?! Jaka to dla ciebie różnica dzień czy tydzień ?!- mój głos drżał panicznie, a oczy powoli zachodziły mi łzami. Zrobiłam krok w tył, próbując znów oddychać.
- Mogę jakoś przekonać Artemmę by tego nie robiła. – oznajmił robiąc krok w przód.
- Nie wątpię – zakpiłam.
-Mogą cię… przemienić.
Nie to chciałam usłyszeć. Nie tego się spodziewałam.
Przetarłam oczy, rozmazując makijaż i opadłam na krzesło, kiedy nogi się pode mną ugięły. To było jak kubeł ziemnej wody o poranku.
Nagle zadzwonił telefon. Raz. Drugi.
- Rano przyjedzie po ciebie Drake z Amy. Ona nic nie wiem i tak ma zostać – powiedział James oschle. Wytarłam rękawem mokre oczy ale kiedy uniosłam głowę żeby na niego spojrzeć już go nie było. Podbiegłam do okna i ujrzałam odjeżdżający samochód. Telefon przestał dzwonić. Wszystko ucichło, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Wizerunek wampira, który wykreowała telewizja tak bardzo odbiegał od tego wszystkiego. A może aż za bardzo były do siebie podobne. W Jamesie nie było nic dobrego. Jego wspaniały wygląd miał tuszować jego charakter. Bo naprawdę był samolubny, arogancki i chamski.
Bez sumienia.
Bez serca.
sobota, 7 lipca 2012
Mroczny sekret cz. 3
Nawet nie spostrzegłam, kiedy w pokoju zrobiło się ciemno i tylko monitor był jedynym źródłem światła. Zbliżała się 22.00, a ja wciąż tkwiłam na łóżku z laptopem szukając jakichkolwiek informacji potwierdzających, że nie zwariowałam. Ale przecież wiem co widziałam, co słyszałam. On nim jest. Jest wampirem. Z drugiej strony to jest po prosty niemożliwe. Takie rzeczy nie istnieją, ale to jedyne wytłumaczenie, które wydaje się dość logiczne. Odgłos silnika dochodzący z podjazdu oznaczał, że ciocia już wróciła. Zeszłam na dół na tyle szybko, na ile pozwalała na mi moja kostka. Usiadłam przy stole w kuchni.
-Rachel?! Wróciłam – ciocia Katy zawołała od progu. Ostrożnie położyła swoją torebkę na komodzie w przedpokoju.
-Widzę –powiedziałam beznamiętnie.
-Oh, myślałam, że jesteś u siebie. Jak ci minął dzień w szkole ? – spytała odwieszając mokry płaszcz, zostawiając na podłodze krople wody. Spojrzałam w okno. Rzeczywiście, ciągle padało.
-Normalnie –skłamałam -dzwoniłam do ciebie.
-Wiesz, że w pracy mam wyłączony telefon ale to chyba nie było nic ważnego ? – zaszła od drugiej strony stołu i zaczęła nalewać wody do czajnika.
-Spoko - machnęłam ręką -Miriam na wf-ie podstawiła mi haka, a moja kostka najwyraźniej nie dała sobie z nią rady.
-O mój boże. Nic ci się nie stało ? – spytała z przesadną opiekuńczością. Podciągnęłam lekko nogawkę.
-Zwykłe stłuczenie, niestety mogę chodzić.
Ciocia Katy zaśmiała się, wyciągając dwa kubki.
-Czyżbyś nie chciała iść jutro do szkoły ? – spojrzała na mnie spod brwi żartobliwie. Miałam bardzo dobre oceny przez co ona miała do mnie dość duże zaufanie. Gdybym ją poprosiła na pewno wypisałaby mi zwolnienie. Wzruszyłam ramionami. Czajnik zagwizdał dając znak, że woda była już zagotowana.
-Chcesz herbatę ?
-Jasne. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – postanowiłam zaryzykować. Podała mi gorący kubek i sama zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
-No, słucham cię – uśmiechnęłam się do mnie.
-Wierzysz w rzeczy, które nie istnieją ? – spytałam niepewnie. Przez chwile popatrzyła na mnie dość dziwnym wzrokiem.
- Masz na myśli wróżki ?
-No nie do końca. Wiesz, wróżki, wilkołaki, duchy… wampiry.
Buchnęła głośnym śmiechem, który na początku wydawała się trochę histeryczny.
-Rachel, to bajki. Zajmij się lepiej czymś pożytecznym niż oglądaniem głupich filmów.
-Ja nie oglądam taki.. masz rację, po prostu Amy znowu ma na to fazę - skłamałam. Wzięłam swój kubek i wstałam.
-Idę do siebie. Jutro znowu mam na ósmą. Dobranoc.
-Dobranoc, a właśnie prawie bym zapomniała. Mamy w pracy szkolenie i będę musiała wyjechać na tydzień .
-To świetnie- odpowiedziałam entuzjastycznie.
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł…-pokręciła przecząco głową.
-Jasne, że dobry. Przecież mam już szesnaście lat i nic mi się nie stanie przez tydzień.
-Wiem, że dasz sobie radę ale mam wyrzuty sumienia, że praktycznie ciągle cię zostawiam samą – upiła łyk herbaty i wbiła we mnie zatroskane spojrzenie. To nie była jej wina, że musiała tyle pracować. Ja nalegałam abyśmy zostały w domu po moich rodzicach, który był dość duży, więc i rachunki były spore.
-Naprawdę powinnaś pojechać – uśmiechnęłam się zachęcająco. Przez chwilę milczała, aż w końcu odłożyła kubek i klasnęła w dłonie.
-W takim razie muszę zacząć się pakować, bo wyjeżdżam już jutro. Ale jesteś pewna, że to dobry pomysł ?
- Świetny.
Wzięłam szybki prysznic i zanim poszłam spać wydrukowałam kilka stron o legendach związanych z wampirami i inne ciekawostki. Nie zdążyłabym wszystkiego przeczytać dzisiaj, więc postanowiłam wziąć część tej makulatury jutro ze sobą do szkoły. Im bardziej o tym wszystkim myślałam, wyjazd cioci nie był najlepszy. Ale co miałabym jej powiedzieć ? Słuchaj, taki jeden koleś no on chyba jest wampirem i napadł mnie ostatnio na ulicy . Jasne. Nawet ja bym w to nie uwierzyła, gdybym nie widziała tego na własne oczy.
Kiedy obudziłam się rano, było zbyt cicho. Spojrzałam na komórkę. Tylko nie to. Było już po siódmej. Przetarłam ręka oczy. Dalej było po siódmej. Ciocia zapewne wyszła wcześnie rano i nie chciała mnie budzić.
Kiedy byłam już gotowa, wepchnęłam do torby wydrukowane informacje i wyszłam z domu. Autobus już dawano mi uciekł więc nie pozostawało mi nic innego jak po prostu pójść pieszo. Pierwszy miałam hiszpański i tym razem jeżeli się spóźnię pan Williams umieści mnie na pewno na swojej czarnej liście. Opuszczając swoje osiedle Village, pełne mnóstwa jednorodzinnych domków pośród których panowała bezpieczna atmosfera, zbliżałam się do skrzyżowania, gdzie mniej więcej zaczynało się jakieś życie. Oczywiście musiałam skrócić sobie drogę jak tylko było to możliwe. Ale pomysł pójścia przez Cheryllstreet nie wydał się już taki zły za dnia. Co prawda słońce uporczywie kryło się za ciężkimi chmurami, ale było jasno. Ludzie powoli zapełniali opustoszałe alejki, śpiesząc się do pracy. To dodawało mi na tyle odwagi, że jednak zdecydowałam się iść na skróty.
Cheryllstreet w dziennym świetle była jeszcze brzydsza niż wieczorem. Odrapane budynki i poniszczone daszki wychodzące znad sklepów coraz bardziej raziły w oczy. Na balkonie jakaś starsza pani wieszała pranie, a piętro niżej mężczyzna w podeszłym wieku palił papierosa. Czyli jednak ktoś tu mieszkał. Sklep spożywczy był otwarty tak jak na każdej zwykłej ulicy.
Nieoczekiwanie coś zagrzmiało. Uniosłam głowę i wpatrywałam się zachmurzone niebo, aż poczułam na twarzy zimne krople. Przyśpieszyłam, ale zanim przeszłam 20 metrów rozpadało się na dobre. Rozejrzałam się do o koła. Po drugiej stronie ulicy można było skryć się pod daszkiem wychodzącym znad sklepu z odzieżą. Wyciągnęłam komórkę aby sprawdzić czy jest sens śpieszenia się na lekcję. Za 10 minut będzie dzwonek. Wciskając komórkę do torby weszłam na ulicę. Nagle zza rogu wyłonił się jakiś samochód. Gwałtowny pisk opon zaatakował moje uszy, a ostre światła na chwilę oślepiło. Przerażenie mnie sparaliżowało, ale musiałam jak najszybciej stamtąd uciec. Samochód był coraz bliżej i w ostatnim momencie zrobiłam unik w bok. Przede mną wyrósł wysoki krawężnik i nie zdążyłam złapać równowagi kiedy leciałam wprost na skraj chodnika.
-Cholera! Czy ty oszalałaś ?!- czyjś wzburzony głos dobiegł z auta. Serce biło mi jak szalone i wciąż tkwiłam na ziemi. Desze zaczął lać, więc wstałam najszybciej jak potrafiłam aby na ubraniach nie zostały żadne ślady mojej niezdarności. Drzwiczki od samochodu trzasnęły. Odwróciłam się i mnie zatkało. Czarny, prawdopodobnie jeszcze nowy Jeep należał do Jamesa. Jego ciemne ubrania współgrały ze kolorem auta.
- Rozumiem, że tak trudno przejść przez pasy, co? – burknął na mnie. Deszcz spływał po jego skórzanej kurtce i włosach dodając mu jeszcze więcej uroku.
-Rozumiem, że tak trudno stosować się do ograniczenia prędkości? –odgryzłam się. Zbliżył się do mnie o krok, a jego błękitne oczy znacznie pociemniały. Tak jak w alejce wieczorem.
Nagle jego wzrok zwrócił na prawo. Moja torba leżała na ulicy, a z niej wysypało się część rzeczy. Między innymi moje wydrukowane informacje o wampirach. Podszedł tam i podniósł kartki
-Co to ma do cholery być ? – spytał, rozglądając się dookoła. Dziwnym sposobem na ulicy nie było nikogo. Oczywiście nie licząc staruszków na balkonie. Wzięłam swoją torbę i zarzuciłam przez ramię. –Mogę? To moje. – sięgnęłam po notatki, ale wyminął mnie i wrzucił je do samochodu przez opuszczone okno.
-Wsiadaj. Też jadę do szkoły i chyba musimy coś sobie wyjaśnić. – w jego ustach brzmiało to jak rozkaz.
Musiałabym chyba oszaleć, żeby się na to zgodzić. Ale nie wiem czy wizja zmoknięcia na deszczu i spóźnienia się do szkoły, czy podróż z psychopatą była bardziej przerażająca.
-To jak ? – spytał otwierając drzwi.
-Ale jedziemy prostu do szkoły ? – upewniłam się.
-Oczywiście - odparł z ironicznym uśmieszkiem.
Pewnie będę tego żałować. Na pewno.
Usiadłam z przodu koło James. Za nim jeszcze zdążyłam zamknąć za sobą drzwi on od razu ruszył. Wnętrze samochodu upewniło mnie, że musiał być nowy i drogi.
-Co to ma być ? – pomachał moim notatkami, a następnie wrzucił je do schowka koło deski rozdzielczej.
-Jedyne logiczne wyjaśnienie tego co widziałam. – czekałam aż mnie wyśmieje. Ale to się nie stało.
-Nikt i tak ci nie uwierzy - powiedział spokojnie zatrzymując się na czerwonym świetle.
-To znaczy, że to prawda? Jesteś…
-…wampirem.
Część mnie miała ochotę uciec stąd jak najdalej, ale ta druga część pragnęła poznać to niebezpieczeństwo. Poznać wampira.
Dojechaliśmy do kolejnego skrzyżowania. Kiedy staliśmy w miejscu, cisza stawała się coraz bardziej nie do zignorowania. W głowię kłębiło mi się tysiące pytanie na które potrzebowałam odpowiedzi.
-Jak to możliwe, że nikt o tobie nie wie ?- spytałam.
-Byli tacy co wiedzieli - zaczął, znów włączając się do ruchu na drodze.
-Byli?! Nie mów mi, że ich zabiłeś?! - pisnęłam przez zaciśnięte ze zdenerwowania gardło. Ścisnęłam mocniej swoją torbę, w której na dnie wsadziłam gaz pieprzowy.
-Nie zabiłem – oznajmił, a mi znacznie ulżyło mi. -No proszę cię, oczywiście, że ich zabiłem – westchnął z rozbawieniem, odrywając na chwile ręce od kierownicy. Gdyby nie to, że znacznie przekraczał prędkość, chyba bym wyskoczyła.
-Ale mnie nie zabiłeś– szepnęłam i spojrzałam na niego niepewnie.
-Kto powiedział, że tego nie zrobię ? – uśmiechnął się arogancko. Poczułam jak mój żołądek powoli się zaciska.
Wjeżdżaliśmy już na parking szkoły. W końcu. Lekcje jeszcze się nie zaczęły , bo większość uczniów tłoczyło się pod bramą paląc papierosy. Dostrzegłam po drugiej stronie parkingu Amy, którą dopiero przywiozła mama.
Kiedy James zaparkował, zorientowałam się, że większość uczniów patrzy na jego Jeep’a . Już mogę sobie wyobrazić plotki krążące po szkole kiedy zobaczą nas razem.
- Wysiadasz AB Rh minus ? – spytał mnie, wciągając nosem powietrze, jakby wąchał jakieś perfumy. Jeżeli chciał mnie nastraszyć tym, że rozpoznał moją grupę krwi to mu się udało.
-Dupek z ciebie. – wysiadłam trzaskając drzwiami i szybko poszłam do szkoły, próbując ignorować cudze szepty krążące dookoła. Nawet nie widząc jego kłów można było się zorientować, że coś jest z Jamesem nie tak. Był zbyt pewny siebie, arogancki, bezczelny i za przystojny na zwykłego człowieka.
niedziela, 10 czerwca 2012
Mroczny sekret cz. 2
Dzwonek już dawno zabrzmiał, a ja dopiero wpadłam zdyszana na lekcję. Pani Hamilton nakazała gestem dłoni żebym szybko zajęła swoje miejsce. Starałam się bez szeleśnie przedostać do mojej ławki w której Amy już na mnie czekała.
-Coś mnie ominęło ? –szepnęłam do przyjaciółki, wyciągając książki. Pokiwała tylko przecząco głową i znów opadła zmęczona na ławkę. No tak. Poranny wysiłek nie był jej mocną stroną. Ja również byłam dzisiaj ledwo żywa. Zasnęłam dopiero nad ranem, a mój budzik najwyraźniej nie stanął na wysokości zadania. Wczorajsze wydarzenie przestało mnie tak natarczywie męczyć. Po prostu muszę zająć się czymś innym i w końcu zapomnę, że zostałam zaatakowana przez…psychopatę z kłami. Dzisiejszy dzień, miejmy nadzieje, będzie lepszy.
-Ktoś chętny do odpowiedzi ? – pani Hamilton wstała zza biurka. Zaczęła swoje polowanie na ofiarę. Wszyscy unikali kontaktu wzrokowego, modląc się aby pozostać niezauważonym.
- W takim razie skoro nikt się nie zgłasza…Rachel Carsley - Świetnie. Ten dzień jednak nie skończy się dobrze. Podeszłam do mapy stojącej przed tablicą . Amy dalej spała, a reszta odetchnęła z ulgą, że to na mnie padło, a nie na nich. Na geografii co lekcję nauczycielka odpytywała kogoś z położenia rzek, wysp, miast i innych beznadziejnych rzeczy.
-Pokaż mi, gdzie znajduje się rzeka Tag ? –poleciła. Wskazałam palcem niebieską linię na środku Hiszpanii.
- Dobrze. A Kosowo ? – przeniosłam rękę dość niewielka plamę koło Chorwacji. Pani Hamilton otwierała już usta aby zadać mi kolejne pytanie ale w tym czasie drzwi od klasy się otworzyły. W progu stanęła postać ubrana cała na czarno. Skórzana kurtka zapewne była firmowa. Włosy trochę zmierzwione opadały na przeciwsłoneczne okulary. Ten widok wydałam mi się niepokojąco znajomy.
-Zapomniałam wam powiedzieć, James Cavarialli, będzie naszym nowym uczniem – uśmiechnęła się entuzjastycznie do klasy, a mi momentalnie serce podskoczyło do gardła.
Wieczór. Uliczka. Psychopatyczny blondyn o błękitno-lodowatych oczach. Błyskawicznie skierowałam się do swojej ławki, potykając się o pozostawione na ziemi torby. Nikt nie zwracał na to uwagi. Żeńska część klasy była oczarowana przystojnym przybyszem, a męska miała to po prostu gdzieś.
- Ale ciacho - pisnęła Amy podekscytowana - co jest ? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha ? - Szturchnęła mnie w ramie nie odrywając wzroku od Jamesa. Nie powiedziałam jej co się wydarzyło, kiedy wracałam do domu. Dostałabym od niej porządny wykład, żeby następnym razem nie zapuszczać się w takie miejsca tylko jechać z nią. Teraz nie miało to większego znaczenia. Ten psychopata będzie chodzić do naszej szkoły! Czy dyrektorka nie sprawdza kart nowo przyjmowanych uczniów ? Skuliłam się na krześle. To musi być jakiś zły sen. Musi.
-Proszę, zajmij miejsce w drugiej ławce – poleciła mu nauczycielka. Szedł w naszą stronę. Był już przy swojej ławce. Ściągnął okulary i spojrzał na mnie. Tymi swoimi błękitnymi, zimnymi, tajemniczymi oczami. Nie miałam żadnych wątpliwości, że to na niego natknęłam się wczoraj. Usiadł przede mną. W klasie ciągle panował mały harmider, a ja poczułam, że temperatura znacznie spadła. Myśli, że w szkole jest mnóstwo osób uspokajała mnie na tyle by wysiedzieć na lekcji. Pani Hamilton mówiła coś jeszcze, ale zupełnie się wyłączyłam.
Kiedy zadzwonił dzwonek, prawdopodobnie pierwsza wybiegłam z sali. Udałam się do swojej szafki gdzie zostawiłam część książek. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do cioci. Całą przerwę usiłowałam się do niej dodzwonić ale bez skutku. Miałam nadzieje, że uwierzy mi , że źle się czuje i zwolni z lekcji. Ale jak zwykle w pracy miała wyłączony telefon. Niechętnie poszłam na hiszpański. Oczywiście byłam już spóźniona. Weszłam do Sali w trakcie sprawdzania obecności. Na chwilę przystanęłam rozglądając się za wolnym miejscem. Tylko ostatnia ławka była wolna…obok Niego.
-Panno Carsley, przypominam , że lekcja już trwa –Nauczyciel popukał palcem w swój złoty zegarek. Wzięłam głęboki wdech ruszyłam na koniec sali. Rzuciłam torbę na ziemie i odsunęłam krzesło najdalej jak się tylko dało. Ukradkiem zerknęłam na Jamesa, który arogancko siedział z krzyżowanymi rękami na piersi i wyciągniętymi nogami. Tak jakby zamierzał dać wszystkim do zrozumienia, że jest tu tylko z przymusu. W końcu ma inne ciekawe zajęcia….. jak napadanie ludzi w uliczkach.
-Każdy ma parę w ławce ? – zapytał swoim ochrypłym głosem nasz nauczyciel hiszpańskiego. Zsunął swoje okulary na czubek nosa i sięgnął po swoja kawę. Upił łyk i znów podniósł głowę.
-Dzisiaj napiszecie dość szczegółowy opis osoby z którą dzielicie stolik. Proszę aby pytania nie były zmyślone, a odpowiedzi banalnie proste. Jeżeli usłyszę, że ktoś nie zadaje pytań po hiszpańsku ocena w dół. Zrozumiano ?
-Tak jest – odpowiedzieli chórem jak w wojsku. Nie dość, że hiszpański szedł mi najgorzej to jeszcze zmuszona jestem do rozmowy z tym psychopatą. Miriam oczywiście obrzuciła mnie jadowitym spojrzeniem. Chętnie bym się z nią zamieniła, naprawdę. Ale pan Wiliams nie tolerował przesiadania się z miejsca na miejsce. Wszyscy wiedzieli, że w weekendy nadużywał alkoholu po tym jak jego żona odeszła do innego. Dlatego teraz wyżywał się na nas.
W klasie powoli zaczynały się szmery hiszpańskich rozmów. Sekundy zmieniały się w minuty, które trwały wieczność. Nie mogę przecież całą lekcje siedzieć jak na szpilkach i gapiąc się na zegarek.
Nagle mój sąsiad z ławki nieco przysunął się w moją stronę. Za mną była już tylko ściana ,więc jedynie wcisnęłam nogi pod krzesło. Obrzucił mnie leniwie wzrokiem, a następnie wziął swój zeszyt i długopis do ręki. Zrobiłam to samo. Kiedy ujęłam długopis, spostrzegłam, że dłonie mi drżą. Bałam się. Odłożyłam rzeczy z powrotem na ławkę, a ręce nerwowo splotłam na kolanach.
- Jak się nazywasz ? – spytał niskim, a zarazem aksamitnym tonem głosu, przygotowując długopis. Ku mojemu zaskoczeniu potrafił mówić po hiszpańsku.
-Rachel Carsley.– odpowiedziałam siląc się aby mój głos nie zadrżał ani razu. Przełknęłam gulę powstałą w gardle. Na chwile zapadło niezręczne milczenie. Odchrząknęłam.
- A ty jak masz na nazwisko ? To tak, gdybym zamierzała pójść na policje– powiedziałam prosto z mostu. Dopiero teraz wbiłam w niego twarde spojrzenie. Na jego twarzy zaskoczenie, szybko ustąpiło miejsca irytacji. Zmrużył oczy, tak że jego długie rzęsy rzucały cień na blade policzki.
-Nie wiem o czym mówisz – oznajmił szczerząc się bezczelnie.
-Chciałeś mnie okraść, zgwałcić, a potem zamordować ? – spytałam niepewnie i wbiłam wzrok w swój zeszyt. Usłyszałam jak próbuję stłamsić sarkastyczny śmiech. Boże, a jeżeli to wszystko sobie zmyśliłam i wychodzę teraz na totalną idiotkę?
- Nie rozpędzaj się tak – powiedział rozbawiony. Spojrzałam na niego nie wiedząc o co mu chodzi. Nachylił się w moją stronę, a ja zastygłam w bezruchu.
-Chciałem cię tylko zabić – szepnął mi do ucha łagodnym głosem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Poczułam jak włoski na karku mi się zjeżyły. Nawet nie zaprzeczył. Potrzebowałam świeżego powietrza, szybko. Naglę wybuchnął głośnym śmiechem. Część klasy odwróciła się w naszą stronę zaciekawiona.
- Proszę o spokój. Za dziesięć minut sprawdzam wasze zadanie – burknął na wszystkich nauczyciel.
-Jesteś naprawdę nienormalna – skwitował na koniec w moją stronę. Czyli wcześniej żartował. Zrobiło mi się głupio. Chociaż nie. Dobrze pamiętałam co się wydarzyło. Nie trudno zapamiętać przystojnego psychopatę. Pan Williams zbierał już od wszystkich kartki, ale udało mi się go ubłagać żeby przynieś zadanie na następny tydzień. James jakimś cudem miał coś napisane. Przez resztę lekcji umiejętnie mnie olewał, a ja jego. Tak było najlepiej dla wszystkich.
Następny w planie był w-f. Dopiero zbliżał się koniec września więc obawiałam się, że pójdziemy biegać na bieżnie za szkołą.
- I jak było na lekcji z nowym przystojniakiem ? – zagadnęła Amy ściągając bluzkę. W szatni wszystkie dziewczyny dyskretnie próbowały podsłuchiwać .
-Nie zdziwię się jak zmieni szkołę, skoro musiał wytrzymać z tobą wieśniaczką - wtrąciła swoje trzy grosze Miriam. Weszła dopiero do szatni, trzymając na wyciągniętej ręce, zapewne torebkę z najnowszej kolekcji. Jej wytuszowane rzęsy wywijały się pod same brwi, a blond włosy miała spięte w koka na czubku głowy. Jak zwykle miała na sobie tonę makijażu, ale nawet najdroższa szminka nie zakryje jej sukowatego charakteru.
-A co, zazdrosna ? Przecież ty masz chłopaka - Amy uderzyła w jej słaby punkt. Miriam wydęła wargi i szybko nas wyminęła. Jej świta ruszyła za nią na koniec szatni. Starszy brat Amy, Matt był na tyle głupi żeby chodzić z Miriam. Ale najwyraźniej jemu odpowiadała pusta lala, a ona miała się czym chwalić przed znajomymi. Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że niewidzialną liną trzymającą ich przy sobie był tylko i wyłącznie seks.
W-f jednak mieliśmy na sali. Deszcz luną niespodziewanie, jednocześnie ratując nas wszystkich. Na jednej połowie sali chłopacy już dawno grali w kosza.
Po krótkiej rozgrzewce, trenerka kazała ustawić się nam w szeregu.
- Zrobicie pięć okrążeni, na ocenę. Będę wam mierzyć, czas więc lepiej się zmobilizujcie – powiedziała.
Wszystkie zaczęły mamrotać coś z dezaprobata.
-A sama niech sobie biega, stara purchawa – Amy jak zwykle kąśliwie ją skomentowała.
-Oj, no chodź już – poklepałam ją ochoczą po plecach i ustawiłyśmy się wraz z innymi dziewczynami na niebieskiej linii. Niespodziewanie gwizdek dał znać , że musimy biec. Dopiero po pierwszym okrążeniu zrobiło się więcej miejsca. Amy wraz z Susan były na samym przodzie. Reszta dziewczyn trzymała od siebie dość dużą odległość i tylko niektóre usilnie próbowały je wyprzedzić. Przez całe gimnazjum moja aktywność na wychowaniu fizycznym nie był całkiem dobra. Jednak nie. Nie było żadnej aktywności. Próbowałam jak się tylko dało omijać te lekcje szerokim łukiem. Nic nie wskazywało na to, że w liceum coś się zmieni. Chociaż…
Zaczynało się ostatnie okrążenie więc przyśpieszyłam. Jeszcze tylko sto dwadzieścia metrów. Przede mną były tylko trzy dziewczyny, nie licząc Amy i Susan które już były na mecie. Zbliżałam się do postaci w różowym dresie. Miriam. Siedemdziesiąt metrów. Minęłam ją. Czterdzieści metrów. Słyszałam za sobą, że Miriam nie zamierza odpuścić. Nagle bezwarunkowo robiąc kolejny krok, poczułam jakąś blokadę. Moja stopa wygięła się pod nienaturalnym kontem i było już za późno żeby złapać równowagę. Krzyknęłam. Zaczęłam lecieć na ziemie. Na sekundę zrobiło mi się ciemno przed oczami, a kiedy się ocknęłam leżałam skulona obejmując dłońmi swoją kostkę. Nade mną utworzył się wianuszek dziewcząt. Ktoś chwycił mnie za ramię, pomagając wstać. Odwróciłam się i ujrzałam pochylającego się nade mną Jamesa.
-Nie dotykaj mnie !!! – wrzasnęłam, odpychając jego rękę jak oparzona. Przez chwile zastygł w bezruch. Na jego twarzy, tak jak na wszystkich w ogół pojawiło się zdziwienie. Zagryzłam nerwowo wargę uświadamiając sobie, że wszyscy patrzą na mnie jak na idiotkę. James zawrócił, jednocześnie kręcąc palcem kółka przy głowie znaczące, że jest z mną coś nie tak. Wstałam i z zimną krwią, kuśtykając, wyminęłam gapiów i ruszyłam do szatni. Czułam się strasznie.
-Dasz radę pójść do pielęgniarki ? – spytała trenerka, która dopiero teraz raczyła się podejść do mnie. Kiwnęłam głową. Amy dobiegła do mnie, chwytając za łokieć.
-Wszystko w porządku ?
-Nic mi nie jest–wytarłam dłonią mokry policzek.
Opadłam na ławkę w szatni. Mimo, że najostrożniej próbowałam ściągnąć dres to pulsujący ból w kostce się nasilał. Zdjęłam przepocony top i wciągnęłam na siebie fioletową, za duża bluzkę, grającą role tuniki i leginsy.
-Co tam właściwie się stało? –spytała Amy w drodze do pielęgniarki.
-Miriam podstawiła mi haka. Na twoim miejscu zaczęła bym coś działać, bo w końcu zostaniecie rodziną – wiedziałam, że nie o to jej chodziło, tylko o moja reakcję na James. Ale nie zamierzałam jej teraz tego tłumaczyć.
-Nawet mi nie przypominaj. Jeszcze dziś załatwię żeby rzucił te wiedźmę za nim następnym razem obleje nas kwasem. Słuchaj, musze wracać na lekcje, dasz sobie radę czy wejść z tobą? –zatrzymałyśmy się przed gabinetem.
-Nie mam już pięciu lat… – wzniosłam oczy do nieba.
-Oj to źle, że się o ciebie martwię ?
- Tak- zażartowałam, a ona zrobiła minę zbitego psa. Zapukała do drzwi i nie czekając na odpowiedź otworzyła je i wepchnęła mnie do środka.
-To tak na wszelki wypadek jakbyś zamierzała zwiać – zachichotała, zostawiając mnie samą ze szkolną pigułą.
-Na szczęście to tylko stłuczenie – oznajmiła po dziesięciu minutach, kiedy zabandażowała mi już kostkę -Proszę, wypisałam ci zwolnienie z reszty lekcji. Przyjedzie ktoś po ciebie ? – wręczyła mi małą, niewyraźnie zapisaną karteczkę.
-Wezmę taksówkę i dziękuje za zwolnienie – uśmiechnęłam się do niej serdecznie i ruszyłam do wyjścia.
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi, schyliłam się aby zawiązać swoje trampki. Wyprostowałam się i nie zrobiłam jeszcze jednego kroku, kiedy przede mną jak spod ziemi wyrosła czarna postać. Zadarłam głowę do góry żeby rozpoznać nieznajomego. Gabinet pielęgniarki od głównego korytarza oddzielał mały przedsionek dla którego szkoła skąpiła na oświetlenie. Ale te oczy rozpoznałabym wszędzie.
- Co pamiętasz ? – spytał twardym tonem .
-Muszę iść – zrobiłam krok w prawo ale on zrobił to samo tyle, że z większą gracją.
-Najpierw powiesz mi co pamiętasz – oparł ręce o ścianę nad moim ramionami. Serce zaczęło mi wali jak szalone.
-Wszystko – odezwałam się po dłuższej chwili, łapiąc trochę powietrza – pamiętam wszystko.
-Co dokładnie? – przechylił na bok głowę, świdrując mnie badawczym wzrokiem. Z każdą sekundą jego usta coraz bardziej zaciskały się w pionową linię. Moje spojrzenie na chwile zatrzymało się właśnie na tych ustach, z pomiędzy których wczoraj wystawały kły.
-To niemożliwe –szepnęłam do siebie. Powoli kąciki jego ust zaczęły unosić się w arogancki uśmiech.
-Niemożliwe jest to, że kazałem ci do cholery zapomnieć! Jakim cudem wszystko pamiętasz ? ! - warknął na mnie. W oczach zaczęły tańczyć mu wściekłe iskierki. I jednak nie zwariowałam . Ale to by znaczyło…
- Przecież to niemożliwe to..
-Jeżeli komuś piśniesz choć słówko, to przy pierwszej lepszej okazji cię zabiję. Zrozumiałaś ? – zmrużył oczy i odsunął się nieco. Stałam jak wryta. Moje gardło zacisnęło się tak bardzo, że nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Pokiwałam głową.
-Dobrze, że się rozumiemy – wyszczerzył zęby w jadowity uśmiech, obrócił się na pięcie i po prostu znikł.
sobota, 2 czerwca 2012
Mroczny sekret cz. 1
Rozdział 1.
-Rachel ! Pośpiesz się ! – krzyknęła z dołu Amy. Odgłos otwierani lodówki oznaczał , że spokojnie mogę trochę zwolnić. Włożyłam na siebie standardowo czarne leginsy i długą czarną bluzkę z ikoną londyńskiej uliczki. Przeczesałam swoje długie, ciemnobrązowe włosy i byłam gotowa. Wcześniej zdążyłam też podmalować oczy czarną kredką. Chwyciłam swoja torbę i zbiegłam po schodach, obejmując po dwa stopnie. Usiadłam przy stole naprzeciwko przyjaciółki.
-Słuchaj, może przełożymy to kino na kiedy indziej, co ? – spytałam, nie kryjąc niechęci do tego pomysłu. Amy konsumując kolejny kawałek ciasta, pokiwała tylko głową marszcząc groźnie brwi.
-Idziemy, idziemy - zakomunikowała entuzjastycznie, kiedy połknęła ostatni kęs. Dzisiaj o 20.00 miała być premiera jakiegoś filmu, w którym grał jej ulubiony aktor. Szczerze wolałabym zostać w domu i pouczyć się do jutrzejszego testu z matematyki. Nasza kochana pani Gradson dopiero dzisiaj nam o tym powiedziała.
-Pamiętasz, że jutro jest test ?
- Oczywiście, ale to ja powinnam się nim martwić, a nie ty. Rachel, uwierz. U ciebie jedna trójka nie narobi wiele szkód, a jedynie dowiedzie, że jesteś normalna – zaśmiała się. Może miała trochę racji. Miałam bardzo dobre oceny, a na takim teście na pewno nie będzie czegoś, czego bym nie wiedziała. Wzięłam ze stołu pieniądze zostawione przez ciocię Katy. Obok leżała karteczka ,, Wrócę późno. Nie czekaj z kolacją. Kocham cię ‘’ .
-To idziemy już ? Autobus nam ucieknie – Amy z niecierpliwością stała już w progu opierając się o drzwi.
-Tak, chodźmy – sięgnęłam po swoją torbę i ruszyłam do wyjścia.
Wszyscy wychodzili z kina, głośno komentując film. Zapach popcornu wciąż wypełniał budynek.
-A to zakończenie... wspaniałe ! Tak wygląda prawdziwa miłość – Amy teatralnie ułożyła ręce na sercu i przymknęła powieki. Kiwnęłam głową na znak, że wciąż ją słucham. Na dworze było już zupełnie ciemno. Trzy godziny zmarnowane. Szłyśmy teraz wolno w stronę przystanku. Po Amy i tak miała przyjechać mama, gdyż mieszkała ona poza miastem w małym, wiejskim domku.
-O, już jest –wskazała dwie plamy jasnego światła zbliżające się do nas. Samochód zatrzymał się przy krawężniku.
-Odwieź cię ? – spytała Amy otwierając drzwi. Jej mama uśmiechnęła się do mnie na powitanie.
-Dzięki ale wrócę autobusem.
-Na pewno ?
-Tak. Leć już.
-To do jutra – cmoknęła mnie w policzek i wsiadła do samochodu. Pomachałam jej kiedy odjeżdżała, aż w końcu znikła mi z oczu. Wyciągnęłam z torby komórkę. Zaświeciłam sobie nią na rozkład jazdy. Wiedziałam, że na autobus nie mam co liczyć, a spacer dobrze mi zrobi przed snem. Przez ostanie dni prawie nie spałam. Co noc mam koszmar z których prawie nic nie pamiętam. Potem budzę się rano cała spocona, wystraszona i ledwo łapię oddech jakbym przebiegła maraton.
Cały czas szłam główna ulicą przy firmowych sklepach z odzieżą. Wszystkie już dawno były zamknięte i tylko na wystawach widniały manekiny w kolorowych strojach. Co jakiś czas przejeżdżał tędy jakiś samochód. Powinnam jednak pojechać z Amy. Było zdecydowanie za późno i za ciemno na rekreacyjny spacer. Spojrzałam jeszcze raz na komórkę. Żadnych nieodebranych połączeń od cioci. Pewnie wróci po 01.00. Pracowała w radiu i dzisiaj miała na drugą zmianę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu. Jeśli pójdę w prawą stronę skrócę sobie drogę do domu. Tak, to dość dobry pomysł. Stare kamienice możliwe, że były opuszczone albo mieszkali w nich naprawdę biedni ludzie. Z ścian odchodziła farba, tynk, kawałki cegieł się wykruszały. Na niektórych piętrach brakowało okien, a przy ulicy świeciła co piąta latarnia. Wszystko było zapuszczone i brudne. Nagle w oddali zobaczyłam jakąś postać opierając się o zaparkowany samochód naprzeciwko kantoru. Przyśpieszyłam nieco kroku, aby jak zbliżę się do nieznajomego szybko go minąć. Byłam coraz bliżej. O samochód niedbale opierał się jakiś nastolatek.
-Gdzie ci się tak śpieszy? – spytał nieznajomy tarasując mi przejście. Chodnik i tak był dość wąski, tym bardziej kiedy czarny Jeep zaparkowany był praktycznie na jego połowie.
- Do domu. Przepraszam… – chciałam go wyminąć ale on znów przesunął się w tą samą stronę co ja. Było zbyt ciemno, a on miał ciągle lekko pochyloną głowę tak , że jego blond, zmierzwione włosy zasłaniały mu oczy. Niedobrze. Rozejrzałam się dookoła ale nie było tu żywej duszy. Nawet psa ze złamaną nogą. A jeżeli to jakiś ćpun psychopata? Odwróciłam się na pięcie. Nie zrobiłam jeszcze kroku, kiedy zostałam brutalnie pociągnięta za ramie w tył. Krzyknęłam. Zalazłam się w przejściu miedzy blokami. Pod plecami czułam wbijającą się w moją skórę nierówną ścianę. Blondyn trzymał mnie za ramiona.
-Puszczaj mnie ! – zaczęłam się szarpać , ale on nawet nie drgnął. Mój żołądek kurczył się coraz bardziej. W końcu nieznajomy spojrzał mi w oczy. Światło latarni tutaj nie sięgało, a mimo do dostrzegłam, że jego oczy były koloru zimnego błękitu. Zaczął przyglądać mi się jakbym była jakimś towarem. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Puszczaj mnie, słyszysz ! Pomocy!!!
-Spokojnie. Możesz krzyczeć ile chcesz, ale nikt tutaj nie przyjdzie – wyszczerzył zęby w jadowity uśmiech. Zaczęłam panikować. Miał racje. Nikt nie przyjdzie. W tej okolicy pewnie przyzwyczaili się do dziwnych odgłosów w nocy. Dlaczego byłam taka głupia, że wybrałam tą drogę ? Chłopak przysunął się bliżej mnie. Boże, on mógł być nico starszy ode mnie. Zarobiło mi się niedobrze, kiedy jego dłoń znalazł się przy mojej szyi, a następnie zsuwała się coraz niżej. Tak bardzo chciałam znaleźć się już domu. W jakimś bezpiecznym miejscu. Przysunął się jeszcze bliżej, zamarłam. Jego usta zbliżały się do mojej szyi , jedną ręką ciągle trzymał mnie za ramię, a drugą dotykał moich pleców. Tak bardzo się bałam. Zamknęłam oczy, powstrzymując łzy. Może to tylko zły sen, i zaraz się obudzę…
- James! Zostaw ją, nie mamy czasu ! – dobiegł mnie głos jakiegoś mężczyzny. Mój oprawca odsunął się nieco od mnie. Spojrzał na mężczyznę czekającego przy samochodzie. Po chwili skierował wzrok na mnie. W jego oczach płonęły iskry, jak u jakiegoś zwierzęcia polującego na swoją ofiarę. Zaśmiał się głośno ukazując białe zęby i .. kły ! Znów krzyknęłam. Rzuciłam się do ucieczki, ale on tylko pchnął mnie znowu na ścianę. Syknęłam z bólu. Złapał mnie za podbródek, zmuszając mnie żebym uniosła głowę.
-Zapomnisz o ty co tutaj się stało. Zapomnisz, że mnie spotkałaś - jego źrenice rozszerzyły się, pochłaniając tęczówki. Mówił wolno, niskim głosem. Naglę odsuną się o krok i .. znikł.
Po chwili usłyszałam gwałtowny warkot silnika. Samochodu też już nie było.
Przez chwile stałam w bezruchu. Wzięłam kilka głębokich wdechów aby się uspokoić. Wiatr zatrząsnął kartonami leżącymi przy śmietniku. Wybiegłam stamtąd na ulicę. Zaczęłam biegnąć w stronę swojego domu. Poziom adrenaliny miałam zapewne tak wysoki , że nie czułam zmęczenia. Co jakiś czas potykałam się o nierówny chodnik ale nawet na moment się nie zatrzymywałam. Po dziesięciu minutach znalazłam się na moim osiedlu. Na końcu drogi stał mój dom. Tu przynajmniej wszystkie latarnie działały jak trzeba. Stanęłam na werandzie szukając kluczy. Po chwili uradował mnie charakterystyczny odgłos odblokowania zamka. Rzuciłam swoją torbę przy schodach. Cioci jeszcze nie było, więc na wszelki wypadek sprawdziłam również czy wszystkie okna są pozamykane. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju opadłam na łóżko. Serce waliło mi jak oszalałe. W myślach znów stanął mi obraz tego psychopaty. Jego zęby, kły… Nie, to nie możliwe. Wyglądał jak wampir. Nie, musiało mi się przywidzieć. W łazience ściągnęłam ubrania i wrzuciłam do kosza na brudną bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Przyłapałam się na tym, że wciąż się trzęsę. Dalej byłam przerażona. Zamknęłam oczy i znów ujrzałam jego twarz i te kły. Boże, moja wyobraźnia zaczyna płatać mi figle. Zarzuciłam na siebie ręcznik i zostawiając na podłodze mokre ślady wróciłam do pokoju gdzie przebrałam się w piżamę. Może powinna zadzwonić do cioci ? Ale przecież nic mi nie jest. Nie będę niepotrzebnie jej martwić. Położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą. Wtuliłam głowę w poduszkę próbując o tym wszystkim zapomnieć. Jutro będzie nowy dzień. Po prostu następnym razem nie będę wracać nieciekawymi uliczkami. Powtarzałam sobie , że wszystko jest w porządku aż w końcu usnęłam.
-Rachel ! Pośpiesz się ! – krzyknęła z dołu Amy. Odgłos otwierani lodówki oznaczał , że spokojnie mogę trochę zwolnić. Włożyłam na siebie standardowo czarne leginsy i długą czarną bluzkę z ikoną londyńskiej uliczki. Przeczesałam swoje długie, ciemnobrązowe włosy i byłam gotowa. Wcześniej zdążyłam też podmalować oczy czarną kredką. Chwyciłam swoja torbę i zbiegłam po schodach, obejmując po dwa stopnie. Usiadłam przy stole naprzeciwko przyjaciółki.
-Słuchaj, może przełożymy to kino na kiedy indziej, co ? – spytałam, nie kryjąc niechęci do tego pomysłu. Amy konsumując kolejny kawałek ciasta, pokiwała tylko głową marszcząc groźnie brwi.
-Idziemy, idziemy - zakomunikowała entuzjastycznie, kiedy połknęła ostatni kęs. Dzisiaj o 20.00 miała być premiera jakiegoś filmu, w którym grał jej ulubiony aktor. Szczerze wolałabym zostać w domu i pouczyć się do jutrzejszego testu z matematyki. Nasza kochana pani Gradson dopiero dzisiaj nam o tym powiedziała.
-Pamiętasz, że jutro jest test ?
- Oczywiście, ale to ja powinnam się nim martwić, a nie ty. Rachel, uwierz. U ciebie jedna trójka nie narobi wiele szkód, a jedynie dowiedzie, że jesteś normalna – zaśmiała się. Może miała trochę racji. Miałam bardzo dobre oceny, a na takim teście na pewno nie będzie czegoś, czego bym nie wiedziała. Wzięłam ze stołu pieniądze zostawione przez ciocię Katy. Obok leżała karteczka ,, Wrócę późno. Nie czekaj z kolacją. Kocham cię ‘’ .
-To idziemy już ? Autobus nam ucieknie – Amy z niecierpliwością stała już w progu opierając się o drzwi.
-Tak, chodźmy – sięgnęłam po swoją torbę i ruszyłam do wyjścia.
Wszyscy wychodzili z kina, głośno komentując film. Zapach popcornu wciąż wypełniał budynek.
-A to zakończenie... wspaniałe ! Tak wygląda prawdziwa miłość – Amy teatralnie ułożyła ręce na sercu i przymknęła powieki. Kiwnęłam głową na znak, że wciąż ją słucham. Na dworze było już zupełnie ciemno. Trzy godziny zmarnowane. Szłyśmy teraz wolno w stronę przystanku. Po Amy i tak miała przyjechać mama, gdyż mieszkała ona poza miastem w małym, wiejskim domku.
-O, już jest –wskazała dwie plamy jasnego światła zbliżające się do nas. Samochód zatrzymał się przy krawężniku.
-Odwieź cię ? – spytała Amy otwierając drzwi. Jej mama uśmiechnęła się do mnie na powitanie.
-Dzięki ale wrócę autobusem.
-Na pewno ?
-Tak. Leć już.
-To do jutra – cmoknęła mnie w policzek i wsiadła do samochodu. Pomachałam jej kiedy odjeżdżała, aż w końcu znikła mi z oczu. Wyciągnęłam z torby komórkę. Zaświeciłam sobie nią na rozkład jazdy. Wiedziałam, że na autobus nie mam co liczyć, a spacer dobrze mi zrobi przed snem. Przez ostanie dni prawie nie spałam. Co noc mam koszmar z których prawie nic nie pamiętam. Potem budzę się rano cała spocona, wystraszona i ledwo łapię oddech jakbym przebiegła maraton.
Cały czas szłam główna ulicą przy firmowych sklepach z odzieżą. Wszystkie już dawno były zamknięte i tylko na wystawach widniały manekiny w kolorowych strojach. Co jakiś czas przejeżdżał tędy jakiś samochód. Powinnam jednak pojechać z Amy. Było zdecydowanie za późno i za ciemno na rekreacyjny spacer. Spojrzałam jeszcze raz na komórkę. Żadnych nieodebranych połączeń od cioci. Pewnie wróci po 01.00. Pracowała w radiu i dzisiaj miała na drugą zmianę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu. Jeśli pójdę w prawą stronę skrócę sobie drogę do domu. Tak, to dość dobry pomysł. Stare kamienice możliwe, że były opuszczone albo mieszkali w nich naprawdę biedni ludzie. Z ścian odchodziła farba, tynk, kawałki cegieł się wykruszały. Na niektórych piętrach brakowało okien, a przy ulicy świeciła co piąta latarnia. Wszystko było zapuszczone i brudne. Nagle w oddali zobaczyłam jakąś postać opierając się o zaparkowany samochód naprzeciwko kantoru. Przyśpieszyłam nieco kroku, aby jak zbliżę się do nieznajomego szybko go minąć. Byłam coraz bliżej. O samochód niedbale opierał się jakiś nastolatek.
-Gdzie ci się tak śpieszy? – spytał nieznajomy tarasując mi przejście. Chodnik i tak był dość wąski, tym bardziej kiedy czarny Jeep zaparkowany był praktycznie na jego połowie.
- Do domu. Przepraszam… – chciałam go wyminąć ale on znów przesunął się w tą samą stronę co ja. Było zbyt ciemno, a on miał ciągle lekko pochyloną głowę tak , że jego blond, zmierzwione włosy zasłaniały mu oczy. Niedobrze. Rozejrzałam się dookoła ale nie było tu żywej duszy. Nawet psa ze złamaną nogą. A jeżeli to jakiś ćpun psychopata? Odwróciłam się na pięcie. Nie zrobiłam jeszcze kroku, kiedy zostałam brutalnie pociągnięta za ramie w tył. Krzyknęłam. Zalazłam się w przejściu miedzy blokami. Pod plecami czułam wbijającą się w moją skórę nierówną ścianę. Blondyn trzymał mnie za ramiona.
-Puszczaj mnie ! – zaczęłam się szarpać , ale on nawet nie drgnął. Mój żołądek kurczył się coraz bardziej. W końcu nieznajomy spojrzał mi w oczy. Światło latarni tutaj nie sięgało, a mimo do dostrzegłam, że jego oczy były koloru zimnego błękitu. Zaczął przyglądać mi się jakbym była jakimś towarem. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Puszczaj mnie, słyszysz ! Pomocy!!!
-Spokojnie. Możesz krzyczeć ile chcesz, ale nikt tutaj nie przyjdzie – wyszczerzył zęby w jadowity uśmiech. Zaczęłam panikować. Miał racje. Nikt nie przyjdzie. W tej okolicy pewnie przyzwyczaili się do dziwnych odgłosów w nocy. Dlaczego byłam taka głupia, że wybrałam tą drogę ? Chłopak przysunął się bliżej mnie. Boże, on mógł być nico starszy ode mnie. Zarobiło mi się niedobrze, kiedy jego dłoń znalazł się przy mojej szyi, a następnie zsuwała się coraz niżej. Tak bardzo chciałam znaleźć się już domu. W jakimś bezpiecznym miejscu. Przysunął się jeszcze bliżej, zamarłam. Jego usta zbliżały się do mojej szyi , jedną ręką ciągle trzymał mnie za ramię, a drugą dotykał moich pleców. Tak bardzo się bałam. Zamknęłam oczy, powstrzymując łzy. Może to tylko zły sen, i zaraz się obudzę…
- James! Zostaw ją, nie mamy czasu ! – dobiegł mnie głos jakiegoś mężczyzny. Mój oprawca odsunął się nieco od mnie. Spojrzał na mężczyznę czekającego przy samochodzie. Po chwili skierował wzrok na mnie. W jego oczach płonęły iskry, jak u jakiegoś zwierzęcia polującego na swoją ofiarę. Zaśmiał się głośno ukazując białe zęby i .. kły ! Znów krzyknęłam. Rzuciłam się do ucieczki, ale on tylko pchnął mnie znowu na ścianę. Syknęłam z bólu. Złapał mnie za podbródek, zmuszając mnie żebym uniosła głowę.
-Zapomnisz o ty co tutaj się stało. Zapomnisz, że mnie spotkałaś - jego źrenice rozszerzyły się, pochłaniając tęczówki. Mówił wolno, niskim głosem. Naglę odsuną się o krok i .. znikł.
Po chwili usłyszałam gwałtowny warkot silnika. Samochodu też już nie było.
Przez chwile stałam w bezruchu. Wzięłam kilka głębokich wdechów aby się uspokoić. Wiatr zatrząsnął kartonami leżącymi przy śmietniku. Wybiegłam stamtąd na ulicę. Zaczęłam biegnąć w stronę swojego domu. Poziom adrenaliny miałam zapewne tak wysoki , że nie czułam zmęczenia. Co jakiś czas potykałam się o nierówny chodnik ale nawet na moment się nie zatrzymywałam. Po dziesięciu minutach znalazłam się na moim osiedlu. Na końcu drogi stał mój dom. Tu przynajmniej wszystkie latarnie działały jak trzeba. Stanęłam na werandzie szukając kluczy. Po chwili uradował mnie charakterystyczny odgłos odblokowania zamka. Rzuciłam swoją torbę przy schodach. Cioci jeszcze nie było, więc na wszelki wypadek sprawdziłam również czy wszystkie okna są pozamykane. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju opadłam na łóżko. Serce waliło mi jak oszalałe. W myślach znów stanął mi obraz tego psychopaty. Jego zęby, kły… Nie, to nie możliwe. Wyglądał jak wampir. Nie, musiało mi się przywidzieć. W łazience ściągnęłam ubrania i wrzuciłam do kosza na brudną bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Przyłapałam się na tym, że wciąż się trzęsę. Dalej byłam przerażona. Zamknęłam oczy i znów ujrzałam jego twarz i te kły. Boże, moja wyobraźnia zaczyna płatać mi figle. Zarzuciłam na siebie ręcznik i zostawiając na podłodze mokre ślady wróciłam do pokoju gdzie przebrałam się w piżamę. Może powinna zadzwonić do cioci ? Ale przecież nic mi nie jest. Nie będę niepotrzebnie jej martwić. Położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą. Wtuliłam głowę w poduszkę próbując o tym wszystkim zapomnieć. Jutro będzie nowy dzień. Po prostu następnym razem nie będę wracać nieciekawymi uliczkami. Powtarzałam sobie , że wszystko jest w porządku aż w końcu usnęłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)